Auta spalinowe wkrótce podzielą los koni? Zaskakująca wypowiedź wysoko postawionego szefa VW

Adam Kopeć
Andrzej Kopeć

Martin Sander z Volkswagena uważa, że samochody spalinowe mogą z czasem zająć w transporcie miejsce podobne do koni. Nie znikną całkowicie, ale przestaną być podstawowym środkiem codziennego przemieszczania się i zostaną głównie dla pasjonatów, hobbystów oraz sportu.

Samochód spalinowy jako weekendowa przyjemność

W tej analogii najciekawsze nie jest samo porównanie auta do konia, lecz jego konsekwencja. Spalinowy samochód nie musi zostać zakazany, żeby stracić dominującą pozycję w codziennym transporcie.

Tak jak konie nie zniknęły po upowszechnieniu samochodów, tak auta spalinowe mogą pozostać obecne w niszach. Dla jednych będzie to klasyk w garażu, dla innych kabriolet na weekend albo sportowy model używany bardziej dla emocji niż potrzeby dojazdu do pracy.

Volkswagen mówi o zmianie nawyków, nie tylko o zakazach

Martin Sander odpowiada w Volkswagenie za sprzedaż i marketing. Jego wypowiedź dotyczy więc nie tylko technologii, ale też tego, jak konsumenci wybierają samochody i jak zmienia się ich podejście do napędu.

Sander zwraca uwagę, że koni nie trzeba było formalnie usuwać z rynku. Ludzie stopniowo uznali samochód za wygodniejsze narzędzie podróżowania, a koń przestał być oczywistym środkiem transportu. Ta logika ma według niego pasować również do elektryfikacji. Samochód na prąd ma wygrać użytecznością, a nie wyłącznie regulacjami i administracyjnym wypychaniem silników spalinowych.

Problem w tym, że przejście na EV nie jest tak proste

Porównanie z końmi działa jako obrazowa metafora, ale nie rozwiązuje wszystkich napięć wokół elektryfikacji. Auto spalinowe wciąż pozostaje dla wielu kierowców bardzo praktycznym środkiem transportu, zwłaszcza tam, gdzie liczą się zasięg, czas tankowania i przyzwyczajenia użytkowników.

Volkswagen ID.7

Jest też szerszy kontekst europejski. Nawet część polityków promujących samochody elektryczne ma problem z codziennym funkcjonowaniem w realiach ładowania. To pokazuje, że zmiana technologii nie jest tylko kwestią deklaracji z konferencji i ładnych haseł z prezentacji.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz to dwa światy obok siebie

Sander nie opisuje świata, w którym benzyna znika z dnia na dzień. Bardziej realistycznie brzmi wizja, w której samochody elektryczne przejmują dojazdy, zakupy i codzienną eksploatację, a auta spalinowe zostają jako wybór emocjonalny.

To byłby kompromis wygodny dla branży i części kierowców. Elektryk do pracy, a spalinowe auto dla przyjemności – trochę jak koń, którego nikt nie potrzebuje do codziennego transportu, ale wiele osób nadal chce go mieć dla sportu, hobby albo samego rytuału jazdy.

Nostalgia nie zatrzyma rynku, ale może ocalić pasję

Historia transportu pokazuje, że technologia wygrywa wtedy, gdy staje się łatwiejsza w użyciu. Samochód pokonał konia nie dlatego, że koń był bezwartościowy, lecz dlatego, że auto lepiej pasowało do masowego, szybkiego przemieszczania się.

Jeśli podobny mechanizm zadziała przy elektrykach, silnik benzynowy może przestać być domyślnym wyborem, ale nie musi stać się muzealnym eksponatem. Może po prostu zmienić rolę: z narzędzia codzienności na źródło przyjemności. A to dla wielu fanów motoryzacji brzmi jak mniejsza katastrofa niż świat, w którym wszystko ma tylko milczeć i aktualizować się przez aplikację.

O autorze

Adam Kopeć

Andrzej Kopeć

Redaktor
Mechanik z pasji, kierowca z wyboru. Od dzieciństwa rozbieram silniki, by później składać je lepiej niż fabryka.

© 2026 MotoGuru.pl