Mazda porzuca małe auta i stawia na SUV-y. Wszystko przez cła warte 6,7 mld zł

Mazda znalazła się w jednym z najtrudniejszych momentów swojej amerykańskiej historii. Choć sprzedaż rośnie, gigantyczne koszty ceł importowych – sięgające 1,58 mld dolarów (ok. 5,76 mld zł) – zmusiły markę do radykalnej zmiany strategii. Producent ograniczył import mniejszych, mniej rentownych modeli i postawił na większe SUV-y, które zapewniają wyższe marże.
Cła uderzają w japońskich producentów
Około 80% samochodów Mazdy sprzedawanych w USA pochodzi z Japonii i Meksyku. Nawet po spadku taryf na auta z Japonii z 27,5% do 15% obciążenia finansowe pozostają ogromne. Mazda zakłada, że do końca roku fiskalnego uda się ograniczyć stratę celną do ok. 1 mld dolarów (3,64 mld zł) poprzez modyfikację miksu importowego i zwiększenie produkcji lokalnej. Jak podkreślił prezes Masahiro Moro:
Były to celowe korekty, które miały utrzymać markę rentowną i konkurencyjną.
Mazda nie jest odosobniona. Honda, Subaru i Nissan – również zależne od importu – boleśnie odczuły skutki ceł. W praktyce oznacza to konieczność przenoszenia produkcji do USA, stawiania na modele z wyższą marżą lub wchłaniania strat.
Większe SUV-y to większe zyski
Mniejsze auta wypadły z łask – Mazda3 i CX-30 odnotowały spadki sprzedaży odpowiednio o 37% i 40%. Za to większe SUV-y rosną: CX-70 poszybował w górę o 21%, a CX-90 – o 13%. Co więcej, nowe duże modele (w tym CX-5) generują nawet dwukrotnie większy zysk na sztuce w porównaniu z kompaktami. Trend jest jasny: Amerykanie coraz częściej wybierają SUV-y, a importerzy dostosowują się do tego kierunku. Mazda po prostu wykorzystała moment, by zminimalizować wpływ ceł i jednocześnie dopasować się do rynku.
Jak radzą sobie inni gracze?
Nie każda marka może pójść śladem Mazdy. Honda, by ominąć bariery celne, musiała zaopatrywać się w baterie w fabryce Toyoty w Karolinie Północnej. Jeszcze trudniejszą sytuację mają Europejczycy – cła wciąż wynoszą 27,5%. Mercedes-Benz już wykazał w raportach dodatkowe koszty na poziomie 420 mln dolarów (1,53 mld zł). Mazda, wbrew pesymistycznym prognozom, odnalazła sposób, by nie tylko ograniczyć straty, ale też wzmocnić swoją pozycję na amerykańskim rynku. To rzadki przypadek, gdy klient i producent mogą zyskać na tej samej zmianie – wyższa dostępność SUV-ów odpowiada preferencjom kupujących, a jednocześnie japońska marka poprawia wyniki finansowe.
Przyszłość pod znakiem SUV-ów
Choć cła pozostają wyzwaniem, Mazda wychodzi z trudnej sytuacji z planem, który wpasowuje się w rynkowe trendy. SUV-y zapewniają nie tylko większe zyski, ale też lepszą odporność na wahania gospodarcze. Jeśli inne marki – zarówno japońskie, jak i europejskie – nie znajdą podobnych rozwiązań, mogą zostać zepchnięte na margines.
O autorze
Krzysztof Drobnicki
Najnowsze

Hyundai pokazał Ioniqa 3. Ma do 496 km zasięgu i odważną sylwetkę

F1 zmienia przepisy od Miami. Korekty energii, startów i jazdy w deszczu

Mercedes ostrzega FIA. ADUO ma pomagać gonić, a nie wywracać walkę o tytuł

Audi RS 6 znów będzie sedanem. Powrót po 15 latach i nawet 720 KM



