Nissan pokazał odświeżoną Ariyę – pierwszy duży facelifting od debiutu w 2022 roku. Z przodu zniknął czarny panel, logo stało się podświetlane, a ostre dotąd światła DLR ustąpiły miejsca łukowym lampom z potrójnym motywem. Usunięto też boczne wloty w zderzaku. Efekt? Mniej „gadżetów”, więcej spokoju i wizualna spójność z nowym crossoverem Leaf, który ma trafić do salonów na początku przyszłego roku.
Nowy przód Ariyi gra pierwsze skrzypce. Projektanci wyczyścili pas przedni, przenosząc akcent na emblemat i światła, zamiast na „techniczne” dekoracje. To zdecydowanie inny kierunek niż wcześniej – prostszy i dojrzalszy, bez konieczności udawania sportowej agresji. 
Minimalistyczny lifting nadwozia
W aktualizacji postawiono na porządek i czytelność: zniknęła duża, czarna płyta na przedzie, a logo Nissana jest teraz podświetlane. Zmieniono układ świateł do jazdy dziennej – są łukowe i mają rozpoznawalny, trzylistkowy podpis świetlny. Wloty powietrza po bokach przedniego pasa usunięto, więc całość wygląda bardziej gładko i „elektrycznie”. Zdjęcia tyłu nie zostały udostępnione – bardzo możliwe, że pojawią się tam przeprojektowane lampy. Na potwierdzenie trzeba poczekać na pełny pakiet materiałów. 
Google infotainment i porządki w cyfrowym wnętrzu
Ariya po liftingu otrzymała system multimedialny oparty na pakiecie oprogramowania Google – rozwiązanie, które Nissan wdrożył już w Leafie oraz nowym Qashqai’u. To oznacza natywne Mapy, asystenta głosowego i bogatszy ekosystem aplikacji, czyli mniej „kombinowania” z telefonem i aktualizacjami. To krok w stronę doświadczenia, które użytkownicy znają ze smartfonów – wygodne, ale pozbawione zbędnego blichtru.
V2L i dostosowane zawieszenie na Japonię
Ważna nowość to vehicle-to-load (V2L): bateria może zasilać urządzenia zewnętrzne przez port ładowania. Na kempingu, na działce, w awaryjnej sytuacji – samochód staje się mobilnym powerbankiem. Warianty przeznaczone na rynek japoński otrzymują też zawieszenie dostrojone do lokalnych dróg. To podpowiada, że konfiguracja na inne rynki może zostać skorygowana.
Baterie i zasięg: delikatne plusy w perspektywie
Producent zasugerował, że kosmetyka mogła przynieść niewielką poprawę efektywności. Dla kontekstu: dotychczas Ariya z akumulatorem 63 kWh oferuje do 402 km zasięgu, a z większym 87 kWh – do 529 km. To wartości, które stawiają Ariyę w górnym przedziale klasy pod względem „realnego” zasięgu w standardowych konfiguracjach – i nawet jeśli lifting nie dokona cudów, każdy dodatkowy kilometr w EV ma znaczenie.
Harmonogram i ceny: na spokojnie, bez rewolucji
Nissan zapowiedział start odświeżonej Ariyi w Japonii „jeszcze w tym roku podatkowym”, co praktycznie przekłada się na europejskie salony najwcześniej na początek 2026 roku. Cennik ma pozostać zbliżony do obecnego. Dziś punkt wyjścia to 199 999 zł w Polsce.
Co to oznacza dla kupującego?
Jeśli ktoś lubi Ariyę za cichą, dopracowaną kabinę i szuka EV bez nadęcia, lifting trafia w punkt: mniej krzyku, więcej klarowności. Google’owe multimedia upraszczają codzienność, V2L dorzuca przydatny atut, a korekty zawieszenia zapowiadają lepsze wygładzanie nierówności. To nie jest rewolucja, tylko ewolucja. W tym segmencie stabilność i dopieszczone detale często znaczą więcej niż pogoń za kolejnym „naj-” z broszury.
Najważniejsze w skrócie
- Prostszy przód: podświetlane logo, nowe światła dzienne, bez bocznych wlotów.
- Nowy system: infotainment oparty na Google – tak jak w Leafie i Qashqaiu.
- Praktyczność: V2L pozwala zasilać sprzęty zewnętrzne z baterii auta.
- Komfort: dostrajane zawieszenie na rynek japoński, możliwe zmiany także dla UK.
- Zasięg (obecny model): do ok. 402 km (63 kWh) lub ok. 529 km (87 kWh).
- W salonach w Europie: najwcześniej początek 2026 r.
- ceny zbliżone do obecnych, czyli około 200 000 zł








