Przez ingerencję Maserati zablokowano sprzedaż MCXtremy na rynku wtórnym

Wyobraź sobie, że licytujesz torowe Maserati, a licznik dobija do 751 000 dolarów (ok. 2 665 675 zł). Nagle osoba trzecia przychodzi i psuje całą zabawę, informując, że jednak samochód zostanie wycofany z aukcji. Dokładnie tak skończyła się próba sprzedażyMCXtrema na Bring a Trailer. Marka miała nie życzyć sobie, by ten egzemplarz zmieniał właściciela, choć auto już raz zdążyło przejść z rąk do rąk.
To jest ten rodzaj historii, który w teorii powinien budować legendę, a w praktyce buduje wątek na forum, dając pożywkę „hejterom”. Zwłaszcza gdy chodzi o samochód, którego nie kupuje się „przy okazji”, tylko poluje się na niego jak na białego kruka – z pieniędzmi przygotowanymi na stole.
MCXtrema: torowa bestia w krótkiej serii
MCXtrema to wyłącznie torowa ewolucja MC20, stworzona dla ludzi pragnących posiadać limitowany pojazd niedopuszczony do ruchu drogowego. Seria jest ściśle limitowana: powstaną tylko 62 sztuki. Brzmi jak przepis na łatwą odsprzedaż? Teoretycznie tak, ale jak widać – nie zawsze to rynek rozdaje karty.
Od strony technicznej nie ma tu udawania: centralnie umieszczone V6 3-litrowe z podwójnym doładowaniem, podkręcone do 740 KM,. Do tego nowa, 6-biegowa skrzynia sekwencyjna i mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu, a napęd – wyłącznie na tył. Całość zbudowano stricte pod tor, bez oglądania się na legalność drogową.
Pierwszy egzemplarz klienta, mały przebieg, wielka pokusa szybkiego zysku
Na licytacji pojawił się pierwszy egzemplarz MCXtrema należący do klienta. To także pierwszy „kliencki” samochód dostarczony w 2024 roku. Auto miało przejechane zaledwie 228 km i zostało przekazane pierwszemu właścicielowi podczas tygodnia imprez motoryzacyjnych w Monterey w 2024 roku. Niedługo później samochód trafił do sprzedawcy, najpewniej z prostym planem: kupić i szybko odsprzedać z zyskiem. W świecie limitowanych, torowych zabawek taki scenariusz nikogo nie dziwi. Zaskoczenie zaczyna się wtedy, gdy ktoś postanawia ten plan zasabotować.
751 000 dolarów i koniec zabawy: licytacja zdjęta z dnia na dzień
Po wystawieniu auta na Bring a Trailer licytacja rozpędzała się normalnie. Stawka doszła do 751 000 dolarów (ok. 2 665 675 zł) – i wtedy aukcja została nagle wycofana. Powód nie wynikał z problemu z autem, tylko z interwencji włoskiej marki z trójzębem w logo. Bring a Trailer wyjaśniło sprawę wprost, wskazując na rozmowy z Maserati w Ameryce Północnej i ograniczenie odsprzedaży tego konkretnego egzemplarza. Bring a Trailer wydało komunikat:
Sprzedający dealer przekazał nam, że niestety nie jest w stanie kontynuować aukcji. Po rozmowach z Maserati w Ameryce Północnej dowiedział się, że marka ogranicza sprzedaż tego samochodu. Sprzedający był wobec nas transparentny i otwarty, także w wyrażaniu frustracji, co doceniamy. Nie możemy wprowadzić zwycięskiego licytującego w problematyczną sytuację po aukcji, więc wycofaliśmy ofertę – to krok, którego nigdy nie podejmujemy lekkomyślnie.
Największy zgrzyt: brak wyjaśnienia i pytanie „dlaczego teraz?”
Marka – przynajmniej w tej wersji wydarzeń – nie podała publicznie informacji wyjaśniającej czemu blokuje odsprzedaż. I tu pojawia się kluczowy dysonans: skoro auto już raz zmieniło właściciela, to dlaczego drugi taki sam ruch ma być problemem? Z zewnątrz wygląda to jak próba kontrolowania rynku wtórnego, ale bez jasnych zasad i transparentnej komunikacji. To zawsze zachęta do dopisywania własnych teorii.
Co tak naprawdę pokazuje ta historia
Ta sytuacja świetnie obnaża napięcie, które w segmencie ultra-limitowanych aut rośnie od lat: z jednej strony jest „samochód dla kierowców”, z drugiej – instrument kolekcjonerski, a po drodze stoi jeszcze marka, która chce mieć wpływ na to, kto co i komu sprzedaje. Na papierze da się to uzasadniać „ochroną klientów” albo „kontrolą doświadczenia”, ale bez jasnych reguł wychodzi z tego po prostu konflikt interesów.
Najciekawsze jest to, że MCXtrema ma wszystkie składniki na motoryzacyjny hit: mała seria, torowy charakter, mocne parametry, do tego wzbudził sporo emocji na rynku wtórnym, jeszcze nim Maserati zdążyło zainterweniować, dolewając oliwy do ognia. Światła reflektorów zamiast skupić się na aucie, zostały przekierowane na… skuteczną próbę ingerowania włoskiej marki w odsprzedaż pojazdu na rynku wtórnym. A to nie jest fajne.
O autorze
Tomasz Studniarek
Najnowsze

Land Rover zmienia plany dotyczące baby Defendera. Chodzi o rodzaj napędu

Changan DEEPAL S05 PHEV wjeżdża do Polski. Oferuje do 100 km zasięgu na samym prądzie

Porsche jak Hyundai. Taycan otrzymuje ten sam gadżet, który Koreańczycy stosują od dawna

Mercedes-AMG ma problem za kulisami. Brakuje części do aut GT3



