Subaru dotychczas z dumą mówiło o niemal 10 miliardach dolarów, które miało poprowadzić markę w przyszłość napędzaną prądem. Jednak rynek zrobił zwrot, klienci wybrali hybrydy, a amerykańskie taryfy celne uderzyły w budżet z siłą, której w Japonii zdecydowanie nie planowano. Efekt? Producent musiał przestawić zwrotnicę i skorygować tempo wejścia w erę pełnej elektryfikacji, choć oficjalnie nadal trzyma kurs na 2030 rok.
Zmiana strategii nie przyszła znikąd. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy rynek przeszedł kolejną mutację: nastroje konsumentów odwróciły się od aut elektrycznych, a hybrydy – jeszcze niedawno traktowane jako etap przejściowy – wróciły do łask z rozmachem godnym reedycji kultowej płyty winylowej. Subaru, znane z twardego trzymania się raz obranej drogi, tym razem musiało przyznać, że rzeczywistość dopisała niespodziewany rozdział.
Dlaczego Subaru wyhamowało? Hybrydy miały ostatnie słowo
Prezes Atsushi Osaki podczas ostatniego spotkania wynikowego nie owijał w bawełnę. Jak powiedział, firma zrewidowała harmonogram inwestycji w pełnoskalową produkcję elektryków. Według niego decydujące okazały się dwa zjawiska, które w zasadzie widać dziś w całej branży: rosnący popyt na hybrydy oraz – tu ukłon w stronę motoentuzjastów – renesans silników spalinowych. Jak podkreślił Atsushi Osaki, zmiana została wymuszona „rosnącym popytem na hybrydy i ponowną oceną silników spalinowych”
Z takim tłem trudno udawać, że nic się nie stało. Marka nadal zamierza inwestować 1,5 biliona jenów (czyli 1 500 000 000 000 jenów, czyli około 35,4 mld zł według kursu 0.023618), ale sposób wydawania tych pieniędzy będzie inny niż wcześniej ogłaszano. Już wydano 300 miliardów jenów – wtedy brzmiało to jak przedsmak większej rewolucji. Teraz pozostałe 1,2 biliona jenów ma zostać „przejrzane” linijka po linijce.
Co z elektrykami Subaru? Część modeli poczeka
W najbliższych dwóch latach nie dojdzie do wielkich trzęsień ziemi. Subaru nadal planuje wprowadzić cztery elektryczne SUV-y tworzone wspólnie z Toyotą i chce to zrobić do końca 2026 roku. Te projekty są zakontraktowane, komponenty płyną, plany produkcyjne są ustawione – więc ich nikt nie zamraża. Gorzej wygląda jednak przyszłość czterech kolejnych modeli EV, które Subaru zamierzało przygotować samodzielnie do 2028 roku. One raczej zostaną wstrzymane, zwłaszcza że sytuacja makroekonomiczna przypomniała producentom, że nawet najbardziej zielone wizje muszą się zgadzać z tabelkami w Excelu.
Amerykańskie taryfy: rachunek, który zabolał
Tu dochodzimy do wątku, który w Tokio prawdopodobnie spowodował najwięcej nerwowego odchrząkiwania. Administracja Donalda Trumpa postawiła na agresywne taryfy, a dla Subaru oznacza to koszt rzędu 210 miliardów jenów w tym roku (czyli 210 000 000 000 jenów = ok. 4,96 mld zł). Dla firmy o globalnym zasięgu to nie jest cios śmiertelny, ale trudno go zignorować – zwłaszcza kiedy marże topnieją, a rynek USA jest kluczowy. Wynik? Prognozowany zysk netto za rok fiskalny zakończony w marcu 2026 roku ma spaść o 53% i wynieść 160 miliardów jenów (około 3,78 mld zł). Żeby utrzymać płynność, firma szykuje plan oszczędnościowy na 200 miliardów jenów (ok. 4,73 mld zł) do 2030 roku. To nie kosmetyka, to chirurgia.
Nowe EV Subaru: zwrot ku przygodzie, ale z kalkulatorem w tle
Najświeższym elektrykiem w gamie pozostaje Subaru Uncharted – przerobiona i usztywniona wersja elektrycznego Toyota C-HRa. Producent nadał jej bardziej terenowy charakter, tak aby lepiej pasowała do wizerunku marki kojarzonej z błotem, szutrem i właścicielami ukochanych psów, którzy preferują szlaki zamiast centrów handlowych. Jak podał Nikkei Asia, Subaru ma przeanalizować 1,2 biliona jenów pozostałych inwestycji, aby dopasować wydatki do nowej sytuacji rynkowej
To właśnie ten kierunek pokazuje, że marka nie zamierza rezygnować z elektryfikacji, ale przestaje robić to „na hurra”. Klienci zagłosowali portfelami na hybrydy, a taryfy z USA zrobiły resztę. Subaru może więc ujmować kursu, ale nie oddaje sterów – jedynie dopasowuje prędkość do warunków na pokrętnej drodze.
Co dalej? Hybrydy teraz, EV później – ale wciąż z planem
W skrócie: Subaru nie zrezygnowało ani z elektryków, ani z miliardowych inwestycji. Po prostu rozłożyło plany w czasie, aby nie wykrwawiać się finansowo. Hybrydy przejęły rynek, a pełna elektryfikacja będzie miała swoją kolej. Z perspektywy marki znanej z konserwatywnego podejścia brzmi to bardziej jak „logiczna korekta”, a mniej jak spektakularny odwrót.






