1360-konne Nio EP9 wreszcie sprzedane. Osiem lat stało w Anglii jak eksponat

To brzmi jak żart z działu „ciekawostki”, ale jest jak najbardziej na serio: Nio sprzedało w końcu jeden z egzemplarzy hipersamochodu EP9, który przez osiem lat stał w angielskiej siedzibie marki w hrabstwie Oxfordshire. Cena? 1,48 mln dolarów (ok. 5 335 992 zł). I tak, mówimy o aucie, które miało być wizytówką możliwości, a przez długi czas było bardziej muzealnym rekwizytem niż widokiem na drodze.
To konkretna sztuka od lat pozostawała niesprzedana i dopiero teraz znalazła nabywcę. Informację potwierdził prezes Nio, Lihong Qin, podając też kwotę transakcji.
16 sztuk na cały świat i cisza przez lata
EP9 pokazano w 2016 roku i od początku było jasne, że to nie ma być produkt „dla mas”, tylko demonstrator ambicji. Seria produkcyjna była skrajnie limitowana: powstało zaledwie 16 aut, z czego sześć zarezerwowano dla inwestorów. Od tamtej pory publiczne pojawienia się EP9 można liczyć na palcach, a wokół modelu narosła aura niemal pełnej niewidzialności (co, jak widać, sprzyja też temu, by samochód potrafił stać latami bez kupca).
Pierwszy samochód Nio i manifest technologiczny
EP9 był pierwszym modelem pokazanym przez Nio po założeniu firmy w 2014 roku. Marka traktowała go jako manifest technologiczny: auto miało udowodnić, że w elektrycznym świecie da się grać w lidze, w której zwykle słychać było przede wszystkim ryczące silniki spalinowe.
1360 KM i cztery silniki elektryczne
Od strony technicznej EP9 zbudowano wokół układu napędowego z czterema silnikami elektrycznymi. Łączna moc to 1360 KM (1360 KM). Taka konfiguracja była jednym z fundamentów osiągów, które pozwoliły temu hipersamochodowi bić rekordy w swojej kategorii.
Rekordy na Nürburgringu i innych torach
EP9 zasłynęła rekordami na Nürburgringu oraz na innych międzynarodowych torach. W praktyce to właśnie te wyniki miały zbudować legendę modelu: szybkie okrążenia, „wyczynowa” otoczka i przekaz w stylu „patrzcie, potrafimy”. Warto tylko pamiętać, że rekordy torowe żyją w ściśle określonych warunkach, a codzienna użyteczność takich maszyn to zupełnie inna historia.
Sprzedaż po latach: dlaczego to w ogóle ma znaczenie
Fakt, że egzemplarz przeleżał osiem lat w Wielkiej Brytanii i dopiero teraz znalazł nabywcę, mówi sporo o niszy, w jakiej funkcjonują ultralimitowane elektryczne hipersamochody. Nawet jeśli technologia robi wrażenie, to bez odpowiedniego „klimatu kolekcjonerskiego” i realnego popytu łatwo skończyć jako legenda, którą częściej się wspomina, niż faktycznie widuje.
O autorze
Piotr Popiołek
Najnowsze

Autostrada A2 znów drożeje. Rząd rozważa zerwanie umowy po podwyżce opłat

Sergio Perez czuje różnicę. W Cadillacu jego głos waży więcej niż w Red Bullu

Nissan X-Trail po liftingu. Nowa twarz, więcej wygody i technologii na 2026 rok

Pirelli wybrało opony na GP Chin 2026. Sprint od razu podnosi stawkę



