TVR powraca z nowym właścicielem. Griffith ma dostać napęd „elektryfikowany”

TVR raz jeszcze wrócił z zaświatów. Marka, którą żartobliwie można by nazwać motoryzacyjnym Feniksem, znów zmieniła właściciela, znów obiecała wielki powrót. Tym razem jednak za sterami stanęło Charge Holdings, czyli firma odpowiedzialna za elektrycznego restomoda Forda Mustanga. A to oznacza jedno: jeśli Griffith faktycznie trafi na rynek, nie będzie już opierał się na klasycznym, wolnossącym V8.
Nowy właściciel, stary cel: wskrzesić Griffitha
Charge Holdings przejęło nazwę TVR z pełnym zamiarem pociągnięcia dalej projektu Griffith. Ten koncept został zaprezentowany w 2022 roku i już wtedy zrobił wrażenie – nie tylko wyglądem, ale i techniczną deklaracją. Oryginalna wersja miała 5-litrowe V8 o mocy 500 KM, czyli typowo TVR-owski styl: brutalny, lekki i głośny. Teraz jednak producent zapowiedział, że auto otrzyma „zelektryfikowany” układ napędowy, co wskazuje na hybrydę lub wariant całkowicie pozbawiony jednostki spalinowej.
Restrukturyzacja w kilku etapach
Jak podało przedsiębiorstwo Top Gear, cała operacja ma być częścią większego procesu „wielofazowej restrukturyzacji”. Oznacza to, że Charge Holdings nie zamierza ograniczać się do jednorazowego zrywu – plan obejmuje budowę zaplecza, produkcji i nowej strategii. Firma podkreśliła, że mimo elektryfikacji nadal może utrzymać w jakimś stopniu charakter TVR jako producenta rasowych, spalinowych samochodów sportowych. To odważna deklaracja w świecie, w którym przepisy coraz szybciej wypychają silniki benzynowe z rynku.
Co właściwie zapowiedziało Charge Holdings?
Jak powiedział CEO Paul Abercrombie, szczegóły nowej epoki TVR mają zostać ujawnione na początku przyszłego roku. Na razie wiadomo jedynie, że Griffith pozostaje priorytetem oraz że elektryfikacja ma zastąpić 5-litrowe V8, którego szanse na homologację w obecnych realiach byłyby praktycznie zerowe.
Czy tym razem się uda?
Historia TVR to niekończący się rollercoaster: wzloty, spektakularne upadki i jeszcze bardziej spektakularne powroty. Ostatnia próba Lesa Edgara zakończyła się fiaskiem – pomimo wielkich zapowiedzi, marka nie zdołała uruchomić seryjnej produkcji. Tym razem fundamenty wyglądają stabilniej: Charge Holdings ma pieniądze, technologię i doświadczenie w elektryfikacji klasyków. Jeśli nowy właściciel utrzyma kierunek, Griffith rzeczywiście może wjechać na drogi – choć bez V8, które było sercem pierwotnej wizji.
Co dalej z TVR?
Jeżeli projekt utrzyma tempo, nowy Griffith powinien trafić do produkcji z układem napędowym o współczesnej charakterystyce, ale zachowując klasyczny charakter lekkiego brytyjskiego sportowca. Największą niewiadomą pozostaje to, jak mocno elektryfikacja zmieni charakter auta i czy fani marki zaakceptują tę transformację. Jedno jest pewne – TVR nigdy nie podążało utartymi ścieżkami i wygląda na to, że tym razem również nie zamierza.
Powrót legendy czy kolejne déjà vu?
TVR wielokrotnie próbowało wracać – i za każdym razem kończyło się to mieszanką chaosu i fascynacji. Tym razem jednak za sterami stoi firma, która ma realne zaplecze technologiczne. Jeżeli Charge Holdings dowiezie plan, Griffith stanie się jednym z najciekawszych sportowych projektów początku lat 20. XXI wieku. A jeśli coś pójdzie nie tak? Cóż, w przypadku TVR to byłaby już tradycja.
O autorze
Andrzej Utrata
Najnowsze

Mercedes GLB 2026 już dostępny w Polsce. Ile kosztuje?

Alfa Romeo stawia wszystko na kompaktową ofensywę: Giulietta wraca, Giulia i Stelvio poczekają

Toyota Land Cruiser Mild-hybrid 48V już w Polsce. Cena, dane i szczegóły wersji Executive

Nowa Kia Seltos rusza na Europę. Cel? Klienci VW T-Roca



