Mitsubishi było pionierem elektryków. Teraz jego szef ostrzega

Redakcja MotoGuru.pl
Redakcja MotoGuru.pl

Mitsubishi zaczynało erę miejskich samochodów elektrycznych jako jeden z pionierów, ale dziś nie chce samodzielnie pompować ogromnych pieniędzy w auta na prąd. Szef tej japońskiej marki, Takao Kato, twierdzi, że globalny wzrost rynku EV wyhamował, a dla mniejszego producenta zbyt agresywna elektryfikacja może oznaczać poważne ryzyko finansowe.

Dla Mitsubishi problemem nie jest sama technologia, tylko skala inwestycji. Budowa własnych platform, baterii, oprogramowania i całego zaplecza produkcyjnego wymaga pieniędzy, które najłatwiej amortyzują najwięksi gracze. Mniejsza marka musi więc wybierać ostrożniej, bo jeden nietrafiony projekt może zaboleć bardziej niż opóźniona premiera.

Marka od i-MiEV nie zbudowała pełnej gamy elektryków

Mitsubishi ma w tej historii szczególne miejsce, bo i-MiEV był jednym z pierwszych seryjnych elektryków, które realnie pokazały kierowcom jazdę bez lokalnej emisji. Ten sam techniczny projekt trafił też na rynek jako Peugeot iOn oraz Citroën C-Zero.

Japończycy nie rozwinęli jednak tej przewagi w pełną rodzinę samochodów elektrycznych. Francuscy partnerzy poszli z kolei dalej własnymi drogami, a Mitsubishi w ostatnich latach coraz mocniej opiera się na sojuszach. To dość przewrotne zakończenie historii marki, która kiedyś była kojarzona z odwagą w elektryfikacji.

Takao Kato: wzrost elektromobilności wyhamował

Szef Mitsubishi, Takao Kato, ocenia, że globalny rynek samochodów elektrycznych nie rośnie już tak szybko, jak wcześniej zakładano. W jego ujęciu masowe inwestowanie wyłącznie w EV jest zbyt ryzykowne, zwłaszcza dla producenta o skali Mitsubishi.

Mitsubishi Eclipse Cross

fot. Mitsubishi

Kato wskazuje, że firma nie chce podejmować decyzji, która mogłaby przynieść duże straty i stać się poważnym problemem zarządczym. Dlatego Mitsubishi stawia dziś przede wszystkim na uważną obserwację trendów. Brzmi zachowawczo, ale w obecnym rynku zachowawczość bywa inną nazwą instynktu samozachowawczego.

Elektryczne Mitsubishi będzie często znanym autem pod innym logo

Najbliższa strategia Mitsubishi opiera się na współpracy z partnerami. W praktyce oznacza to, że część przyszłych elektryków marki będzie korzystać z konstrukcji Renault i Nissana. Nowy Eclipse Cross jest tego najlepszym przykładem, ponieważ to przebrandowane Renault Scenic.

Podobny kierunek ma dotyczyć także przyszłego modelu powiązanego z nowym Nissanem Leafem. Mitsubishi podpisało również porozumienie dotyczące samochodu elektrycznego opracowanego przez tajwański koncern Foxconn. Marka nie rezygnuje więc z EV, ale nie chce samotnie finansować całej drogi od zera.

Rynek EV nie wybacza już każdej decyzji

Ostrożność Mitsubishi dobrze pokazuje zmianę nastrojów w branży. Jeszcze niedawno wielu producentów traktowało elektryfikację jak prostą drogę do wzrostu, a dziś coraz częściej pojawia się pytanie o tempo, koszty i realny popyt. Samochód elektryczny nie jest już tylko symbolem przyszłości, lecz także bardzo drogim projektem przemysłowym.

Dla klientów ta strategia ma dwie strony. Z jednej Mitsubishi może szybciej wprowadzać gotowe modele dzięki współpracy z Renault, Nissanem i Foxconnem. Z drugiej coraz trudniej będzie mówić o typowo mitsubishowskim charakterze auta, jeśli jego techniczna baza powstaje poza firmą.

O autorze

© 2026 MotoGuru.pl