Maserati może stanąć przed jedną z najtrudniejszych decyzji w swojej współczesnej historii. Nowy raport z Chin łączy włoską markę z Huawei i JAC, a Stellantis odpowiada ostrożnie: rozmowy z różnymi graczami są normalną częścią biznesu, ale firma nie komentuje spekulacji.
Stellantis nie odcina się od samej idei kontaktów z partnerami z branży. Rzecznik koncernu przekazał Carscoops, że firma prowadzi rozmowy z różnymi podmiotami na świecie, gdy ich celem jest zapewnienie klientom lepszych możliwości mobilności.
Jednocześnie Stellantis nie potwierdza szczegółów raportu i nie komentuje spekulacji.
Najbardziej włoski może zostać znaczek na klapie
Chiński Yunjian Insight opisuje scenariusz, w którym Huawei odpowiadałby za kluczowe technologie auta i planowanie projektu, a JAC za badania, rozwój oraz produkcję. Maserati miałoby zająć się projektem nadwozia i wsparciem marki.
To układ, który przesuwałby ciężar techniczny z Włoch do Chin. W praktyce nie chodziłoby więc tylko o dostarczenie pojedynczych podzespołów. Raport sugeruje głębszą współpracę przy samochodach nowej energii, czyli elektrycznych modelach dla Maserati.
Dla marki zbudowanej na włoskim pochodzeniu byłby to zwrot trudny do przełknięcia wizerunkowo, nawet jeśli biznesowo miałby sens.
Dwa auta, dwie marki i jeden drogi problem
Według raportu wstępnie analizowane są dwa modele. Jeden miałby trafić do Chin pod marką Maextro, a drugi pojawić się na rynkach międzynarodowych jako wersja z emblematem Maserati.
Taki układ oznaczałby nie tyle klasyczne Maserati od podstaw, ile samochód zaprojektowany lub przemodelowany pod włoską markę. Rozmowy mają trwać od początku 2025 roku, a wstępne prace badawczo-rozwojowe już się rozpoczęły.
Nie wiadomo czy chodzi o SUV-a, sedana czy samochód sportowy. To istotne, bo każda z tych kategorii inaczej wpływałaby na odbiór marki.
Maserati potrzebuje koła ratunkowego
Tło tej historii jest dla Maserati niewygodne. Marka sprzedała w ubiegłym roku 11 127 samochodów, co oznacza spadek o 58%. To daleko od szczytu z 2017 roku, gdy sprzedaż wynosiła około 49 tys. aut.
Jeszcze mocniej widać to w Chinach. W 2017 roku Maserati sprzedało tam 14 498 samochodów, a w ubiegłym roku niewiele ponad 1000 egzemplarzy. Na tak dużym rynku premium taka różnica nie jest kosmetyką, tylko sygnałem alarmowym.
Stellantis już ćwiczy chiński wariant
Ewentualny układ z Huawei i JAC nie byłby pierwszą próbą Stellantisa z chińskim partnerem. Koncern ma 21% udziałów w Leapmotor, przejętych w 2023 roku, a współpraca została rozszerzona o produkcję modelu na rynek europejski w 2028 roku.
W planach jest też elektryczny SUV z logo Opla, który ma powstawać w hiszpańskiej Saragossie. Różnica polega na znaczku. Leapmotor i Opel można łatwiej wpisać w logikę platform, kosztów i wolumenu.
Maserati gra w inną grę, bo sprzedaje nie tylko samochód, ale też historię, pochodzenie i aurę włoskiego luksusu. A aura nie lubi, gdy zbyt wyraźnie widać kabel od zasilacza.
Ryzyko jest jasne: technika może pomóc, ale marka może zapłacić
Huawei rozwija własny ekosystem motoryzacyjny Harmony Intelligent Mobility Alliance, obejmujący kilka marek korzystających z jego technologii.
Gdyby Maserati weszło w podobny układ, mogłoby szybciej dostać nowoczesną architekturę dla aut elektrycznych. To mogłoby skrócić drogę do konkurencyjnego produktu. Problemem pozostaje percepcja.
Klienci Maserati mogą zaakceptować nową technologię, ale trudniej będzie sprzedać im wrażenie, że samochód z chińskim zapleczem technicznym nadal jest pełnoprawnym włoskim Maserati.
Właśnie dlatego odpowiedź Stellantisa nie zamyka sprawy, tylko zostawia ją w najbardziej niewygodnym miejscu: między pragmatyzmem a tożsamością marki.









