Volkswagen ID.4 „sam ruszył”? Uniewinnienie po tragedii i pytania o dotykowe sterowanie

W Londynie doszło do wypadku, który brzmi jak gotowy scenariusz na debatę o nowoczesnych autach: elektrycznyVolkswagen ID.4 miał nagle przyspieszyć, choć kierowca twierdził, że nie dotknął pedału gazu. Zginął pięcioletni chłopiec, a syn kierowcy został ciężko ranny. Sąd uniewinnił oskarżonego, ale jedno pytanie zostało na stole: co właściwie sprawiło, że auto ruszyło?
Kierowca odpowiadał za nieumyślne spowodowanie śmierci po zdarzeniu z listopada 2022 roku. Auto stało przed domem. Nagle ruszyło i potrąciło dziecko z sąsiedztwa. Prokuratura uznała, że doszło do pomyłki i przypadkowego wciśnięcia gazu, ale ława przysięgłych dopuściła wątpliwość na korzyść oskarżonego.
Wersja kierowcy kontra wersja oskarżenia
Sedno sprawy było proste, aż do bólu: kierowca utrzymywał, że samochód przyspieszył sam. Oskarżenie wskazywało na błąd człowieka, czyli niezamierzone wciśnięcie pedału przy ruszaniu. I tu pojawia się kłopot, bo gdy po jednej stronie masz tragedię, a po drugiej „to nie ja”, emocje nie zastąpią twardych dowodów.
Śledczy nie znaleźli usterki, ale to nie zamyka tematu
Policyjne ustalenia nie wykazały technicznej awarii. Tyle że współczesny samochód to nie tylko mechanika, ale też oprogramowanie i zestaw czujników, które współdecydują o zachowaniu auta. W efekcie przy braku jednoznacznego tropu przyczyna wypadku nadal pozostaje niejasna.
Dotykowe przyciski i tempomat: mały gest, duże skutki
Wątek, który wraca jak bumerang, dotyczy sterowania na kierownicy. W Stanach Zjednoczonych Volkswagen był pozywany w pozwie zbiorowym, w którym właściciele twierdzili, że czułe, dotykowe elementy sterujące w ID.4 mogą prowadzić do niezamierzonego uruchomienia tempomatu. To nie jest dowód na przyczynę londyńskiego wypadku, ale jest to konkretna oś sporu: ergonomia i „kliknięcie, którego kierowca nawet nie poczuł”. W praktyce dyskusja kręci się wokół kilku możliwych mechanizmów, bez rozstrzygania ich na siłę:
- pomyłka kierowcy i przypadkowe wciśnięcie gazu (scenariusz oskarżenia),
- niezamierzone uruchomienie tempomatu przez dotykowe sterowanie,
- zachowanie auta trudne do odtworzenia w prostych testach, bo w tle działa elektronika i logika systemów.
Podobne sprawy: ID.3 w Drøbak i głośny proces w Szwecji
Ta historia nie jest samotną wyspą. Latem 2023 roku w centrum Drøbak Volkswagen ID.3 miał nagle nabrać prędkości i pojechać chodnikiem wzdłuż Torggata. Auto przeskoczyło dwie kamienne „schodkowe” przeszkody, raniło siedem osób i zatrzymało się dopiero, uderzając w inny samochód około 50 metrów dalej. Kierowca od początku mówił, że próbował hamować, ale samochód nie reagował.
Został oskarżony o nieostrożną jazdę, jednak później również go uniewinniono. W trakcie postępowania pojawiły się zeznania innych kierowców, którzy opisywali zbliżone zdarzenia w swoich ID.3 i ID.4. To ważny szczegół, bo pokazuje, że temat nie dotyczy jednej osoby i jednego „pechowego” przypadku, tylko powtarzalnego wzorca relacji. Do tego dochodzi Szwecja: kobieta została uniewinniona po potrąceniu innej kobiety na parkingu. Sprawa przeszła przez dwie rozprawy, a sąd uznał za możliwe, że kierująca mogła niechcący aktywować tempomat przez haptyczne (dotykowe) przyciski na kierownicy. I znów: nie ma prostej kropki nad „i”, ale wątek krytykowanych dotykowych przycisków wraca konsekwentnie.
Co zostaje po wyroku?
W londyńskiej sprawie Volkswagen nie skomentował wyroku. A sam wyrok nie rozwiązuje technicznej zagadki, tylko mówi jedno: nie udowodniono winy kierowcy ponad rozsądną wątpliwość. Reszta to już szersza rozmowa o tym, jak bardzo współczesne auta zależą od oprogramowania i jak łatwo ergonomia potrafi dorzucić kierowcy „niewidzialny” błąd. Bo samochód może i jest elektryczny, ale fizyka wypadku nadal jest brutalnie analogowa.
O autorze
Tomasz Studniarek
Najnowsze

Verstappen bezradny w Chinach. Red Bull ma auto, z którym nie da się walczyć

Ford odświeża Capri i Explorera. Zasięg rośnie do 444 km, a to dopiero początek zmian

16-latek miał ukraść Lamborghini Urus i jeździć nim po mieście przez 16 godzin. Skończył na… ogrodzeniu

Francja walczy z aferą rejestracyjną. Ponad 1 mln aut mogło dostać lewe papiery



