⏱️ 3 min.

Toyota Mirai 2026: lifting, którego nikt nie zauważył

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Utrata

05-12-2025 09:12
Toyota Mirai 2026: lifting, którego nikt nie zauważył

To jeden z najbardziej futurystycznych modeli Toyoty, a jednocześnie jeden z najmniej zauważanych. Mirai – wodorowa limuzyna marki – wchodzi w nowy rok modelowy z aktualizacją tak dyskretną, że można ją łatwo przeoczyć. Toyota pokazała odświeżenie na 2026 rok, ale zamiast rewolucji zafundowała modelowi… nowe felgi. Reszta pozostała dokładnie taka, jaką znamy od lat.

Świat motoryzacji żyje dziś obsesją „zielonego postępu”: elektryfikacją, redukcją emisji, hybrydami i niekończącą się walką o dodatkowe kilometry zasięgu. W tym pejzażu auta na wodór funkcjonują bardziej jak intrygujący eksperyment niż realny kierunek rozwoju. Toyota przypomniała jednak, że wciąż ma w ofercie model z ogniwami paliwowymi i – przynajmniej formalnie – zaktualizowała Mirai na 2026 rok. To jednocześnie dowód konsekwencji i sygnał, że segment FCEV wciąż czeka na swój przełom.

Minimalizm do granic możliwości

Toyota zaprezentowała Mirai jako wizytówkę technologii FCEV, a obecna generacja jest na rynku od 2020 roku. Producent podkreślił, że po pięciu latach model wchodzi w nowy rok modelowy tylko z jedną zmianą – 19-calowymi czarnymi felgami aluminiowymi. I to wszystko:

Mirai pozostaje manifestem technologii wodorowej, dlatego zakres zmian ograniczono wyłącznie do elementów stylistycznych.

Pod maską nie zmieniło się nic. Samochód nadal korzysta z układu FCEV o mocy 182 KM oraz wysokociśnieniowych zbiorników wodoru, zapewniających zasięg około 647 km. Toyota określa ten napęd jako „plug-less EV”, bo w codziennej jeździe Mirai zachowuje się jak elektryk – cichy, płynny, natychmiast reagujący – ale zamiast ładowania potrzebuje tankowania wodoru.

Design nadal wygląda świeżo

Mimo braku klasycznego liftingu Mirai wciąż prezentuje się nowocześnie. Smukła linia, długa maska i aerodynamiczna sylwetka sprawiają, że auto wygląda bardziej jak pokazowy koncept niż stateczna limuzyna do codziennych obowiązków. Na tle wielu zachowawczych sedanów wyróżnia się formą, która nadal nie zdążyła się zestarzeć.

Mirai: model dla wybranych

Choć decyzja o niemal niezmienionej specyfikacji może wydawać się zaskakująca, Toyota ma ku temu pragmatyczny powód. Producent przyznał pośrednio, że Mirai to w praktyce „samochód kalifornijski”, bo tylko tam działa sieć stacji tankowania wodoru. Efekt? Popyt jest symboliczny. Do września 2025 roku sprzedano zaledwie 157 egzemplarzy, a przy takiej skali trudno uzasadnić kosztowny lifting czy technologiczną rewolucję. Mirai trwa więc głównie dzięki determinacji inżynierów, którzy wierzą w wodór.

Cena? Też bez zmian

Toyota utrzymała ceny na poziomie rocznika 2025. Mirai kosztuje 51 795 dolarów, czyli około 187 726 zł. Do tego dochodzi opłata dealerska 1 195 dolarów (około 4 329 zł). Jak podało przedsiębiorstwo:

Stabilna cena ma wspierać rozwój rynku wodorowego bez podnoszenia kosztów wejścia.

Mirai pozostaje jednym z najbardziej zaawansowanych, a jednocześnie najmniej dostępnych samochodów zeroemisyjnych. I wszystko wskazuje na to, że jeszcze przez chwilę tak zostanie.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Utrata

Ekolog z duszą petrolheada. Wierzę, że można kochać prędkość i dbać o planetę jednocześnie.