⏱️ 3 min.

Lamborghini rozważa czysto tylnonapędowego Temerario. Dlaczego to w ogóle możliwe?

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Utrata

22-11-2025 10:11
Lamborghini rozważa czysto tylnonapędowego Temerario. Dlaczego to w ogóle możliwe?

Nowy Lamborghini Temerario już zdążył namieszać w świecie supersamochodów, ale producent z Sant’Agata wcale nie powiedział ostatniego słowa. Wewnętrzne dyskusje, o których opowiedział szef linii modelowej Paolo Racchetti, pokazują, że marka poważnie rozważa coś, co dziś wydaje się niemal sprzeczne z filozofią hybrydowego V8: czysto tylnonapędowe wydanie na wzór Huracana STO. I choć auto powstało jako pojazd z napędem na obie osie, to w Lamborghini już zaczęto się zastanawiać, jak daleko można przesunąć granice nowej platformy.

Trzy jednostki elektryczne

Temerario, następca Huracana i pierwszy turbodoładowany V8 w historii marki, korzysta z 4-litrowego podwójnie turbodoładowanego silnika oraz trzech jednostek elektrycznych – dwóch z przodu i jednej z tyłu. Łącznie daje to 920 KM, ale sam układ elektryczny już na start zdaje się ograniczać potencjał bardziej szalonych wariantów. Paolo Racchetti, który kierował rozwojem modelu, wyjaśnił w rozmowie z redakcją The Drive, dlaczego obecna konfiguracja nie pozwalała zaoferować „prawdziwego RWD”. Lamborghini nie zdecydowało się na pełne odłączenie przedniej osi nawet w trybie Sport. W tym ustawieniu do przednich kół trafia zaledwie około 10% momentu, ale – jak podkreślił – to celowa decyzja:

Zawsze musi trafiać tam odrobina momentu z dwóch powodów. Po pierwsze, gdybyśmy całkowicie wyłączyli przód, odczulibyście każde jego ponowne włączenie. A po drugie, możemy dzięki temu wykorzystać wektorowanie momentu, aby auto było bardziej figlarne.

Co z RWD?

To wyjaśnienie prowadzi do kluczowej różnicy między hybrydowym układem Temerario a czysto spalinowym Huracanem. Ten drugi powstał jako auto z napędem na cztery koła, ale rewizje Performante i późniejsze STO pozwoliły doprowadzić projekt do ekstremalnie purystycznego RWD. W przypadku Temerario droga nie jest tak prosta, choć – jak zauważył Racchetti – filozofia Lamborghini wcale tego nie wyklucza. Racchetti przypomniał, że czteronapędowe układy były od lat DNA marki, a przednia e-oś stanowi naturalną kontynuację ich rozwoju. Jednak dzięki precyzyjnemu sterowaniu momentem kierowca ma dziś czystsze wrażenia zza kierownicy niż w poprzednich generacjach. Jak podkreślił Racchetti:

Przykładowo Performante było piekielnie szybkie, ale czasem miałeś wrażenie, że auto robi coś za ciebie. W Temerario to zniknęło. Reakcje są dokładnie takie, jakich oczekujesz, dystrybucja momentu jest liniowa i przewidywalna, a to ogromnie zwiększa przyjemność z jazdy.

Punkt wyjścia do radykalnej odmiany STO?

To właśnie ta neutralność daje inżynierom punkt wyjścia do przemyślenia bardziej radykalnej odmiany STO. Problem w tym, że wewnątrz firmy nie ma jeszcze jednolitego planu. Jak podsumował Racchetti:

W tej chwili mamy w firmie kilka szkół myślenia. Nie jest jasne, co trzeba będzie zmienić. Zwykle w cyklu życia przygotowujemy odmianę bardziej torową, sportową, ponad standardowy model, nawet jeśli już oferujemy pakiet odchudzający. Ale zdecydowanie możemy zrobić więcej. I właśnie o tym myślimy.

Podsumowanie

Innymi słowy: Lamborghini dopiero ustala, czy przyszłe STO będzie czysto tylnonapędowe, czy raczej pozostanie w hybrydowej logice ze zmodyfikowaną przednią osią. Niezależnie od decyzji, kierunek jest jeden – mocniejsze odcięcie elektroniki od wrażeń kierowcy, tak aby hybryda dawała podobny poziom zaangażowania, co spalinowe modele sprzed kilku lat. A że Lamborghini zamierza utrzymać przy życiu zarówno V8, jak i V12, droga do eksperymentów z napędem wydaje się naturalna. Zgodnie z tradycją marki, napęd na tylne koła i mocne silniki tworzą duet, którego wierni fani supersamochodów zwyczajnie oczekują.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Utrata

Ekolog z duszą petrolheada. Wierzę, że można kochać prędkość i dbać o planetę jednocześnie.