⏱️ 3 min.

Stellantis zrywa kontrakty na grafit, nikiel i kobalt. Nowy szef zmienia kierunek

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Kopeć

12-11-2025 08:11
Abarth 500

Stellantis dokonało gwałtownego zwrotu w strategii elektryfikacji, zrywając trzy kluczowe kontrakty na dostawy grafitu, niklu i kobaltu. Ruch, który dla wielu może wyglądać jak cofnięcie się o krok, w rzeczywistości jest oznaką ostrożnej przebudowy planów koncernu pod przywództwem Antonio Filosy. W tle – przygotowania do nowego planu przemysłowego, który ma zostać ogłoszony do połowy 2026 roku.

Trzy kontrakty anulowane w kilka dni

Pierwszy cios w dotychczasowy łańcuch dostaw Stellantis zadało zerwanie umowy z firmą Novonix, która miała dostarczyć 115 000 ton grafitu syntetycznego – kluczowego materiału wykorzystywanego do produkcji anod baterii. Niedługo później koncern zakończył współpracę także z Alliance Nickel (dostawy siarczanu niklu i kobaltu) oraz z Westwater Resources, producentem zaawansowanych materiałów anodowych. Oficjalnie Stellantis tłumaczyło decyzje „niedotrzymaniem zobowiązań technicznych i operacyjnych” przez kontrahentów. Jednak skala i tempo tych działań wskazują na coś więcej – głęboką rewizję całej strategii elektryfikacji. Nie chodzi o odwrót od elektromobilności, lecz o jej bardziej racjonalne i selektywne podejście. Jak zauważył branżowy analityk:

Filosa chce zbudować model współpracy oparty na elastyczności, a nie na długoterminowych zobowiązaniach, które w zmiennym rynku mogą okazać się kulą u nogi.

Ostrożność zamiast hurraoptymizmu

Stellantis zaczęło reagować na realia rynku, gdzie popyt na auta elektryczne rośnie wolniej, niż zakładano jeszcze dwa lata temu, a regulacje w Europie i USA zmieniają się z miesiąca na miesiąc. Dlatego koncern nie porzuca planów elektryfikacji, lecz dostosowuje je do rzeczywistości gospodarczej. Ta ostrożność nie oznacza stagnacji – wręcz przeciwnie. W ramach nowej polityki firma zapowiedziała inwestycje o wartości 13 miliardów dolarów (ok. 47,6 mld zł) w budowę nowych zakładów w Stanach Zjednoczonych, które skoncentrują się na pojazdach spalinowych i hybrydowych. To jasny sygnał, że przyszłość koncernu ma być zrównoważona między technologiami, a nie uzależniona wyłącznie od baterii.

Strategiczna elastyczność i ryzyka

Zerwanie kontraktów z trzema dostawcami dało Stellantisowi większą swobodę negocjacyjną w świecie, gdzie ceny surowców zmieniają się z tygodnia na tydzień. Rynek grafitu, niklu i kobaltu od miesięcy charakteryzuje się ogromną zmiennością – od nadpodaży w Chinach po niedobory w Ameryce Północnej. Jednocześnie istnieje ryzyko utraty zaufania mniejszych partnerów i uderzenia w reputację koncernu, który jeszcze niedawno chwalił się ambitnymi celami w ramach planu *Dare Forward 2030*. Stellantis stara się jednak utrzymać równowagę, zachowując współpracę z kluczowymi partnerami – jak CATL, z którym buduje gigafabrykę akumulatorów w Hiszpanii, czy Leapmotor, mającym wzmocnić obecność aut elektrycznych Stellantis w Europie.

Nowe przywództwo, nowy kurs

Nowy dyrektor generalny, Antonio Filosa, stawia na pragmatyzm. Nie chce, by Stellantis powtórzyło błędy konkurentów, którzy zbyt szybko „postawili wszystko na prąd”, a dziś zmagają się z nadwyżkami zapasów i presją kosztową. Jak podkreślił jeden z menedżerów bliskich sprawie:

Nowe kierownictwo woli budować elastyczność i zyskowność zamiast gonić za krótkotrwałym efektem wizerunkowym.

Filosa planuje zredefiniować cele elektryfikacji w nowym planie przemysłowym zapowiedzianym na połowę 2026 roku. Oczekuje się, że projekt będzie mniej dogmatyczny niż *Dare Forward 2030*, a bardziej dostosowany do faktycznego popytu i możliwości technologicznych koncernu.

Między ekologią a ekonomią

Decyzja Stellantisa to nie tylko reakcja na problemy z dostawcami. To także symbol zmieniającej się filozofii całej branży. Epoka nieograniczonego entuzjazmu dla elektromobilności ustępuje miejsca bardziej dojrzałemu podejściu, które stara się łączyć ambicje ekologiczne z realizmem gospodarczym. Eksperci wskazują, że łańcuchy dostaw baterii w Europie i USA są nadal wrażliwe, a brak lokalnych źródeł surowców może spowolnić inwestycje. Jednak ruch Stellantis pokazuje, że przemysł dojrzewa – zaczyna stawiać na stabilność, selekcję partnerów i kontrolę ryzyka, zamiast ślepo podążać za modą na „zeroemisyjność za wszelką cenę”. W efekcie przyszłość elektryfikacji nie będzie rewolucją, lecz procesem ewolucyjnym – z większym udziałem hybryd, mniejszymi wolumenami i lepszą kontrolą kosztów.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Kopeć

Mechanik z pasji, kierowca z wyboru. Od dzieciństwa rozbieram silniki, by później składać je lepiej niż fabryka.