Tesla Robotaxi zaliczyło wpadkę: bezpieczeństwo ustąpiło miejsca grze pozorów

Tomasz Studniarek

Tomasz Studniarek

Na ulicach Austin doszło do kompromitującej sytuacji z udziałem Tesli Robotaxi. „Safety monitor”, czyli pracownik czuwający nad pojazdem, musiał w środku ruchu ulicznego wysiąść z samochodu i przejść na miejsce kierowcy, aby ręcznie dokończyć kurs. Całe zdarzenie obnażyło, że projekt Robotaxi bardziej stawia na efektowną prezentację niż na realne bezpieczeństwo.

Pokaz zamiast technologii

Tesla od miesięcy próbowała udowodnić, że jej systemy autonomiczne są gotowe do masowego wdrożenia. W praktyce firma uruchomiła usługę przewozową w Austin, wykorzystując auta z wersją Supervised Full Self-Driving. Różnica polegała na tym, że zamiast kierowcy w fotelu prowadzącego, obok pasażera siedział pracownik Tesli z palcem na przycisku awaryjnym. Ekspert z Electrek podkreślił:

Przeniesienie nadzorcy z fotela kierowcy na miejsce pasażera to zabieg czysto wizerunkowy. Nie zwiększa bezpieczeństwa, a wręcz je obniża.

W przypadku awarii kierowca siedzący za kierownicą miałby znacznie więcej możliwości, aby skorygować zachowanie pojazdu. W trybie „zabawy w pasażera” pozostaje tylko zatrzymać auto.

Kompromitujące nagranie

Podczas testów prowadzonych przez Ark Invest – fundusz inwestycyjny będący jednym z największych promotorów Tesli – pojazd nie potrafił wykonać skrętu w lewo i utknął w ruchu. Wtedy nadzorca musiał wysiąść, obejść samochód i samodzielnie zasiąść za kierownicą. Jak podał Electrek, nagranie zostało przycięte w taki sposób, by nie było widać, ile faktycznie trwało całe zajście oraz jak pracownik przedzierał się między autami, aby wsiąść do fotela kierowcy.

Nie ma żadnego powodu, by nadzorca siedział po stronie pasażera – poza tym, że wygląda to lepiej na filmach.

Waymo kontra Tesla

Konkurencja nie spała. Waymo w tym samym czasie rozbudowywało swoją usługę robotaxi w sześciu miastach USA, udowadniając, że realna autonomizacja transportu jest możliwa. Tesla, chcąc dogonić rywali, postawiła więc na PR-owe sztuczki. Firma Elona Muska od lat obiecywała pełną autonomię „do końca bieżącego roku”. Tak było przez ostatnich sześć lat – i jak dotąd zawsze kończyło się przesunięciem terminu.

Ark Invest i marzenia o miliardach

Fundusz Ark Invest, który przygotował nagranie z testów, od dawna forsował tezę, że Robotaxi stanie się trampoliną dla wyceny Tesli:

Wartość akcji Tesli powinna osiągnąć nawet 2600 dolarów, czyniąc firmę najbardziej wartościową spółką świata.

Problem w tym, że ich flagowy fundusz ARK Innovation ETF spadł o ponad 14% w ostatnich pięciu latach, gdy indeks S&P 500 niemal się podwoił. Rozbieżność między marzeniami inwestorów a rzeczywistością okazała się więc bolesna.

Bezpieczeństwo kontra narracja

W Kalifornii Tesla nie mogła pozwolić sobie na podobne eksperymenty. Tam Robotaxi funkcjonowało wyłącznie jako Supervised FSD z kierowcą za kierownicą. W Austin firma wykorzystała jednak luki w prawie, aby „sprzedać” wizję autonomicznego przewozu pasażerów. Trzymając się kurczowo faktów nie sposób ulec wrażeniu, że to tylko gra pozorów. Ostatecznie kwestie wizerunkowe zwyciężyły nad logiką. Problem w tym, że w tej grze stawką było bezpieczeństwo ludzi – i to na publicznych drogach.

O autorze

Tomasz Studniarek

Tomasz Studniarek

Redaktor działu Retro
Pasjonat klasycznej motoryzacji, renowacji samochodów oraz rzadkich znalezisk typu barn find. Systematycznie śledzi rynek aukcyjny i historie wyjątkowych egzemplarzy, zwracając uwagę na ich oryginalność, konstrukcję, pochodzenie oraz znaczenie dla rozwoju motoryzacji.W swoich publikacjach opisuje dawną inżynierię, historię modeli i zmieniające się podejście producentów do projektowania samochodów. Szczególnie interesuje go okres sprzed powszechnej unifikacji platform i cyfryzacji wnętrz. Współczesny przemysł motoryzacyjny analizuje krytycznie, zwracając uwagę na wpływ globalizacji, presji kosztowej i marketingu na indywidualny charakter samochodów.

© 2026 MotoGuru.pl