Subaru BRZ i WRX zderzyły się ze ścianą sprzedaży. Gdzie podziali się entuzjaści?

Subaru ma problem – i to nie z elektryfikacją. Gdy inni producenci tłumaczą spadki sprzedaży końcem ulg podatkowych na auta elektryczne, Subaru obserwuje dramatyczny zjazd zainteresowania swoimi najbardziej kultowymi modelami dla entuzjastów: WRX i BRZ. Oba auta pozostają wierne klasycznym układom napędowym bez hybryd ani prądu, a mimo to… nie znajdują nabywców.
WRX: sportowy sedan w odwrocie
Spadek sprzedaży Subaru WRX nie był dla branży zaskoczeniem – trend ten trwa już od kilku kwartałów. Producent został zmuszony do zakończenia produkcji najtańszej wersji bazowej, a jednocześnie podniósł cenę kolejnego wariantu (Premium) o 1000 dolarów, czyli ok. 3700 zł. Od momentu debiutu w 2022 roku cena wyjściowa WRX wzrosła o blisko 10 000 dolarów (ok. 37 000 zł), co oznacza podwyżkę na poziomie 30%. Efekt? W 2025 roku sprzedaż WRX spadła aż o 41%. Dla kultowego kompaktowego sedana z napędem na cztery koła to cios w samo serce. Jak wyjaśnił przedstawiciel Subaru w rozmowie z redakcją Carscoops w sierpniu, problem miał leżeć w dostępności aut, a nie w popycie:
Dealerzy nie mieli samochodów do sprzedaży, ponieważ priorytetem stało się zwiększenie przydziałów kompaktowego Forestera w związku z planowanym wzrostem produkcji w USA.
Według zapewnień producenta, stany magazynowe WRX miały się odbudować w drugiej połowie roku. Jednak patrząc na obecne wyniki, albo wzrost podaży wciąż się nie zmaterializował, albo klienci po prostu nie wrócili. W obu przypadkach sytuacja nie napawa optymizmem dla małego sportowego sedana, który kiedyś był synonimem emocji i napędu 4×4.
BRZ: gdy entuzjazm gaśnie
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja modelu BRZ, czyli bliźniaka Toyoty GR86. We wrześniu Subaru sprzedało zaledwie 182 egzemplarze BRZ – i to na rynku amerykańskim, gdzie sportowe coupé zawsze miały wierną grupę fanów. Październikowe dane nie zostały jeszcze opublikowane, ale nawet jeśli nastąpił lekki wzrost, trend pozostaje niepokojący. Oczywiście, jesień nie jest typowym okresem zakupów samochodów sportowych.
Mimo to Toyota w tym samym czasie sprzedała ponad trzykrotnie więcej egzemplarzy GR86, a nawet droższy i bardziej niszowy Supra znalazł 221 nabywców. Trudno więc tłumaczyć wynik Subaru jedynie sezonowością. Toyota ma co prawda więcej salonów niż Subaru, ale nie aż trzy razy więcej – a jesień przecież dotyka obu marek tak samo.
Nie chodzi o ceny – chodzi o klientów
W przypadku WRX można jeszcze zrzucić winę na wzrost cen, lecz BRZ nie podrożało znacząco od momentu premiery, która przypadła na końcówkę pandemii. Co więcej, podstawowa wersja wciąż pozostaje w ofercie – przynajmniej formalnie. Subaru zapowiedziało, że w roku modelowym 2026 zrezygnuje z bazowej odmiany, ale obecnie najtańsze BRZ nadal figuruje w cennikach. Jeśli jednak producent stosuje podobną politykę alokacyjną jak w przypadku WRX, faktyczna dostępność może być ograniczona. Krótko mówiąc – klienci po prostu przestali się interesować.
Subaru w potrzasku między rynkiem a wizerunkiem
Dla marki, która zbudowała swoją legendę na sportowych, napędzanych na cztery koła samochodach, to wyjątkowo bolesny moment. Subaru próbuje utrzymać balans między legendą a nowoczesnością – ale wygląda na to, że fani odwracają się od klasyki. Być może winny jest brak nowej wersji STI, być może zmienia się pokolenie entuzjastów, którzy zamiast ręcznej skrzyni i napędu 4×4 wybierają dziś… elektryczne SUV-y.
Nie zmienia to faktu, że Subaru BRZ i WRX to dobre, staromodne samochody dla entuzjastów – i właśnie takich nikt już nie kupuje.
O autorze
Jan Pacuła
Najnowsze

2026: kierowcy dostają „kalendarz kar”. Sprawdź, co wchodzi i kiedy

Kia K4 Sportswagon to mocno wyrośnięty następca Ceeda. Co oferuje?

Takiego Renault jeszcze nie było. Filante wjeżdża jako globalny flagowiec, ale Europę omija szerokim łukiem

Mercedes odświeża klasę S na grubo: wracają V8 z „płaskim” wałem i pojawi się nowy system MB.OS



