Krótki wjazd na teren stacji paliw w Wöllersdorf-Steinabrückl w Dolnej Austrii skończył się dla kierowcy wezwaniem do zapłaty na 372 euro (ok. 1597 zł). Mężczyzna miał spędzić na posesji zaledwie 88 sekund, ale nie zatankował, a teren objęty jest monitoringiem i zakazem przejazdu bez korzystania z usług stacji.
88 sekund na stacji i rachunek wyższy niż za tankowanie
Sprawa dotyczy niewielkiej stacji paliw w miejscowości Wöllersdorf-Steinabrückl, położonej na południe od Wiednia. Według austriackich mediów kierowcy, którzy wjeżdżają na jej teren, ale nie tankują, mogą otrzymać wezwanie do zapłaty. W jednym z opisanych przypadków kwota wyniosła 372 euro (ok. 1597 zł). Kierowca miał zatrzymać się na terenie stacji tylko na chwilę. Według relacji chodziło o postój trwający dokładnie minutę i 28 sekund, czyli 88 sekund. Po kilku tygodniach do mężczyzny trafiło pismo od kancelarii prawnej z żądaniem zapłaty.
Nie tylko tankowanie. Problemem ma być samo użycie terenu
Właściciel stacji tłumaczy sprawę tym, że obiekt znajduje się na prywatnym gruncie. Z jego perspektywy kierowcy nie powinni wykorzystywać tego miejsca do zawracania, krótkiego postoju, przejazdu czy sprawdzania cen paliwa, jeśli nie zamierzają tankować. Na miejscu mają znajdować się tablice informujące o ograniczeniach, ale według relacji kierowców można je łatwo przeoczyć.
To właśnie ten element budzi największe kontrowersje, bo wielu zmotoryzowanych traktuje teren stacji jako miejsce naturalnie dostępne dla klienta, a nie przestrzeń z potencjalnie bardzo kosztownym regulaminem. Innymi słowy: szybkie „tylko zawrócę” może tam kosztować więcej niż niejeden przegląd auta.
Kamery sprawdzają, kto tankuje, a kto tylko przejeżdża
Kluczową rolę w całej sprawie odgrywa monitoring. Teren stacji ma być obserwowany przez kamery, które dokumentują, czy kierowca faktycznie korzysta z dystrybutora, czy jedynie wjeżdża na posesję, zatrzymuje się albo wykonuje manewr. Operator stacji miał stwierdzić, że ceny paliwa widać z drogi, więc kierowcy nie muszą wjeżdżać na teren obiektu tylko po to, aby je porównać. To dość twarda interpretacja funkcjonowania stacji paliw, bo w praktyce kierowcy często zjeżdżają na takie obiekty również po to, by bezpiecznie zawrócić, poprawić ustawienie nawigacji albo zrobić krótką przerwę.
Stacja jest zamknięta, ale zakaz przejazdu obowiązuje
Według austriackich publikacji stacja została już zamknięta. Nie oznacza to jednak, że kierowcy mogą swobodnie przejeżdżać przez jej teren. Zakaz ma dalej obowiązywać, a monitoring nadal działa, ponieważ umowa z firmą nadzorującą ma trwać do końca roku. Właściciel miał deklarować, że chciałby rozwiązać umowę z firmą monitorującą, ale nie może zrobić tego natychmiast. W efekcie kierowcy nadal powinni traktować ten teren jak prywatną posesję, a nie wygodny skrót czy miejsce do zawracania.
Co mogą zrobić kierowcy po takim wezwaniu?
W opisanej sprawie kierowca miał skonsultować pismo z prawnikiem oraz poradnictwem prawnym ÖAMTC. Z przekazanych informacji wynika, że zalecono mu ostrożność i oczekiwanie na to, czy sprawa rzeczywiście trafi do sądu. Austriacka Izba Gospodarcza przyznaje, że podobne przypadki są znane, choć nie są codziennością. Kierowcom sugeruje się korzystanie z porad organizacji konsumenckich i motoryzacyjnych oraz dokładne sprawdzanie żądań zapłaty przed podjęciem decyzji o przelewie.
Sstacja paliw pułapką regulaminową
Ta historia jest ważna nie tylko dla osób jeżdżących po Austrii. Pokazuje, że teren stacji paliw, parkingu czy myjni może podlegać prywatnym zasadom korzystania, a same tablice informacyjne bywają podstawą do dochodzenia opłat. Dla kierowcy praktyczny wniosek jest prosty: jeśli przy wjeździe na teren prywatny widnieje zakaz przejazdu, postoju albo korzystania bez zakupu usługi, lepiej potraktować go poważnie.
Nawet jeśli cała sytuacja wygląda na absurdalną, spór z właścicielem terenu i kancelarią prawną może być znacznie bardziej kłopotliwy niż znalezienie kolejnego miejsca do zawrócenia.






