⏱️ 4 min.

Tesla w Szwecji postawiła ładowarki na… biodiesla. W tle konflikt ze związkami zawodowymi

Zdjęcie autora artykułu

Krzysztof Drobnicki

09-02-2026 14:02
Tesla Supercharger

Stacja Tesla Supercharger w Vansbro w Szwecji wygląda jak normalny przystanek na szybkie ładowanie, dopóki nie zajrzysz „za kulisy”. Zamiast stałego przyłącza do sieci energetycznej pracuje tam agregat na biodiesla HVO100. Brzmi jak żart z internetu, ale w praktyce to awaryjna logistyka na czas zimowych wyjazdów.

W Vansbro, przy trasie E16, ustawiono tymczasową stację z ośmioma stanowiskami ładowania. Cel jest prosty: rozładować kolejki w tygodniach zimowych ferii, kiedy ruch w stronę wyjazdów rośnie, a ładowarki dostają zadyszki.

Osiem stanowisk i… agregat, bo sieć nie dojechała

Stacja miała ruszyć już wcześniej, ale przez pewien czas stała gotowa i nie mogła zostać otwarta. Powód nie jest technicznie wyszukany, tylko życiowo uparty: konflikt Tesli ze związkiem zawodowym IF Metall sprawił, że część dostawców i firm, od których zależą prace w terenie, odmawia współpracy. Wśród nich są podmioty potrzebne do podłączenia stacji do sieci, więc rozwiązanie „docelowe” utknęło na etapie „nie da się, bo nie”.

Efekt jest taki, że tymczasowy Supercharger działa bez klasycznego przyłącza. To nie jest stały model funkcjonowania stacji, tylko obejście problemu na sezon, żeby nie zrobić kierowcom zimowej loterii pod słupkami (kto pierwszy, ten ładuje).

HVO100: co to jest i dlaczego Tesla sięga po taki wariant?

Napęd całej prowizorki zapewnia biodiesel HVO100. Skrót HVO oznacza „uwodorniony olej roślinny” (hydrogenated vegetable oil), czyli paliwo wytwarzane z tłuszczów lub olejów roślinnych. Wersja „100” to paliwo w pełni oparte o ten składnik, bez domieszki klasycznego oleju napędowego. Zaletą HVO100 są czystsze emisje w porównaniu z typowym dieslem (w uproszczeniu: mniej „brudnego” ogona). Wada jest równie prosta: koszt.

W Szwecji HVO100 ma być obecnie niemal o 8 koron szwedzkich (SEK) droższe na litr od zwykłego diesla, a tu nie da się udawać, że to detal; nie podano kursu SEK do zł, więc zostaje sama kwota w SEK.

Dlaczego to w ogóle ma sens w praktyce?

To rozwiązanie nie udaje „zielonego ideału”, tylko ratuje przepustowość w konkretnych warunkach: szczyt wyjazdów zimowych i ryzyko zatorów przy ładowaniu. Z tej perspektywy agregat na HVO100 jest jak koło dojazdowe: nie chcesz na nim jeździć codziennie, ale kiedy trzeba, ma dowieźć do celu.

  • Stacja jest tymczasowa i ma rozładować kolejki w tygodniach ferii zimowych.
  • Ma osiem stanowisk ładowania, ustawionych przy E16 w Vansbro.
  • Nie jest podłączona do sieci energetycznej z powodu blokad po stronie wykonawczej/dostawców w tle sporu ze związkiem IF Metall.
  • Zasilanie zapewnia agregat na biodieslu HVO100, droższym od zwykłego diesla.

To nie pierwszy raz, gdy Tesla „kombinuje” z zasilaniem

Wcześniej Tesla omijała podobne kłopoty w Szwecji, podstawiając tzw. Megapacki, czyli ogromne magazyny energii. Gabarytowo potrafią przypominać kontenery lub moduły budowlane, ale ich rola jest prosta: dowieźć energię tam, gdzie infrastruktura nie jest gotowa na czas. Takie rozwiązanie zastosowano co najmniej w jednej lokalizacji w Arlandastad, na północ od Sztokholmu. Tym razem jednak poszło w paliwo ciekłe i agregat. To mniej „futurystyczne” na zdjęciach, za to łatwiejsze do postawienia w trybie pilnym, gdy liczy się szybkie uruchomienie przepływu aut.

„Dieslowa ładowarka” i plotki: co jest faktem, a co szumem

Wokół Tesli długo krążyły pogłoski, że ładowarki bywają zasilane z generatorów na większą skalę. W praktyce takie historie potrafią żyć własnym życiem: ktoś zobaczy agregat, internet dopowie resztę, a potem trudno odróżnić stałe rozwiązania od jednorazowych awarii. W przypadku szwedzkiego Vansbro sedno jest jasne: to rozwiązanie tymczasowe na konkretny sezon i konkretny problem z brakiem przyłącza.

Najciekawsze w tej historii: zderzenie planu z rzeczywistością

Na papierze szybkie ładowanie ma być przewidywalne: prąd z sieci, infrastruktura, gotowe. W realu wystarczy spór na linii firma–związek, kilka odmów po stronie dostawców i nagle nowoczesna stacja działa jak polowa baza energetyczna. Nie brzmi dumnie, ale działa, a w sezonie wyjazdowym to bywa ważniejsze niż ładne slajdy. Jeśli ktoś szuka w tym „symbolu czasów”, to proszę bardzo: elektryczna mobilność dalej opiera się na bardzo analogowej rzeczywistości infrastruktury.

I czasem wygrywa ten, kto potrafi postawić plan B szybciej niż rośnie kolejka.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Krzysztof Drobnicki

Zawodowo inżynier, po godzinach łowca zakrętów. Uważam, że zapach spalonego paliwa to najlepsze perfumy.

© 2026 MotoGuru.pl