Xiaomi szybko zbudowało rozpoznawalność na chińskim rynku aut elektrycznych, ale sukces sprzedażowy nie oznacza jeszcze sukcesu finansowego. Z danych za pierwszy kwartał roku finansowego 2026 wynika, że motoryzacyjna część biznesu nadal generuje duże straty, mimo rosnących dostaw.
Xiaomi ma już pół miliona sprzedanych aut, ale bilans nadal boli
Xiaomi Group pokazało wyniki finansowe za pierwszy kwartał roku finansowego 2026, który rozpoczął się w kwietniu. To ważny moment dla firmy, bo jej dział samochodów elektrycznych jest wciąż bardzo młody – powstał w 2021 roku, a pierwszy model, sedan Xiaomi SU7, trafił na rynek w 2024 roku.
Sam start był mocny. SU7 szybko zdobyło popularność w Chinach, później do gamy dołączył SUV o nazwie YU7, a pod koniec poprzedniego roku Xiaomi przekroczyło granicę 500 tys. sprzedanych samochodów. Dla producenta znanego wcześniej przede wszystkim ze smartfonów, elektroniki użytkowej i sprzętu domowego to wynik, którego wielu konkurentów mogłoby pozazdrościć.
Problem w tym, że skala sprzedaży na razie nie przekłada się na pieniądze. Samochodowy biznes Xiaomi razem z działem rozwoju sztucznej inteligencji miał osiągnąć 19,9 mld yuanów przychodów, czyli ok. 10,98 mld zł. Jednocześnie wykazał stratę operacyjną na poziomie 3,1 mld yuanów, czyli ok. 1,71 mld zł.
Strata na jednym aucie jest znacznie wyższa niż rok wcześniej
W pierwszym kwartale 2026 roku Xiaomi dostarczyło 80 856 samochodów. To oznacza wzrost dostaw o 6,6%., ale jednocześnie pokazuje, jak kosztowna jest dla firmy budowa pozycji w branży motoryzacyjnej.
Xiaomi traciło w tym okresie ok. 27 740 juanów (ok. 14 820 zł) na każdym sprzedanym aucie. Rok wcześniej strata na samochodzie wynosiła 6 497 juanów (ok. 3 470 zł). To wyraźny sygnał, że zwiększanie wolumenu nie rozwiązuje automatycznie problemu rentowności. W motoryzacji sama sprzedaż aut to dopiero część układanki – szczególnie wtedy, gdy producent równolegle inwestuje w produkcję, rozwój technologii, logistykę, sieć obsługi i kolejne modele.
Niższa marża, droższe komponenty i mniej aut z wyższej półki
Xiaomi wskazuje kilka powodów pogorszenia wyniku. Jednym z nich ma być spadek dopłat przy zakupie samochodów. Drugi czynnik to niższy udział dostaw wersji SU7 Ultra, która ma wyższą marżę niż pozostałe odmiany modelu. Do tego dochodzą rosnące koszty najważniejszych komponentów.

fot. Xiaomi
W samochodach elektrycznych szczególnie mocno ważą elementy układu napędowego, elektronika, akumulatory i systemy sterowania. Jeśli ich ceny rosną, producent może mieć problem z utrzymaniem rentowności bez podnoszenia cen aut, a to w Chinach nie jest łatwe. Marża Xiaomi spadła z 23,2 do 20,1%.. To nadal poziom, który sam w sobie nie wygląda dramatycznie, ale w zestawieniu z dużymi nakładami operacyjnymi pokazuje, że firma pozostaje w fazie kosztownej ekspansji.
Europa ma być kolejnym testem dla SU7 i YU7
Xiaomi zapowiedziało wejście do Europy w 2027 roku. Na Stary Kontynent mają trafić dwa modele: SU7 i YU7. To naturalny kierunek ekspansji, ale zarazem znacznie trudniejszy niż rynek macierzysty. W Europie ten producent z Państwa Środka będzie musiał mierzyć się nie tylko z Teslą, BYD-em, Volkswagenem, Hyundaiem czy Kią, lecz także z rosnącą ostrożnością wobec chińskich producentów.
Do tego dochodzą regulacje, cła, homologacja, serwis, części zamienne i budowa zaufania do marki w segmencie, w którym klienci oczekują czegoś więcej niż dobrej specyfikacji na papierze. Dla Xiaomi kluczowe będzie więc nie tylko utrzymanie zainteresowania modelami, ale też udowodnienie, że potrafi sprzedawać samochody bez dokładania ogromnych pieniędzy do każdego egzemplarza.
Smartfony można zmieniać co kilka lat bez większego dramatu; z autem za dużo większe pieniądze cierpliwość klientów i inwestorów bywa krótsza.
Chiński sukces sprzedażowy nie gwarantuje jeszcze globalnego zwycięstwa
Historia Xiaomi dobrze pokazuje, jak wymagający jest rynek samochodów elektrycznych. Nowi producenci mogą szybko zdobyć uwagę klientów, zwłaszcza jeśli oferują efektowny design, mocne osiągi i konkurencyjną cenę. Rentowność wymaga jednak czegoś więcej: stabilnej produkcji, kontroli kosztów i skali, która nie jest kupowana za wszelką cenę.
Na razie Xiaomi ma mocny start, dużą rozpoznawalność i modele, które wzbudzają zainteresowanie także poza Chinami. Ma też bardzo konkretny problem: im więcej sprzedaje, tym wyraźniej widać, jak drogie jest wejście do motoryzacji. Europejski debiut w 2027 roku może więc być dla marki nie tylko ekspansją, ale również testem, czy samochodowy projekt Xiaomi zacznie zbliżać się do realnej rentowności.






