Toyota oskarżona jako „wodorowa mafia”. Pozew na 5,7 miliarda dolarów

Firma Toyota znalazła się w centrum potężnego skandalu. W Stanach Zjednoczonych przeciwko japońskiemu gigantowi wniesiono pozew zbiorowy opiewający na 5,7 miliarda dolarów (ok. 21 miliardów złotych), w którym zarzuca się jej zorganizowane oszustwo oraz ukrywanie poważnych wad bezpieczeństwa w modelu Mirai. Pozew powołuje się na ustawę RICO – prawo stworzone pierwotnie do walki z mafią. Teraz to właśnie z tego tytułu Toyota ma odpowiadać za rzekome „zorganizowane przestępstwo w białych kołnierzykach”.
O co chodzi w pozwie?
Pozew został złożony przez kancelarię Ingber Law Group w Sądzie Okręgowym Stanów Zjednoczonych dla Centralnego Dystryktu Kalifornii. Na 142 stronach dokumentu przedstawiono zarzuty wobec Toyoty, jej spółki finansowej Toyota Motor Credit Corporation oraz kilku dealerów z Kalifornii. Według oskarżających, przedsiębiorstwo miało „koordynować marketing i finansowanie pojazdów, które technicy prywatnie określali jako tykające wodorowe bomby”. Główny adwokat, Jason M. Ingber, wyjaśnił:
Toyota zaprojektowała, sfinansowała i kontrolowała kalifornijską sieć wodorową, a następnie wykorzystała tę kontrolę, by ukryć awarie bezpieczeństwa oraz szkody finansowe dla konsumentów.
Poważne zarzuty techniczne
Według pozwu, Toyota i jej partnerzy wodorowi mieli ukrywać liczne wady wodorowej limuzyny Mirai. Wśród nich wymienia się ryzyko wycieku wodoru w pobliżu rozgrzanych elementów silnika, co mogło grozić eksplozją. Dodatkowo, samochód miał mieć problemy z utratą mocy, nagłym przyspieszeniem oraz awariami układu hamulcowego. W dokumentach wspomniano o przypadkach, w których kierowca naciskał pedał hamulca, a pojazd zamiast zwolnić – gwałtownie przyspieszał. W innych sytuacjach reakcja układu napędowego na wciśnięcie pedału gazu miała pojawiać się dopiero po kilku sekundach.
„Tykające wodorowe bomby”
W pozwie pojawiają się trzy nazwiska właścicieli Toyoty Mirai, którzy – jak twierdzą – byli zachęcani przez samych techników serwisowych do podjęcia kroków prawnych. Niektórzy z nich mieli usłyszeć od mechaników, że ich samochody to dosłownie „tykające wodorowe bomby”. Dodatkowo, firma Toyota Motor Credit Corporation została oskarżona o stosowanie „agresywnych praktyk windykacyjnych”, a kierowcy mieli mieć ogromne trudności z codziennym użytkowaniem swoich pojazdów z powodu „niesprawnej i niewiarygodnej” infrastruktury tankowania wodoru w Kalifornii. Ingber podkreślił:
Ten pozew nie dotyczy prostego defektu – chodzi o zorganizowane oszustwo.
Katastrofa w Torrance i zniszczone samochody
Jednym z najbardziej szokujących wątków pozwu jest incydent w stacji tankowania wodorowego w Torrance w Kalifornii. Jak podano w skardze, doszło tam do skażenia paliwa, które doprowadziło do trwałego uszkodzenia co najmniej 75 egzemplarzy Toyoty Mirai. Samochody po tym zdarzeniu miały stać się całkowicie niezdatne do użytku.
Wielka „ukryta sieć” i zarzut organizowanego oszustwa
Pozew obejmuje wszystkich nabywców i leasingobiorców modelu Toyota Mirai z lat 2016–2025 w stanie Kalifornia. Prawnicy utrzymują, że firma „w sposób pomysłowy i konsekwentny ukrywała katastrofalne wady bezpieczeństwa, by ich oszukańczy proceder pozostał niewykryty”. Zarzuty podnoszone wobec Toyoty obejmują więc nie tylko kwestie techniczne, ale także celowe wprowadzanie klientów w błąd oraz manipulowanie systemem finansowania i serwisowania aut wodorowych.
„Kto zabił wodór?”
Historia tej sprawy ma już niemal filmowy wydźwięk. Autorzy pozwu porównali sytuację do znanego z lat 2000. dokumentu „Who Killed the Electric Car?” – tym razem jednak bohaterem nie jest elektromobilność, lecz wodór. „Hollywood nigdy nie napisało scenariusza o tym, kto zabił wodór – jeszcze”, komentują z przekąsem amerykańskie media. Oskarżenia wobec Toyoty to wyjątkowo poważny cios w markę, która od lat stara się kreować wizerunek pioniera technologii wodorowej. Jej sedan Mirai miał być dowodem, że wodór to przyszłość motoryzacji. Teraz może stać się symbolem jednej z największych afer w historii branży.
O autorze
Jan Pacuła
Najnowsze

Nowe Audi A6L ma wymiary niemal A8. To propozycja dla Chin

Le Mans Ultimate zmierza na konsole. PS5 i Xbox celują w 2027 rok

Verstappen nie chce odchodzić z F1, ale GT3 daje mu dziś więcej frajdy

Ferrari pokaże w Chinach nietypowe skrzydło. Debiut już w FP1



