Stellantis wzywa do serwisów 700 tys. aut. Powód jest zbyt poważny, by go lekceważyć

Stellantis prowadzi globalną akcję przywoławczą obejmującą około 700 tys. samochodów z powodu możliwego zagrożenia pożarowego. Problem dotyczy wybranych modeli ośmiu marek z lat 2023–2026 i może prowadzić do zapłonu w komorze silnika.
Skąd bierze się ryzyko?
Problem dotyczy elementu, w którym może dojść do zwarcia po przedostaniu się wody deszczowej. Zagrożenie pojawia się wtedy, gdy przewód filtra paliwa znajduje się zbyt blisko złącza elektrycznego. W takiej konfiguracji może dojść do pożaru w komorze silnika.
W praktyce takie akcje serwisowe zwykle mają na celu usunięcie jednej konkretnej wady, zanim przerodzi się ona w realne zdarzenia drogowe. To nie jest jeszcze awaria każdego egzemplarza, ale sygnał, że producent wykrył ryzyko wymagające szybkiej reakcji.
Które marki obejmuje akcja
Akcja dotyczy wybranych modeli marek:
- Peugeot
- Citroën
- DS
- Alfa Romeo
- Lancia
- Jeep
- Fiat
- Opel
Chodzi o samochody z roczników 2023–2026. To szeroki zakres i właśnie dlatego skala akcji robi wrażenie, nawet jeśli nie każdy kierowca z logo Stellantis na masce musi już wpadać w panikę.
Najwięcej informacji z Holandii i Niemiec
W Holandii akcja obejmuje ponad 19 tys. samochodów. W Niemczech do warsztatów ma wrócić około 80 tys. aut.
Co mają zrobić właściciele?
Właściciele objętych aut otrzymują informację o konieczności kontaktu z dealerem i umówienia wizyty. Naprawa ma trwać około 30 minut. Prace serwisowe są wykonywane bezpłatnie.
To jedna z tych sytuacji, w których pół godziny w serwisie brzmi znacznie lepiej niż nieplanowany dym spod maski. Dla kierowców najważniejsze jest teraz sprawdzenie, czy ich egzemplarz znajduje się na liście objętej akcją.
O autorze
Tomasz Nowak
Najnowsze

BMW i podwójne zwycięstwo na Spa. Robert Kubica dowiózł 499P na P6

Antonelli ma serię zwycięstw, ale Kanada może oddać inicjatywę Russellowi

Doriane Pin po historycznym teście Mercedesa. Formuła 1 przestała być tylko marzeniem

Norris nie wierzy w naprawę nowych przepisów F1. „Pozbądźcie się baterii”



