⏱️ 4 min.

Xiaomi SU7 zrobiło 265 tys. km w 18 miesięcy. Jak zniósł to akumulator?

Zdjęcie autora artykułu

Tomasz Nowak

05-02-2026 09:02
Xiaomi SU7 przebił Teslę w Chinach. I to nie jest jednorazowy wyskok

Elektryk z przebiegiem ponad 265 000 km zwykle budzi jedno pytanie: ile baterii zostało, a ile jest już tylko wspomnieniem? Tu odpowiedź ma być zaskakująco spokojna: w jednym z egzemplarzy Xiaomi SU7 po takim dystansie miało zostać 94,5% pierwotnej pojemności. Brzmi jak materiał na legendę, więc warto od razu: to pojedynczy przypadek i nietypowe użytkowanie, ale i tak daje do myślenia.

Jeśli to rzeczywiście prawda, Xiaomi może mieć w rękach argument, którego nie da się „zaktualizować” marketingiem. Retencja pojemności po dużym przebiegu to rzecz, która interesuje nie tylko pierwszego właściciela, ale przede wszystkim kolejnych.

94,5% po 265 000 km: co dokładnie wiadomo?

Mowa o Xiaomi SU7 w wersji Pro z napędem na tył (RWD), czyli odmianie pozycjonowanej raczej pod zasięg niż fajerwerki na światłach. W tym konkretnym przypadku po ponad 265 000 km pojemność baterii miała wynosić 94,5% wartości początkowej. Istotny szczegół: diagnostyka miała zostać wykonana przez pracowników producenta. To nie dyskwalifikuje wyniku, ale każe zachować chłodną głowę, bo sposób liczenia „pojemności” bywa różny (brutto, netto, z buforem, bez bufora).

CATL w tle i bateria Shenxing: dlaczego to może mieć sens

Za pakiet trakcyjny odpowiada CATL, czyli największy dostawca baterii do aut na prąd, kojarzony z dopracowanymi rozwiązaniami w skali masowej. Xiaomi SU7 ma 400-woltową baterię litowo-żelazowo-fosforanową (LFP) z rodziny Shenxing. W tej wersji pakiet jako nowy miał pojemność 94,3 kWh. To ważne, bo LFP zwykle kojarzy się z dobrą trwałością i odpornością na intensywne użytkowanie, choć nie jest to „magiczna tarcza” na każdy scenariusz. Do tego CATL oferuje Shenxing jako gotowy pakiet, a nie same ogniwa, więc część „układanki” (integracja, chłodzenie, zabezpieczenia) przychodzi już jako komplet.

Gdzie może tkwić sekret żywotności?

Nawet najlepszy dostawca nie załatwia wszystkiego. Minimalna degradacja może sugerować, że Xiaomi dobrze ogarnęło to, co w codziennym życiu baterii robi różnicę: sterowanie temperaturą i ładowaniem. Czyli system zarządzania baterią (BMS) i system zarządzania temperaturą (TMS). Pytanie, kto trzymał ster: Xiaomi czy CATL. CATL potrafi dostarczać nie tylko ogniwa, ale też całe rozwiązania „pod klucz”. W praktyce dla kierowcy mniej ważne jest, kto napisał linijki kodu, a bardziej to, czy auto nie gotuje baterii przy byle okazji (ani zimą, ani latem).

Dlaczego ten wynik trzeba czytać z rezerwą?

To wciąż próba wielkości „jeden samochód”. Do tego przebieg został zrobiony w około 18 miesięcy, co wygląda na użytkowanie komercyjne w usługach mobilności i na długich trasach. Jednocześnie degradacja zależy nie tylko od kilometrów, ale też od czasu. Innymi słowy: wysoki przebieg w krótkim okresie nie zawsze „starzeje” baterię tak samo, jak mniejszy przebieg rozciągnięty na lata.

„Jak to liczą?” – dwa techniczne haczyki, o które kłócą się kierowcy

Jeden z komentujących zwrócił uwagę na kluczową pułapkę interpretacyjną:

Najpierw trzeba wiedzieć, jak to mierzą: można podawać spadek względem pojemności bez bufora albo liczyć to do pojemności netto. Tak czy inaczej – wynik robi wrażenie. I pozostaje pytanie, czy bateria jest bardziej wrażliwa na wiek, czy na liczbę kilometrów.

Drugi wątek to klasyczne „400 V kontra 800 V”, które często jest rozumiane zbyt dosłownie:

To nie jest tak, że ogniwa są 400-woltowe albo 800-woltowe – pojedyncze ogniwo i tak pracuje w okolicach kilku woltów, a resztą zarządza elektronika. Wyższe napięcie w aucie pomaga dostarczyć duży prąd ładowania przez cieńsze kable i z mniejszymi stratami, ale wpływ na trwałość zależy też od relacji mocy ładowania do pojemności baterii, czyli od tzw. C.

To ważne doprecyzowanie, bo sama etykietka „800 V” nie mówi jeszcze, jak brutalnie auto traktuje ogniwa. Liczy się realna moc, temperatura, profil ładowania i to, czy wszystko jest trzymane w ryzach.

Co z tego wynika dla rynku wtórnego?

Jeśli podobne wyniki zaczną się powtarzać, Xiaomi SU7 może zyskać coś cenniejszego niż „pierwszy zachwyt”: wiarygodność w temacie trwałości baterii. Dla kupującego używany samochód elektryczny najważniejsze są dwie rzeczy: realny zasięg i przewidywalność spadku pojemności. Na razie to jednak dopiero sygnał, a nie wyrok. Pojedynczy egzemplarz może być świetny, bo miał dobre warunki pracy i rozsądne ładowanie. Drugi może dostać inne życie i inną historię.

Ale jedno jest pewne: 94,5% po 265 000 km to wynik, obok którego trudno przejść obojętnie, nawet jeśli trzymasz w kieszeni linijkę do mierzenia marketingu.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Tomasz Nowak

Fotograf i podróżnik na czterech kołach (czasem dwóch). Aparat w jednej ręce, kierownica w drugiej – to moje motto.

© 2026 MotoGuru.pl