70-letnia Niemka przyjechała do Polski po paliwo, ale oszczędność szybko zamieniła się w kosztowny problem. Kobieta twierdzi, że zapłaciła za tankowanie, jednak później została wezwana na komisariat, gdzie dowiedziała się, że uregulowała rachunek przypisany do innego dystrybutora. Ostatecznie miała ponownie zapłacić za paliwo oraz dodatkową karę.
Paragon i wyciąg z konta
Historię 70-letniej mieszkanki Boitzenburga w Brandenburgii opisał niemiecki dziennik „Nordkurier”, a następnie niemieckie i polskie media. Kobieta przyjechała na stację paliw w Polsce, gdzie zatankowała samochód i – jak była przekonana – zapłaciła należność przy kasie. Później właściciel stacji zgłosił jednak, że rachunek za pobrane przez nią paliwo nie został uregulowany.
Niemka została wezwana na komisariat policji w Chojnie. Miała ze sobą zarówno paragon, jak i wyciąg z konta potwierdzający dokonanie płatności. Problem polegał na tym, że według ustaleń kobieta tankowała przy dystrybutorze numer 3, a zapłaciła kwotę przypisaną do dystrybutora numer 4.
Nagranie z monitoringu miało potwierdzać, że samochód rzeczywiście znajdował się przy stanowisku numer 3. Seniorka liczyła jednak, że posiadane dokumenty pozwolą wyjaśnić sytuację jako pomyłkę przy kasie. W relacji dla „Nordkuriera” stwierdziła, że funkcjonariuszki nie zainteresowały się przedstawionym przez nią paragonem i wyciągiem z konta. Sam paragon nie zawierał numeru dystrybutora.
80 euro za paliwo i 25 euro kary
Według relacji kobiety zaproponowano jej rozwiązanie sprawy bez kierowania jej na drogę sądową. Miała wpłacić 80 euro (ok. 349 zł) właścicielowi stacji oraz dodatkowo 25 euro (ok. 109 zł) kary. Łącznie oznaczało to kolejne 105 euro (ok. 458 zł).
Seniorka twierdzi, że nie zaproponowano jej jedynie dopłacenia ewentualnej różnicy pomiędzy rachunkiem za paliwo pobrane przy stanowisku numer 3 a kwotą, którą wcześniej uiściła za tankowanie przypisane do stanowiska numer 4. Ostatecznie, według jej relacji, zapłaciła drugi raz za paliwo oraz dodatkową karę.
Sprawa wzbudziła jej podejrzenia również z innego powodu. Kobieta twierdzi, że tego samego dnia na komisariat wezwano także innych obywateli Niemiec, którzy mieli znaleźć się w podobnej sytuacji na tej samej stacji. Wśród nich miał być mieszkaniec Prenzlau.
Seniorka tak oceniła sytuację w rozmowie z „Nordkurierem”:
Dla mnie wygląda to na zwykłe naciąganie i pachnie oszustwem.
Policja: nie są nam znane podobne przypadki
Istotne jest jednak, że podejrzenie oszustwa jest oceną samej kobiety, a dostępne relacje nie potwierdzają, że na stacji rzeczywiście dochodziło do celowego działania tego rodzaju. „Nordkurier” zwrócił się w tej sprawie do policji.
Kierownik zespołu prasowego policji miał przekazać niemieckiej redakcji, że funkcjonariuszom nie są znane podobne przypadki. Dodał, że osoby uważające się za poszkodowane w takich okolicznościach mogą zwracać się bezpośrednio do właściwych organów policji.
Po wszystkim wróciła na tę samą stację
70-latka ponownie odwiedziła stację i tym razem sfotografowała jej wyposażenie oraz informacje związane z tankowaniem. Na podstawie własnego doświadczenia przestrzega innych kierowców, aby porównywali kwotę widoczną przy dystrybutorze z kwotą na paragonie. Zwraca przy tym uwagę, że na otrzymanym przez nią dokumencie nie było numeru stanowiska.
Kobieta wskazuje również, że różnica w cenach paliw między Polską a Niemcami nie jest już dla niej tak atrakcyjna jak wcześniej. Według jej relacji podczas wcześniejszego tankowania płaciła około 1,86 euro (ok. 8,11 zł) za litr, natomiast przy ostatniej wizycie cena wynosiła już 2,06 euro (ok. 8,98 zł) za litr.
Historia pokazuje przede wszystkim praktyczny problem, który może wystąpić przy tradycyjnym rozliczaniu tankowania przy kasie. Jeśli kierowca poda niewłaściwy numer stanowiska albo dojdzie do pomyłki podczas obsługi płatności, sam fakt posiadania paragonu nie musi jednoznacznie wskazywać, za które tankowanie zapłacono. Warto więc sprawdzić kwotę przed dokonaniem płatności i zachować paragon, zwłaszcza podczas tankowania za granicą.






