Zamiast debiutu pojazdów wodorowych, Stellantis położył im kres

Rzeczywistość zweryfikowała niejedngo producenta hucznie zapowiadającego pełną elekryfikację gamy. Na swoich ambitnych planach przejechał się także Stellantis, który miał niebawem rozszerzyć ofertę samochodów dostawczych o warianty wyposażone w napęd wodorowy.
Miały być narodziny, a skończyło się pogrzebem. Przedstawiciele firmy Stellantis doszli do wniosku, że może i wodór ma przyszłość, ale nie w tej dekadzie. Olśnienie nastąpiło przed planowanym uruchomieniem produkcji aut dostawczych. Zamiast nowej gamy, jest zakończenie programu FCEV (Fuel Cell Electric Vehicle). Modele z linii Pro One miały być wytwarzane w Gliwicach i francuskiej miejscowości Hordain.
Dlaczego Stellantis wycofuje się z wodoru?
Powody są prozaiczne – kuleje infrastruktura do tankowania wodoru, co jest szczególnie dotkliwe w przypadku pojazdów flotowych, wykorzystywanych z dużą częstotliwością. Do tego dochodzą wysokie koszty inwestycji zarówno po stronie producenta, jak i klienta. Obrazu nędzy i rozpaczy dopełnia czynnik skrywający się pod hasłem “słabe bodźce zakupowe” – rynkowe i systemowe.
Krótko mówiąc: technologia może i działa, ale rynek nie jest na nią gotowy. Jean-Philippe Imparato, dyrektor operacyjny Stellantis Europe, powiedział wprost:
W sytuacji, gdy firma podejmuje działania mające na celu dostosowanie się do rygorystycznych przepisów dotyczących emisji CO2 w Europie, Stellantis podjął decyzję o zaprzestaniu programu rozwoju technologii wodorowych ogniw paliwowych. Rynek wodoru pozostaje segmentem niszowym, bez perspektyw na średnioterminową stabilność ekonomiczną. Musimy podejmować jasne i odpowiedzialne decyzje, aby zapewnić naszą konkurencyjność i spełnić oczekiwania klientów dzięki ofensywie w zakresie elektrycznych i hybrydowych samochodów osobowych oraz lekkich pojazdów użytkowych.
Miało być tak pięknie…
Jeszcze na początku 2024 roku koncern planował ofensywę na całego: miało powstać “aż” (buda ta sama i podmienione znaczki…) osiem wariantów vanów FCEV – od Citroëna E-Jumpy, przez Fiata E-Ducato, po Peugeota E-Boxera. Część z nich miała bazować na ogniwach dostarczanych przez Symbio – spółkę joint venture, w której Stellantis posiada 1/3 udziałów. Wtedy mówiono o „utrzymaniu pozycji lidera w technologii wodorowej”. Teraz narracja przybrała nieco innego wydźwięku, ale wciąż pozostaje owiana korporacyjną nowomową – „konieczna jest koncentracja na realnych możliwościach wdrożeniowych”.
A co z Symbio?
Stellantis rozważa, jak wyjść z sytuacji z jak najmniejszymi stratami. Michelin – współwłaściciel Symbio – podobno był zaskoczony decyzją. Cała zmiana może negatywnie odbić się na zatrudnieniu w samej spółce technologicznej.
W zakładach produkcyjnych Stellantis – w tym w Gliwicach – nie przewiduje się zwolnień. Pracownicy zaangażowani w projekt FCEV zostaną przesunięci do innych zadań, prawdopodobnie związanych z elektromobilnością.
Te słowa dobrze się zestarzały
Jeszcze w 2021 roku sam Carlos Tavares (ówczesny CEO) mówił, że stawianie na wodór to znak, że ktoś przespał rozwój „klasycznych” aut elektrycznych. Patrząc z tej perspektywy, wodorowy epizod Stellantisa był bardziej opcją zabezpieczającą niż strategicznym zwrotem.
Historia zatoczyła koło
Ironia polega na tym, że zaledwie kilka miesięcy wcześniej Stellantis zorganizował w Rüsselsheim międzynarodową prezentację całej gamy Pro One – odświeżonych vanów Citroëna, Fiata, Peugeota, Opla i Vauxhalla, w tym także w wariantach wodorowych. Zapowiadano przełom: drugą generację technologii FCEV, rozszerzenie oferty na duże auta dostawcze, do 500 km zasięgu z 5-minutowym cyklem tankowania. Materiały prasowe mówiły o „niezrównanych możliwościach” i „liderze bez kompromisów”. Z kolei w planie strategicznym Dare Forward 2030 wpisano hasło o dominacji w segmencie zeroemisyjnych vanów do 2027 roku.
Dziś wiemy, że wspomniane plany miały swój rychły i przedwczesny koniec. Od marcowej deklaracji ofensywy na całego i snucia wizji o dominacji rynkowej w segmencie pojazdów dostawczych o napędzie wodorowym, przeszliśmy do lipcowego obwieszczenia. Obwieszczenia o tym, że na projekcie postawiono krzyżyk…
Co dalej?
Stellantis nie rezygnuje z zeroemisyjności – wręcz przeciwnie. Inwestycje zostaną skoncentrowane na autach elektrycznych i hybrydowych, których rozwój jest dziś nieporównywalnie bardziej opłacalny, zwłaszcza w kontekście norm CO₂ w Europie.
Choć wycofanie się z wodoru wygląda na „odwrót w ostatniej chwili”, może być po prostu logicznym posunięciem – zamiast trwać w drogim, nieskalowalnym projekcie, firma przenosi siły tam, gdzie są realne efekty.
Konkurencja nie śpi
Toyota, Hyundai, BMW, Honda czy Renault nadal inwestują w wodór. Ale nawet one przesuwają jego zastosowanie głównie na transport ciężki lub eksperymentalny. W segmencie lekkich aut dostawczych Stellantis nie widzi dziś sensu uczestnictwa w wyścigu, w którym nikt jeszcze nie przekroczył nawet linii startu. O mecie nie wspominając…
Podsumowanie
Stellantis wycofał się ze świata wodoru, nim zdążył postawić w nim pierwszy krok. To wynik chłodnej, racjonalnej i całkowicie zrozumiałej decyzji w kontekście ekonomii i dostępności infrastruktury. W grze pozostają elektryki i hybrydy – i to one będą podstawą europejskiej strategii koncernu przez najbliższe lata. Firma koncentruje się obecnie na strategii mającej na celu minimalizację poniesionych strat.
O autorze
Mateusz Struk
Najnowsze

Mimo krytyki, Verstappen skoncentrowany na wynikach w 2026

Volkswagen obniżył ceny Polo. Najtańszy wariant to koszt 65 990 zł

Ferrari 499P na sezon WEC 2026. Mniej rewolucji, więcej precyzyjnych poprawek

Mekies podsumował: Mocny debiut Hadjara. Red Bull musi gonić Mercedesa i Ferrari



