Niewiarygodna historia z Francji: VW Golf, wydrążony akumulator i narkotyki

Na autostradzie A9 w departamencie Aude francuscy celnicy zatrzymali Volkswagena Golfa ósmej generacji prowadzonego przez obywatela Albanii. Kierowca jechał sam i tłumaczył, że wraca z Girony w Hiszpanii do Vannes w Bretanii. W aucie nie było nic, co od razu krzyczałoby „przemyt”, aż do chwili, gdy do pracy wszedł pies służbowy.
Kontrola dotyczyła działań prowadzonych 26 stycznia 2026 roku przez służby celne z regionu Perpignan na A9. Tego dnia sprawdzano także ciężarówki; w jednej z nich podczas przeszukania znaleziono dużą ilość marihuany. Volkswagenem poruszającym się z południa na północ zainteresowała się brygada nadzoru wewnętrznego z Narbonne. Auto zatrzymano o 17:10 na wysokości miejscowości Bages. Kierowca był sam i utrzymywał, że to zwykły przejazd tranzytowy, bez „dodatkowego programu” (czyli bez przewożenia czegokolwiek nielegalnego).
Najpierw cisza, potem alarm pod maską
W kabinie i w komorze silnika niczego podejrzanego nie zauważono. Przełom nastąpił, gdy pies wyszkolony do wykrywania narkotyków zaczął wyraźnie sygnalizować zainteresowanie tym samochodem. Po dokładniejszym sprawdzeniu okazało się, że coś znajduje się w 12-woltowym akumulatorze. Było to 2,74 kg kokainy zapakowanej próżniowo.
Skoro baterii „nie ma”, to jak auto w ogóle jechało?
W tej historii jest jeszcze jeden techniczny szczegół: mimo przeróbki w obudowie akumulatora znalazła się niewielka, działająca bateria, umieszczona obok narkotyków. Taki prowizoryczny układ miał zapewnić zasilanie i utrzymanie podstawowych funkcji auta. To rozwiązanie wygląda na doraźne i raczej nie zostało stworzone z myślą o długiej eksploatacji.
Wyrok po trzech dniach: więzienie i wysoka kara
Sprawa nie ciągnęła się miesiącami. Trzy dni po zatrzymaniu kierowca stanął przed sądem i został skazany na 20 miesięcy pozbawienia wolności z natychmiastowym osadzeniem. Dodatkowo nałożono grzywnę w wysokości 137 000 € (ok. 577 428 zł), odpowiadającą oszacowanej wartości ujawnionej kokainy.
W efekcie „sprytna” skrytka w Golfie okazała się rozwiązaniem działającym w jednym scenariuszu: do pierwszej kontroli, w której ktoś naprawdę sprawdza, a nie tylko patrzy.
O autorze
Patrycja Miętus
Najnowsze

Russell rozbił bank w Melbourne. Mercedes z pierwszego rzędu, Verstappen odpadł po kraksie

SAIC Z7 wygląda jak Porsche Taycan, ale kosztuje ułamek jego ceny

Leclerc widzi siłę Mercedesa. Ferrari ma nad czym pracować w Melbourne

Alonso rozczarowany, Aston Martin bez zapasów. Honda wpędziła zespół w kryzys już przed startem sezonu



