MotoGuru.pl

Kupiła dom obok ekspresówki. Teraz żąda restrykcyjnych limitów prędkości

Powodowane przez pojazdy mechaniczne zanieczyszczenia i hałas to nieodzowne elementy współczesnych aglomeracji. Ale są i gorsze rzeczy, o czym przekonała się na własnej skórze 58-letnia kobieta z Birmingham w Wielkiej Brytanii…

Co jest gorszego od dużego ruchu ulicznego i samochodów pędzących około 60 km/h? Jeszcze więcej aut zasuwających ponad 100 km/h. Oto przepis na katastrofę: znajdź wymarzony dom, np. w Coleshill Warwickshire, poza miastem. Upewnij się, że ekspresówka A446 przebiega tuż obok. Na oglądanie chałupy umów się 7 razy – każdorazowo w weekend. I to w takich godzinach, by ruch specjalnie nie doskierwał. Następnie załatw wszelkie formalności, przelej pieniądze i ciesz się nową własnością. W końcu zamieszkaj na stałe w domku marzeń…

A gdy już zdasz sobie sprawę ze swojej durnej decyzji, zacznij terroryzować innych, by coś z tym zrobili. Udaj się do radnych i zażądaj obniżenia limitów prędkości na ekspresówce (obecnie jest to 70 mil, czyli 112,6 km/h), postawienia dźwiękochłonnych ekranów oraz barier ochronnych, które w razie kolizji powstrzymałyby pojazdy przed wpadnięciem na podwórko. I koniecznie bądź opryskliwy względem każdego, kto będzie cię obwiniać o to, że zgotowałeś sobie taki los na własne życzenie.

W końcu kupując dom, który dzieli jakieś 3 metry od ruchliwej ekspresówki, nie sposób spodziewać się czegoś innego, jak czystego powietrza, wiejskiej ciszy i spokoju, którym co najwyżej towarzyszy śpiew ptaków podczas typowego słonecznego dnia na wyspach. A gdy zdecydujesz się na wypad do tropikalnych krajów, możesz być pewien, że ustawi się kolejka znajomych, chętnych przypilnować chałupy podczas twojej nieobecności. 

W takiej sytuacji znalazła się 58-letnia Jackie McCormack z Birmingham. W lutym 2021 roku wprowadziła się ze swoim mężem Jamesem do wymarzonego, nowo wybudowanego budynku z trzema sypialniami. Po dwóch miesiącach małżeństwo zdało sobie sprawę z tego, w co się wpakowało. Rzeczywistość okazała się tak surowa, jak jezdnia tętniącej życiem ekspresówki, uczęszczanej zarówno przez ciężarówki, jak i samochody osobowe.

Kiedy małżonkowie są wewnątrz domu, hałas dorównuje temu, generowanemu przez elektronarzędzia. W ogrodzie już jest tak głośno, jak na koncercie muzycznym – i to nie byle jakim, tylko kapeli death metalowej. W powietrzu z kolei unosi się kurz. Zapach też jest godny uwagi – nietrudno wyczuć swąd spalin. Poza tym pył z drogi osiada na parapetach okien, zasłonach i innych elementach domu. Do tego można doświadczyć małych wstrząsów, co zapewniają przejeżdżające obok pojazdy ciężarowe. 

W rozmowie z dziennikiem The Sun kobieta wspomniała:

Wiedziałam, że to ruchliwa droga. Nie da się od tego uciec. Byłabym głupia, gdybym nie pomyślała o dużym natężeniu. Ale jak mogłam wiedzieć o tych wszystkich następstwach?

Rzecznik rady hrabstwa Warwickshire wspomniał o zaplanowanym spotkaniu, mającym na celu sprawdzić, czy któryś z całej listy problemów można rozwiązać. Przy czym od razu przestrzegł, że nie daje gwarancji na korzystny wynik.