⏱️ 3 min.

Ten sąsiad Polski różnicuje ceny paliwa. Kierowcy z zagranicy płacą więcej

Zdjęcie autora artykułu

Marek Karpiuk

01-04-2026 11:04

Na Słowacji cena diesla przestała być taka sama dla wszystkich. Kierowcy aut z zagranicznymi tablicami płacą więcej niż miejscowi, a rząd tłumaczy to ochroną rezerw i walką z kryzysem energetycznym. Spór szybko wyszedł poza stacje paliw, bo do gry weszły także Bruksela i zasady wspólnego rynku.

Od połowy marca stawka za olej napędowy zależy tam od numerów rejestracyjnych pojazdu. Kierowcy z zagranicy płacą około 1,82 euro za litr (ok. 7,81 zł), a cena została wyliczona na podstawie średniej regionalnej obejmującej Austrię, Polskę i Czechy. W praktyce oznacza to, że dwa auta przy tym samym dystrybutorze mogą zapłacić inną kwotę tylko dlatego, że pochodzą z różnych krajów.

Nie tylko wyższa cena, ale też limity tankowania

Zmiana nie kończy się na samym cenniku. Słowacki rząd wprowadził też ograniczenia dotyczące ilości wydawanego paliwa, a pojedyncze tankowanie objęto limitem wartości około 400 euro (ok. 1715,76 zł). Nie wolno też napełniać pojemników powyżej 10 litrów.

  • diesel objęto limitem jednego tankowania,
  • pojedyncza transakcja ma ograniczenie wartościowe,
  • obowiązuje zakaz napełniania większych kanistrów.

Dla kierowców ciężarówek i firm transportowych to realne utrudnienie. Logistyka robi się bardziej kłopotliwa, a postoje trzeba planować ostrożniej, bo paliwo przestaje być po prostu paliwem, a staje się elementem polityki kryzysowej.

Powód: napięcia energetyczne i presja na rezerwy

Słowacja tłumaczy swoją decyzję sytuacją na rynku energii. Wzrost cen ropy, napięcia wokół Iranu i zakłócenia globalnych przepływów surowców mocno obciążyły państwa zależne od importu. Dla Bratysławy szczególne znaczenie ma ropociąg Drużba, bo to właśnie przez niego kraj był zaopatrywany w ropę. Po częściowym przerwaniu dostaw Słowacja zaczęła sięgać do swoich rezerw strategicznych.

Władze uznały, że trzeba ograniczyć zjawisko turystyki paliwowej, czyli przyjazdów kierowców z sąsiednich państw po tańsze paliwo. W północnych regionach kraju część stacji miała już zostać osuszona przez wzmożony ruch zagranicznych aut.

Bruksela widzi dyskryminację, Bratysława mówi o wyjątkowej sytuacji

Komisja Europejska oceniła ten mechanizm jako wyraźnie dyskryminacyjny i sprzeczny z regułami rynku wewnętrznego. W Unii Europejskiej swobodny przepływ towarów i równe traktowanie konsumentów należą do podstawowych zasad, więc różnicowanie cen według pochodzenia pojazdu uderza w samą konstrukcję wspólnego rynku. To nie jest już tylko spór o kilka centów przy dystrybutorze.

Premier Robert Fico nie zamierza jednak wycofywać się z tych ograniczeń. Zapowiedział, że jeśli napięcia się utrzymają, rozwiązanie może obowiązywać dłużej niż początkowe 30 dni. Po słowach premiera padła też jednoznaczna odpowiedź wobec stanowiska UE. Robert Fico stwierdził:

To polecenie jest całkowicie niesprawiedliwe wobec Słowacji.

Za sporem o paliwo stoi szerszy konflikt

Bratysława domaga się od Unii nacisku na Kijów w sprawie wznowienia przesyłu ropy przez Drużbę do Słowacji i Węgier. Oba kraje kwestionują ukraińskie wyjaśnienia dotyczące uszkodzenia infrastruktury i żądają niezależnej inspekcji. W tle widać więc nie tylko problem cen paliwa, ale też spór o bezpieczeństwo energetyczne całego regionu.

Węgry stosowały już podobne rozwiązania w 2022 roku, gdy część preferencyjnych cen była dostępna wyłącznie dla pojazdów z lokalną rejestracją. Słowacka decyzja może więc stać się ważnym testem dla Brukseli: albo wymusi szybkie wycofanie przepisów, albo dopuści wyjątek, który inni chętnie zauważą. A wtedy dystrybutor przestaje być tylko dystrybutorem, a zaczyna pełnić rolę granicy.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Marek Karpiuk

Redaktor
Motoryzacja to dla mnie wolność. Od Fiata 126p po elektryczne superauta – każdy kilometr to przygoda.

© 2026 MotoGuru.pl