Długie gwarancje przestały być wyłącznie domeną marek z Azji. Stellantis uruchamia w Polsce program gwarancji specjalnej, który może wydłużyć ochronę samochodu do 8 lat lub 160 tys. km. Warunek jest prosty, ale wiążący: auto musi być regularnie serwisowane w autoryzowanej sieci.
Nowy program działa od 1 lipca i obejmuje samochody osobowe oraz dostawcze sprzedawane przez Stellantis Polska. Ochrona dotyczy modeli benzynowych, wysokoprężnych, hybrydowych i elektrycznych, więc koncern nie zawęża jej do jednego rodzaju napędu.
To ważne, bo klient wybierający dziś auto coraz częściej porównuje nie tylko cenę i wyposażenie, ale też koszt spokoju na kilka kolejnych lat.
Nie klasyczna gwarancja fabryczna, lecz lojalność za serwis
Program nie jest bezwarunkową, ośmioletnią gwarancją od dnia zakupu. Stellantis wiąże przedłużenie ochrony z wykonywaniem przeglądów okresowych zgodnie z harmonogramem producenta w autoryzowanych serwisach danej marki. Kierowca nie musi kupować osobnego pakietu ani podpisywać dodatkowej umowy.
Po spełnieniu warunków ochrona jest przedłużana aż do limitu 8 lat lub 160 tys. km, zależnie od tego, co nastąpi wcześniej. W praktyce ASO staje się tu nie tylko miejscem obsługi auta, ale też przepustką do dalszej gwarancji. Dla producenta to sprytny sposób na utrzymanie klienta w sieci serwisowej po zakończeniu standardowej ochrony.
Peugeot, Opel, Fiat i Jeep na liście. Leapmotor poza programem
Gwarancja specjalna obejmuje dziewięć marek koncernu Stellantis. Na liście znajdują się:
- Peugeot,
- Opel,
- Citroen,
- Fiat,
- Fiat Professional,
- Jeep,
- Abarth,
- Alfa Romeo,
- DS Automobiles.
Poza programem pozostaje Leapmotor, choć chińska marka również znajduje się w portfolio koncernu. To dość wymowny szczegół, bo cały ruch Stellantisa wygląda jak odpowiedź na argument, którym chińscy producenci od miesięcy kuszą europejskich kierowców. Gwarancja stała się dziś elementem walki o zaufanie, a nie tylko dopiskiem w tabeli wyposażenia.
Alfa Romeo i DS z bogatszym pakietem
Stellantis przygotował dwa poziomy programu. Standardowa wersja obejmuje większość marek, natomiast Alfa Romeo i DS Automobiles otrzymują rozszerzony pakiet. W ich przypadku oprócz ochrony samochodu dochodzą pomoc drogowa, auto zastępczy oraz szersza ochrona systemu multimedialnego.

fot. DS Automobiles
To rozdzielenie dobrze pokazuje pozycjonowanie marek wewnątrz koncernu. Alfa Romeo i DS mają pełnić rolę bardziej prestiżową, więc sama długa gwarancja nie wystarcza. Klient segmentu premium oczekuje też obsługi, która ogranicza skutki awarii, a nie tylko naprawia jej przyczynę.
Gwarancja może pomóc także przy odsprzedaży auta
Jednym z najciekawszych elementów programu jest możliwość przeniesienia ochrony na kolejnego właściciela. Jeśli samochód zostanie sprzedany, nowy nabywca może korzystać z pozostałego okresu gwarancji i dalej go przedłużać przez kolejne przeglądy w autoryzowanej sieci. To może być mocny argument przy sprzedaży kilkuletniego auta.
Historia serwisowa w ASO od dawna pomaga budować zaufanie na rynku wtórnym. Teraz może dojść do tego jeszcze aktywna ochrona producenta, o ile poprzedni właściciel pilnował terminów i warunków programu. Dla kupującego używane auto różnica między „serwisowany w ASO” a „serwisowany w ASO i nadal objęty ochroną” jest bardzo konkretna.
Europejskie marki odpowiadają na presję z Chin
Jeszcze kilka lat temu długie gwarancje najczęściej kojarzyły się z producentami z Korei Południowej. Później ten argument mocno wykorzystały marki z Chin, w tym MG, Omoda i Jaecoo, które oferują siedmioletnią ochronę. Dla nowych graczy była to metoda na zmniejszenie obaw klientów przed mniej znanym logo na masce.
Stellantis przebija wiele chińskich ofert o rok i 10 tys. km, ale robi to w formule zależnej od regularnych przeglądów. Podobną logikę stosuje Toyota w programie Relax, który pozwala wydłużać ochronę pod warunkiem serwisowania auta w ASO. Rynek coraz wyraźniej pokazuje, że gwarancja staje się narzędziem lojalizacji, a nie wyłącznie deklaracją jakości.
Osiem lat ochrony, ale nie bez haczyka
Najważniejszy warunek pozostaje niezmienny: przeglądy muszą odbywać się terminowo i w autoryzowanej sieci danej marki. Program nie działa więc jak niezależna polisa, którą można oddzielić od sposobu użytkowania i serwisowania samochodu. Kto chce korzystać z pełnego potencjału gwarancji, musi zaakceptować reguły producenta.
Dla kierowców planujących dłuższą eksploatację auta może to być realna korzyść. Dla Stellantisa to z kolei sposób na odpowiedź wobec chińskich marek i jednocześnie zatrzymanie klientów w ASO. A jeśli rywalizacja na gwarancje dalej się rozkręci, pytanie o jeszcze dłuższą ochronę przestanie brzmieć jak żart z działu marketingu.






