Porsche Carrera GT i Lexus LFA – V10 w szczytowej formie

Dwa samochody, które dziś uchodzą za legendy, w chwili debiutu wcale nie były oczywistymi hitami. Porsche Carrera GT i Lexus LFA powstały w epoce, gdy świat supersamochodów coraz mocniej skręcał w stronę cyfryzacji i układów hybrydowych. One wciąż stawiały na czystą, wolnossącą technikę V10. Efekt? Ikony, których doświadczanie za kierownicą wykracza daleko poza liczby w tabelkach.
Carrera GT – surowa szkoła jazdy
Porsche pokazało Carrerę GT w 2004 roku i od razu narosła wokół niej legenda. Pod karbonowym szkieletem znalazł się 5,7-litrowy silnik V10 o mocy 612 KM i 590 Nm, spięty z sześciobiegową manualną skrzynią. W teorii to recepta na analogowy ideał, w praktyce – samochód wymagający respektu. Sztywne zawieszenie, wrażliwe sprzęgło i agresywne reakcje sprawiły, że GT zyskał reputację auta, które „szefuje” kierowcy, a nie odwrotnie. Mimo to Carrera GT urzekała tym, czego dziś próżno szukać – surową komunikacją. Każde muśnięcie pedału czy kierownicy odbijało się bez filtra na zachowaniu auta. To był samochód, który kazał kierowcy dorosnąć.
Lexus LFA – japoński perfekcjonizm
Historia LFA jest równie fascynująca, co jego brzmienie. Toyota tworzyła ten projekt przez dekadę, inwestując nawet we własną fabrykę włókna węglowego. W 2010 roku świat ujrzało 4,8-litrowe V10 Yamaha/Toyota o mocy 552 KM, zdolne kręcić się do 9000 obr./min. Na papierze liczby wyglądały przeciętnie, ale w praktyce LFA dawał wrażenia, których również nie dało się ująć w tabeli. Silnik brzmiał jak instrument muzyczny, a balans auta pozwalał wykorzystywać pełen zakres obrotów nawet w deszczu. Krytykowana zautomatyzowana skrzynia była słabym ogniwem, ale wpisywała się w klimat epoki.
Wolnossące V10 kontra teraźniejszość
Oba auta powstały, gdy producenci coraz mocniej inwestowali w turbosprężarki i elektronikę. Carrera GT i LFA postawiły na prostotę – wolnossące V10, lekka konstrukcja i maksymalna komunikacja z kierowcą. Na próżno szukać podobnych doświadczeń w świecie współczesnych samochodów.
Dwa światy, ten sam finał
Carrera GT to motorsport w najczystszej postaci – bez kompromisów, z wymagającą obsługą i charakterem torowej bestii. Lexus LFA był bardziej przystępny, ale nie mniej wyjątkowy – elegancki, dopracowany, a jednocześnie zdolny do jazdy „na czerwonej linii” przez całe dnie. Jak podsumowali dziennikarze Top Gear:
Doświadczenie w Carrera GT i LFA to coś, czego liczby nie opiszą. To auta, które trzeba prowadzić, a nie tylko podziwiać na zdjęciach.
Oba modele udowodniły, że emocje i dźwięk silnika potrafią znaczyć więcej niż przyspieszenie 0–100 km/h. I choć nowsze auta są szybsze, nikt już nie powtórzy tego, co zrobiły te dwa modele wyposażone w jednostki V10.
Więcej o obu samochodach dowiecie się z 27-minutowego filmu opublikowanego na kanale Top Gear:
O autorze
Tomasz Studniarek
Najnowsze

Assetto Corsa EVO 0.4, czyli nadmuchany balonik przez marketingowców. Ale…

Dacia odświeżyła Sandero, Stepwaya i Joggera. Więcej stylu, nowa hybryda i LPG z automatem

Le Mans Ultimate 1.2: ogromna aktualizacja, nowe funkcje i porządki na torze

Toyota Mirai 2026: lifting, którego nikt nie zauważył



