Volkswagen chce ratować elektryki. Plan zakłada… silniki spalinowe

Volkswagen po latach głośnych deklaracji o pełnej elektryfikacji wyraźnie zmienia ton. Koncern analizuje powrót do napędów z range extenderem, czyli elektryków wspieranych przez silnik spalinowy, który działa wyłącznie jako generator. To próba obniżenia kosztów, zwiększenia atrakcyjności modeli i odpowiedź na chłodne przyjęcie części dotychczasowych pojazdów z serii ID.
Elektryczna ofensywa Volkswagena wyhamowała
Volkswagen wiązał ogromne nadzieje z autami elektrycznymi po aferze Dieselgate, traktując je jako symbol nowego początku. ID.4 faktycznie okazało się solidnym otwarciem, ale kolejne kroki nie spełniły oczekiwań. Sprzedaż ID.7 w USA została anulowana, a ID. Buzz nie osiągnęło zakładanych wyników, mimo dużego rozgłosu i sentymentalnej otoczki. Efekt był brutalny: wysokie marże zastąpiły rabaty sięgające niemal 20 000 dolarów, czyli blisko 72 000 zł. To jasny sygnał, że popyt nie nadążał za ambicjami producenta.
Range extender wraca do gry
W odpowiedzi na te problemy Volkswagen miał rozpocząć wewnętrzne rozmowy na temat wprowadzenia napędów typu range-extended EV w przyszłych sedanach i crossoverach, zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. To część szerszej dyskusji towarzyszącej przygotowaniom do nowego pięcioletniego planu inwestycyjnego koncernu. Bloomberg podał, że szczegóły tej strategii zostaną ujawnione w marcu przyszłego roku. Do tego czasu firma zachowuje ostrożność w deklaracjach. Jak podał rzecznik Volkswagena:
Koncern monitorował rozwój rynku i zarezerwował koncepcję range extendera dla przyszłej platformy elektrycznej.
Dodał również, że ostateczna decyzja o wdrożeniu takich modeli będzie zależała od popytu konsumenckiego oraz specyfiki poszczególnych rynków.
Dlaczego to może działać
Range-extended EV nie są nowym pomysłem, ale dziś zyskują drugie życie. W takim układzie auto zawsze napędza silnik elektryczny, a niewielki silnik spalinowy pełni wyłącznie rolę generatora prądu. Dzięki temu możliwe jest zastosowanie znacznie mniejszego i tańszego akumulatora, co bezpośrednio obniża koszt całego pojazdu. Ten argument jest szczególnie istotny w czasach, gdy ceny baterii wciąż mocno wpływają na końcową cenę auta elektrycznego.
Mniejszy akumulator to także krótszy czas ładowania i mniejszy ślad surowcowy, co dobrze wpisuje się w narrację o racjonalnej elektromobilności.
Konkurencja już stawia na ten kierunek
Volkswagen nie jest osamotniony w tej strategii. Na rynku pojawiają się kolejne zapowiedzi modeli z range extenderem:
- Scout przygotowywał modele Terra i Traveler
- Stellantis szykuje wersje range-extended dla Jeepa Grand Wagoneer oraz Rama 1500
Ford również publicznie popiera to rozwiązanie. Jak powiedział prezes Forda Jim Farley:
Range extendery dają klientom elektryczne doświadczenie bez lęku o zasięg.
Podkreślił też, że taka architektura umożliwiała stworzenie auta elektrycznego porównywalnego kosztowo z klasycznym modelem spalinowym.
Realizm zamiast ideologii
Wszystko wskazuje na to, że Volkswagen coraz wyraźniej stawia na pragmatyzm. Range extender to kompromis, który pozwala zachować elektryczny charakter jazdy, a jednocześnie usuwa największą barierę psychologiczną klientów – obawy o zasięg i cenę. Jeśli koncern faktycznie wdroży tę technologię w ramach nowej architektury EV, może to oznaczać najbardziej znaczącą korektę kursu w jego elektrycznej strategii od lat. Tym razem bez wielkich sloganów, za to z chłodną kalkulacją rynku.
O autorze
Adam Główka
Najnowsze

Genesis G70 jednak nie znika. Korea szykuje ciche „przedłużenie życia”

Polskie wojsko mówi STOP chińskim autom. Zakaz wjazdu wchodzi od razu

Cmentarzysko aut pod Varazze: ponad 1000 wraków leży pod wodą od 1970 r. Zostały celowo zatopione

Stellantis może podkraść Leapmotorowi asa z rękawa. O co chodzi?



