Vanderhall, znane dotąd głównie z budowy sportowych trójkołowców, wypuściło właśnie na rynek zupełnie nowy model – Brawley GTS. To elektryczna terenówka, która wygląda jak futurystyczna wariacja na temat Jeepa, ale w rzeczywistości nie przypomina niczego innego dostępnego dziś na rynku. Producent rozpoczął już dostawy w USA, a auto od razu wzbudziło spore emocje – zarówno zachwyt, jak i kilka westchnień zawodu.
Jeep z przyszłości?
Brawley GTS zadebiutował po kilku latach przygotowań i pierwszych zapowiedziach z 2021 roku. Projekt wyraźnie inspirował się Jeepem Wranglerem – ma charakterystyczną osłonę chłodnicy i okrągłe reflektory – ale poza tym wygląda całkowicie oryginalnie. Nadwozie to kompaktowa, dwudrzwiowa bryła, która sprawia, że auto jest zwinne i idealnie odnajduje się na wąskich szlakach czy w pustynnych klimatach. Mimo niewielkich rozmiarów konstruktorzy upchnęli w środku cztery miejsca siedzące. Wnętrze wykończono w skórze, a jednym z najbardziej efektownych detali są duże, szklane powierzchnie w drzwiach, które dodają przestronności i nowoczesnego charakteru.
Moc z każdego koła
Pod podłogą Brawleya znajduje się 40-kWh akumulator litowo-jonowy, zasilający cztery niezależne silniki elektryczne – po jednym na każde koło. Łączna moc wynosi 410 KM, a maksymalny moment obrotowy sięga 651 Nm. Taki układ obiecuje dynamiczną jazdę po luźnych nawierzchniach, z zapasem mocy w każdym rogu. Jak podkreślił producent, konfiguracja quad-motor gwarantuje maksymalną kontrolę trakcji i frajdę z jazdy w terenie.
Pierwotnie Vanderhall zapowiadał również większą baterię 60 kWh, jednak projekt ten został po cichu skreślony. W efekcie klienci mogą liczyć wyłącznie na standardowy zestaw, który niestety nie zachwyca zasięgiem. Przy takiej mocy i stosunkowo niewielkiej pojemności akumulatora, Brawleya pojedzie nie dalej niż 225 km od punktu startowego. To oznacza, że właściciele muszą rozsądnie planować wypady w teren i pamiętać o infrastrukturze ładowania. W przeciwnym razie – przygoda może skończyć się szybciej niż planowano.
Cena?
Kiedy auto po raz pierwszy zapowiedziano, cena startowa miała wynosić 34 950 dolarów (około 127 000 zł). Dziś za Brawleya GTS trzeba zapłacić co najmniej 49 950 dolarów, czyli około 181 000 zł. To pokazuje, jak szybko zmienia się rynek elektryków – niestety prawie zawsze na niekorzyść kupujących. Jak zauważył jeden z przedstawicieli firmy, wzrost kosztów materiałów i technologii sprawił, że podniesienie ceny było nieuniknione.
Dla kogo jest Brawley GTS?
To propozycja dla osób, które marzą o elektrycznej terenówce o niebanalnym wyglądzie i lubią nietypowe projekty. Auto nie ma homologacji drogowej, więc pełni rolę stricte rekreacyjnej zabawki – idealnej na prywatne tereny czy specjalnie przygotowane trasy. Choć Vanderhall nie należy do gigantów motoryzacji, Brawley GTS pokazuje, że nawet mniejszy gracz potrafi zaskoczyć odważną wizją. To auto nie dla każdego – ale dokładnie takie było założenie.















