Nissan tnie koszty: mniej zagłówków, więcej miliardów na koncie

Nissan postanowił przejść na tryb „operacja oszczędności” i znaleźć 1,7 miliarda dolarów, które musi wyparować z kosztów zmiennych do końca marca 2027 roku. Nowy dyrektor generalny Ivan Espinosa zatrudnił do pomocy Tatsuzo Tomitę. Ten zaś zebrał aż 4000 pomysłów od pracowników i dostawców, z czego 1600 uznał za realne. Brzmi to jak konkurs na najdziwniejsze sposoby cięcia wydatków – i faktycznie, jednym z hitów okazały się… zagłówki.
Zagłówki na celowniku
W rozmowie z „Automotive News” Tomita przyznał, że ograniczenie różnorodności zagłówków w modelach Nissana może przynieść wymierne korzyści. Obecnie jeden z dostawców przechowuje komponenty w magazynie o wielkości dwóch kortów tenisowych, a pracownicy potrafią zrobić nawet 30 tysięcy kroków dziennie, szukając odpowiednich części. Redukcja wariantów pozwoliłaby zmniejszyć wymaganą powierzchnię magazynową i nakład pracy o połowę:
Liczy się działanie. Przechodzimy do realizacji. Musimy poprawić rentowność każdego produktu, inaczej nie utrzymamy stabilnego biznesu.
Standardy z innej epoki
Niektóre oszczędności brzmią jak cofanie się w czasie – ale w praktyce to pozbywanie się reliktów. Przykład? Fotelowe barwniki odporne na promieniowanie UV. To świetny wynalazek, ale z epoki, w której szyby były z przezroczystego szkła. Dziś, gdy wszystkie auta mają fabrycznie szyby blokujące promienie UV, utrzymywanie tego standardu to przerost formy nad treścią.
Nowi dostawcy i wspólne części
Nissan planuje poluzować część swoich standardów, aby korzystać z elementów wspólnych z innymi producentami. Do gry mają wejść także chińscy dostawcy, znani z wysokiej wydajności i efeku skali. Tego typu zmiany oznaczają nie tylko niższe koszty jednostkowe, ale też uproszczenie całego łańcucha dostaw. Tomita wyjaśnił, że koszty zaczęły rosnąć lawinowo, gdy Nissan gonił za wolumenem sprzedaży. Strategia „sprzedajmy więcej, szybciej” skończyła się tym, że przy spadającej sprzedaży firma została z kosztownymi i nadmiernie złożonymi rozwiązaniami, które nie miały sensu ekonomicznego, co podkreślił Tomita:
Nie powinniśmy mówić, że to jest okrajanie wyposażenia. Nie przyjmujemy każdej propozycji. Ale ograniczenia w jednym miejscu pozwolą nam inwestować w badania i rozwój, a to przełoży się na lepsze produkty.
Cięcia, które mają sens
Lista 1600 zaakceptowanych pomysłów obejmuje zarówno poprawki kosmetyczne, jak i poważniejsze zmiany w procesach. Celem jest, by klient nie odczuł różnicy – a firma mogła uwolnić środki na poczet inwestycji w technologie przyszłości. Choć 1,7 miliarda dolarów brzmi jak gigantyczna kwota, to w perspektywie globalnego przemysłu motoryzacyjnego jest to cena, jaką Nissan musi zapłacić za odbudowę swojej pozycji i stabilności finansowej.
O autorze
Tomasz Studniarek
Najnowsze

Hamilton zagrozi Mercedesowi? Wolff: „Jeśli wyczuje krew, rusza”

Volkswagen w kryzysie. Zarząd widzi zagrożenie dla istnienia całego koncernu

Formuła 1 na kursie do osiągnięcia neutralności emisyjnej w 2030

Używana Kia Sportage IV: który silnik wybrać i na co uważać? Oto odpowiedź



