⏱️ 4 min.

Nowy Citroën C4 ma mieć nietuzinkowy wygląd. Francuzi znów chcą szokować

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

05-02-2026 11:02
Citroen C4_2027

Citroën chce, żeby nowe wydanie C4 nie był kolejnym „poprawnym” hatchbackiem. Ma się wyróżniać tak mocno, jak tylko się da – nawet jeśli część osób przewróci oczami. Brzmi jak ryzyko? Owszem. Ale jeszcze większym ryzykiem byłoby dziś zbudować auto, obok którego przechodzisz i nawet nie wiesz, co to było.

Obecny Citroën C4 jest już w szóstym roku sprzedaży i w gamie marki robi się przez to najstarszym graczem. Wymiana jest przewidywana w ciągu najbliższych dwóch lat, więc temat następcy nie jest „kiedyś”, tylko „zaraz”. I to następcy, który musi odnaleźć się w ofercie prawie całkowicie zdominowanej przez crossovery – wyjątkiem pozostaje mikrosamochód Ami.

C4 na rozdrożu: platforma, koszty i pytanie „po co?”

Dzisiejszy C4 stoi na platformie CMP, tej samej, która jest bazą m.in. dla Opla Corsy, Peugeota 208 i DS 3. Naturalnym ruchem w ramach koncernu byłoby przejście na STLA Small (czyli nowszą architekturę w rodzinie Stellantis), ale w tle pojawił się inny scenariusz: „wartościowa” konstrukcja Smart Car, znana już z C3 i C3 Aircross. Cel jest prosty i mało romantyczny: obniżyć koszty produkcji i cenę w salonie. I tu robi się ciekawie, bo nawet jeśli technicznie C4 będzie miał wspólne geny z innymi modelami, to wizualnie ma mieć własną tożsamość. Bez kopiuj-wklej, bez „większy C3” ani „mniejszy C5”.

„Ma wyglądać bardzo inaczej” – czyli Citroën odpina wtyczkę od przeciętności

Szef stylistów marki, Pierre Leclercq, stawia sprawę jasno: nowy C4 ma być projektem szytym na miarę i ma odróżniać się nie tylko od poprzednika, ale też od reszty gamy. W praktyce chodzi o to, żeby C4 nie zginął w szeregu, nawet jeśli będzie spokrewniony z innymi modelami od strony techniki. Pierre Leclercq mówi:

Następny C4 musi wyglądać bardzo inaczej niż poprzednik i modele pokrewne. Zawsze próbujemy zajść tak daleko, jak to możliwe. Spójrz na C3 – nie ma nic wspólnego z autem, które zastąpił, a mimo to pasuje do gamy. Citroën zawsze był trochę eksperymentalny i powinien być eksperymentalną marką w grupie.

To ważne, bo pada też konkret: nowy C4 nie ma być po prostu powiększonym C3 ani pomniejszonym C5. Czyli raczej nie pójdzie w kanciasty, „dwubryłowy” profil znany z części świeższych crossoverów, tylko ma zostać przy korzeniach klasycznego hatchbacka (w realiach 2026 roku: hatchbacka o własnym charakterze, nie o własnych kompleksach).

Odważny wygląd i niska cena: trudne małżeństwo, które Citroën chce zawrzeć

Prezes Citroëna, Xavier Chardon, dorzuca do tego drugi element układanki: odwaga ma być warunkiem wyróżnienia się, a nie opcją „dla chętnych”. I co istotne – marka nie chce wchodzić w rolę „generycznego” producenta, który nikogo nie drażni, bo nikogo nie obchodzi. Xavier Chardon mówi:

Musimy być odważniejsi. W przyszłości Citroëna trzeba być odważnym w stylistyce, jeśli chcesz się wyróżniać. Nie jesteśmy generyczną marką jak Volkswagen czy Toyota – możemy podejmować ryzyko. Nie boję się, jeśli ludzie będą nienawidzić naszego wyglądu, ale nie chcę, żeby ktokolwiek uważał, że nasz wygląd jest głównym nurtem. To ciekawe wyzwanie: robić auta jednocześnie przystępne cenowo i odważne – ale to wyzwanie musimy podjąć.

To deklarowane podejście brzmi jak manifest, ale dopiero produkt zweryfikuje, czy pod nim jest treść, czy tylko efektowne hasło. Z drugiej strony: jeśli Citroën naprawdę ma być „tym eksperymentalnym” w Stellantis, to C4 jest idealnym poligonem – segment C nie wybacza nijakości.

Co to oznacza dla kierowcy: mniej „poprawności”, więcej charakteru?

W praktyce przekaz jest prosty: Citroën chce projektować samochody, które nie są tylko „do zastąpienia” poprzednika. Mają powstawać z myślenia o nowych konceptach i o tym, co da się zrobić inaczej w branży – tak, żeby efekt był rozpoznawalny z daleka. Jeśli marka utrzyma kurs, to nowy C4 powinien:

  • mocno odciąć się wyglądem od poprzednika i reszty gamy, nawet kosztem kontrowersji,
  • pozostać hatchbackiem z własną sylwetką (a nie crossoverem „z przyzwyczajenia”),
  • korzystać z rozwiązań obniżających koszty, ale bez udawania bliźniaka C3 czy C5.

Na razie nie ma podanych danych o cenach nowej generacji – i uczciwie: bez cyfr to wciąż obietnica, nie rachunek. Wiadomo jednak, że w tle rozważa się konstrukcję Smart Car właśnie po to, żeby koszty produkcji i ceny w salonie trzymać w ryzach.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

Na co dzień dziennikarz, po godzinach mechanik-amator. Lubię brudzić ręce i pisać czystą prawdę o autach.

© 2026 MotoGuru.pl