Porsche zmienia kurs po spadku sprzedaży i chce lepiej dopasować produkcję do słabszego popytu. Marka nie rezygnuje jednak z rozbudowy gamy, bo w planach pozostaje powrót 718, a równolegle trwają prace nad droższymi modelami i cięciem kosztów.
Punkt ciężkości przesuwa się z wolumenu na marżę. Porsche chce zarabiać więcej na mniejszej liczbie samochodów, co w praktyce oznacza większą wagę modeli specjalnych, mocniejszych wariantów i aut ustawionych wyżej w gamie. To nie jest strategia dla tych, którzy czekają na Porsche w cenie dobrze wyposażonego Golfa w najmocniejszej wersji.
Problem nie leży tylko w Chinach
Najlepszym rokiem Porsche pod względem sprzedaży był 2023, gdy marka dostarczyła klientom na świecie 320 221 samochodów. Dwa lata później wynik spadł do 279 449 aut, czyli mniej więcej do poziomu z 2020 roku. Początek 2026 roku także nie przyniósł poprawy, bo w pierwszym kwartale popyt spadł o 15%, do 60 991 samochodów.
Na wyniki mocno wpłynął rynek chiński, gdzie Porsche mierzy się z coraz silniejszą lokalną konkurencją. Drugim ciosem była Europa, w której Macan i 718 wypadły z oferty po tym, jak nie spełniły najnowszych wymogów cyberbezpieczeństwa. Dla marki premium to bolesne połączenie: słabszy popyt w Azji i uboższa gama na jednym z kluczowych rynków.
718 powróci
Zmniejszenie mocy produkcyjnych nie oznacza zamknięcia drzwi dla mniejszych sportowych modeli. Michael Leiters, prezes Porsche, potwierdza, że marka nadal chce przyciągać nowych klientów, dlatego w planach pozostaje powrót 718. Chodzi o Boxstera i Caymana, które mają być oferowane zarówno z silnikami spalinowymi, jak i napędem elektrycznym.
To ciekawy kontrast wobec narracji o wyższych marżach. 718 zwykle pełnił rolę bardziej przystępnego wejścia do świata Porsche, ale dla marki nadal ma znaczenie wizerunkowe i sprzedażowe. Bez takich modeli gama robi się bardziej ekskluzywna, lecz też mniej dostępna dla klientów, którzy dopiero zaczynają przygodę z niemiecką marką. Michael Leiters tak opisuje główną zasadę nowej strategii:
Porsche musi zarabiać nawet przy mniejszej liczbie samochodów.
Duży SUV stoi pod znakiem zapytania
Niepewna pozostaje przyszłość dużego, trzyrzędowego SUV-a, który miał znaleźć się powyżej Cayenne. Projekt znany jako K1 początkowo był planowany jako samochód w pełni elektryczny. Porsche wróciło jednak do analiz po zmianie podejścia do elektryfikacji. Taki model miałby sens szczególnie tam, gdzie duże luksusowe SUV-y nadal sprzedają się bardzo dobrze, czyli w Ameryce Północnej i na Bliskim Wschodzie.
Porsche nie musiałoby zaczynać od pustej kartki, bo w tle pojawia się techniczne pokrewieństwo z przyszłym dużym SUV-em Audi. Mimo tego decyzja o K1 nie jest dziś przesądzona.
Nowe flagowce, Macan i bliższa współpraca z Audi
Porsche rozważa także model sportowy pozycjonowany powyżej 911. W marcu marka mówiła o potencjalnym hipersamochodzie oraz nowym modelu gran turismo, ale ich przyszłość zależy od reakcji klientów. Więcej informacji o rozwoju gamy ma pojawić się jesienią. Istotny będzie również nowy kompaktowy crossover, który zastąpi pierwszą generację Macana po zakończeniu produkcji latem. Auto ma być technicznie powiązane z Audi Q5 i może stać się jednym z najważniejszych modeli wolumenowych Porsche.
Marka chce też zacieśnić współpracę z Audi, bo koszty w ostatnich latach wymknęły się spod kontroli. Leiters nie skomentował doniesień o możliwej redukcji zatrudnienia o 2000-4000 osób. Przyznał natomiast, że nowy program cięcia kosztów ma zostać prawdopodobnie sfinalizowany przed zwyczajową przerwą wakacyjną w lipcu. Porsche próbuje więc jednocześnie ograniczać wydatki, odbudowywać gamę i przesuwać ofertę tam, gdzie marże są najwyższe.
Spalinowe Porsche wraca do łask
Na początku dekady przyszłość Porsche była związana z zakrojoną na szeroką skalę elektryfikacją. Dziś strategia jest ostrożniejsza, a silniki spalinowe mają zdecydowanie większe znaczenie. To może pomóc przyciągnąć klientów, którzy nie chcą jeszcze przechodzić na samochody elektryczne.
Dla Porsche najważniejsze będzie znalezienie równowagi między prestiżem a dostępnością. Marka chce sprzedawać mniej, ale drożej, podnosząc swoją rentownie. Jeżeli ten plan się uda, spadek wolumenu nie musi być porażką, tylko kontrolowanym przejściem do bardziej selektywnego modelu biznesowego.






