Przedstawiciele Volkswagena właśnie zapowiedzieli uproszczenie gamy. W praktyce oznacza to mniej modeli, mniej wersji nadwoziowych i większy nacisk na samochody sprzedające się w dużych wolumenach. Jedną z ofiar tej strategii będzie T-Roc Cabriolet, który nie otrzyma następcy.
Mniej fantazji, więcej kalkulatora
Volkswagen przez lata budował swoją sprzedaż m.in. na bardzo szerokiej ofercie. Potrafił równolegle utrzymywać wiele wersji nadwoziowych i silnikowych, nawet jeśli część z nich trafiała do wąskiej grupy klientów. Ale ten etap się kończy, ponieważ priorytetem stają się rentowność, mniej skomplikowana produkcja i ograniczenie nadmiaru wariantów.
Nowa logika jest prosta: katalog ma być czytelniejszy, a fabryki mniej obciążone modelami o ograniczonym znaczeniu biznesowym. Volkswagen nie chce już utrzymywać samochodów tylko po to, by pokazać pełnię swoich możliwości. W świecie drogiej transformacji napędowej taki pokaz siły coraz częściej wygląda jak kosztowny luksus.
T-Roc Cabriolet bez następcy
Najbardziej konkretnym przykładem cięcia jest Volkswagen T-Roc Cabriolet. Druga generacja tego auta będzie dostępna już wyłącznie jako klasyczny pięciodrzwiowy SUV, a odmiana z otwieranym dachem nie zotsanie opracowana. To samochód niszowy, więc trudno go obronić w strategii opartej na wolumenie i uproszczeniu produkcji.
Podobny kierunek widać już było wcześniej w przypadku Audi A3. Gama tego modelu została ograniczona z czterech odmian nadwoziowych do trzech: Sportbacka, sedana i wersji Allstreet. Cabriolety, trzydrzwiowe warianty i inne wersje coraz częściej przegrywają z chłodną analizą sprzedaży.
Volkswagen chce prostszych platform i większej efektywności
Podczas walnego zgromadzenia w połowie czerwca 2026 roku koncern Volkswagen przedstawił kolejny etap transformacji. Plan opiera się na ośmiu inicjatywach, a jedną z najważniejszych jest uproszczenie całej gamy modelowej. Obejmuje to zarówno liczbę samochodów w katalogu, jak i liczbę wariantów poszczególnych modeli.

fot. Volkswagen
Koncern chce też ograniczyć liczbę platform technicznych. Taki kierunek ma ułatwić planowanie projektów, uprościć produkcję i zmniejszyć ryzyko nadmiarowych mocy w zakładach. Podobną logikę stosują także Renault i Stellantis, więc Volkswagen nie wymyśla tu koła od nowa, tylko nadrabia to, co rynek wymusił na dużych producentach.
Cięcia modeli idą razem z cięciami kosztów
Zmiany w gamie wpisują się w szerszy program oszczędnościowy. W niemieckich zakładach koszty produkcji w 2025 roku zostały obniżone o 20%. Do końca dekady koncern zakłada też redukcję zatrudnienia nawet o 50 tys. osób w Volkswagenie, Audi, Porsche oraz spółce CARIAD.
Porozumienia dotyczące odejścia ponad 28 tys. pracowników zostały już wcześniej podpisane. To jednak nie wystarcza, by koncern stał się firmą bardziej zwinną i wydajną. Volkswagen mierzy się jednocześnie z kosztami transformacji, problemami oprogramowania i słabszą pozycją w Chinach, które przez dekady były jednym z najważniejszych filarów jego globalnego wzrostu.
Oszczędności mają być ogromne, ale ofensywa trwa
Jeżeli plan się powiedzie, Volkswagen chce osiągnąć ponad 6 mld euro rocznych oszczędności netto do 2030 roku, czyli około 25,6 mld zł. To pokazuje skalę operacji: nie chodzi o kosmetyczne porządki w cenniku, lecz o przebudowę sposobu działania całego koncernu. Jednocześnie cięcia nie oznaczają zatrzymania premier.
Volkswagen wprowadził ponad 30 nowych modeli w ubiegłym roku, a w 2026 roku planuje kolejne 20. Różnica polega na tym, że nowe samochody mają mocniej wpisywać się w logikę dużej sprzedaży, wspólnych rozwiązań technicznych i prostszej produkcji.






