Producenci samochodów celowo opóźniają akcje serwisowe. Nie chodzi tylko o koszty samych napraw

Producenci samochodów nie zawsze spieszą się z ogłaszaniem akcji serwisowych. Jak wykazało amerykańskie badanie, często wolą poczekać, aż konkurencja zrobi to pierwsza – nawet jeśli dotyczy to zupełnie innej usterki. Powód? Rynek akcji i mniejsze straty wizerunkowe.
Wycofanie samochodu z rynku to dla producenta wizerunkowa katastrofa – szczególnie w epoce internetu, gdy zła wiadomość rozprzestrzenia się szybciej niż aktualizacja map w nawigacji. Dlatego zanim trafi do nas auto, przechodzi testy mające symulować lata intensywnej eksploatacji. Jednak żaden producent nie jest w stanie wychwycić wszystkich wad.
Badanie opublikowane w czasopiśmie „Manufacturing and Service Operations Management” przez George’a Balla i jego zespół z uniwersytetów w Illinois, Notre Dame, Minnesocie oraz Michigan, przeanalizowało 3117 przypadków akcji serwisowych z lat 1966–2013. Wyniki? W 73% przypadków ogłoszenia napraw pojawiały się w „klastrach” – średnio po 16 dniach ciszy, przez kolejne 34 dni, w których następowało średnio 7,6 wycofań.
Ball komentuje wprost:
Firmy samochodowe świadomie lub nieświadomie opóźniają ogłoszenia o wycofaniu produktu, aż będą w stanie ukryć się w stadzie. Dzięki temu doświadczają mniejszej kary niż gdyby zrobiły to samodzielnie.
Mechanizm jest prosty – pierwsza firma, która przyzna się do problemu, odczuwa największy spadek wartości akcji. Badanie skupiło się na sześciu gigantach notowanych na amerykańskiej giełdzie: Chrysler, Ford, General Motors, Honda, Nissan i Toyota. Gdy producent zgłasza problem jako pierwszy, kara rynkowa jest średnio o 67% większa niż wtedy, gdy „ginie” w tłumie podobnych ogłoszeń. Dlatego większość koncernów woli odczekać.
Wyjątkiem jest Toyota – w 31% przypadków zgłaszała usterkę jako pierwsza, nie oglądając się na konkurencję. Co ciekawe, gdy firma o wysokiej reputacji jakościowej (jak właśnie Toyota) ogłasza problem, inni producenci chętniej „podpinają się” pod ten moment, licząc, że uwaga mediów i inwestorów rozłoży się na wszystkich.
Ball i jego współautorzy mają receptę na to „stadne” zachowanie. Ich zdaniem Amerykański Urząd ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA) powinien wymagać, by firmy podawały precyzyjną datę i skalę akcji naprawczej, a te informacje były jawne i dostępne online. Publiczny rejestr z datami i wagą problemów mógłby zniechęcić producentów do gry na zwłokę i zmusić ich do szybszego działania.
O autorze
Andrzej Kopeć
Najnowsze

Kia K4 Sportswagon to mocno wyrośnięty następca Ceeda. Co oferuje?

Takiego Renault jeszcze nie było. Filante wjeżdża jako globalny flagowiec, ale Europę omija szerokim łukiem

Mercedes odświeża klasę S na grubo: wracają V8 z „płaskim” wałem i pojawi się nowy system MB.OS

Alfa Romeo przesuwa Giulię i Stelvio. Nowe generacje dopiero w 2028, ale Quadrifoglio wraca do gry



