Renault przygotowuje się do odważnego ruchu – planuje dodać do elektrycznego Megane mały silnik spalinowy, pełniący rolę generatora prądu. Pomysł ten może pozwolić francuskiemu producentowi odzyskać klientów zrażonych do czystego elektryka, szczególnie po 53-procentowym spadku sprzedaży w 2025 roku. Debiut odświeżonego Megane z nowym systemem przewidziano na wiosnę 2026 roku.
Nowe życie dla Megane – połączenie dwóch światów
Renault, podobnie jak cała branża, szuka sposobu na pogodzenie ekologii z praktycznością. Francuskie przedsiębiorstwo zapowiedziało, że pracuje nad wersją Megane z range extenderem – małym silnikiem benzynowym, który nie napędza kół, lecz służy wyłącznie do ładowania akumulatora podczas jazdy. Umieszczony w tylnej części auta, działałby wyłącznie wtedy, gdy bateria trakcyjna zaczyna się rozładowywać. Dzięki temu Megane zachowa napęd w pełni elektryczny, ale zyska rezerwę energii w sytuacjach awaryjnych. To odpowiedź na problemy, które od miesięcy trapią ten model. Elektryczne Megane straciło ponad połowę sprzedaży w ciągu ośmiu pierwszych miesięcy 2025 roku. Klienci wciąż obawiają się ograniczonego zasięgu i braku szybkich ładowarek. Range extender ma być dla nich kompromisem – pozwoli+ zachować ekologiczny napęd, ale bez „lęku zasięgu”.
Inspiracja z Niemiec, czyli lekcja od BMW
Podobne rozwiązanie stosowało już BMW w modelu i3. Tam niewielki dwucylindrowy silnik benzynowy o pojemności 0,65 litra pełnił dokładnie tę samą funkcję – generował prąd dla baterii. Choć koncepcja była chwalona za innowacyjność, nie zdobyła dużej popularności. Niemiecka marka z czasem całkowicie zrezygnowała z tej opcji. Renault jednak liczy, że przy obecnym stanie infrastruktury i świadomości użytkowników sytuacja może być inna. Jak wyjaśnił jeden z przedstawicieli marki:
Range extender to nie powrót do przeszłości, lecz most między teraźniejszością a przyszłością mobilności elektrycznej.
Praktyczność kontra ideologia
Zwolennicy projektu przekonują, że to rozwiązanie „na miarę czasu”. W sytuacji, gdy ładowanie publiczne wciąż jest niedostatecznie rozwinięte, a wielu kierowców potrzebuje auta do codziennych dojazdów i dłuższych tras, dodatkowy generator energii może stanowić realne ułatwienie. Mniejsze ryzyko utknięcia z rozładowaną baterią oznacza większe zaufanie do elektromobilności. Nie wszyscy jednak podzielają ten entuzjazm. Krytycy – zwłaszcza z nurtu „zeroemisyjnego” – uznają dodanie spalinowego silnika za krok wstecz. Ich zdaniem jedyną drogą do dekarbonizacji jest pełna elektryfikacja. Dodatkowy motor zwiększa też masę samochodu i komplikuje konstrukcję, co może wpłynąć na zużycie energii i właściwości jezdne.
Renault testuje, rynek obserwuje
Pierwsze prototypy Megane z range extenderem zostały już zauważone na drogach. Obecnie trwają testy mające ocenić, jak nowy system wpłynie na autonomię, zużycie energii oraz komfort użytkowania. Według nieoficjalnych doniesień producent rozważa wprowadzenie dwóch wersji: czysto elektrycznej oraz z dodatkowym generatorem. Dzięki temu mógłby lepiej dopasować ofertę do różnych grup klientów – od zwolenników pełnej elektryfikacji po kierowców szukających kompromisu.
Co dalej z Megane?
Renault stoi przed kluczową decyzją. Jeśli projekt zostanie zatwierdzony, Megane z range extenderem zadebiutuje wraz z faceliftingiem w 2026 roku. To może być sposób na odbudowanie pozycji modelu na coraz trudniejszym rynku kompaktów elektrycznych. Producent widzi w tym rozwiązaniu nie tylko sposób na zwiększenie sprzedaży, ale też okazję do przyciągnięcia kierowców sceptycznych wobec czystego EV. Czy jednak hybrydowa koncepcja z mikro-silnikiem nie osłabi wizerunku „zielonego” Megane? Tego dowiemy się dopiero, gdy pierwsze egzemplarze trafią na rynek. Pewne jest jedno – Renault ponownie postanowiło iść własną drogą, balansując między ideologią a pragmatyzmem.






