Światła dzienne w deszczu i po zmroku? Prosty sposób na mandat

Światła do jazdy dziennej wyglądają efektownie, oszczędzają żarówki i prąd, a w wielu autach stały się wręcz elementem biżuterii. Problem zaczyna się w momencie, gdy kierowca postanowi zostawić je włączone także w deszczu, mgle albo po zmroku. Wtedy z „fajnego dodatku” robi się przepis na mandat i realne zagrożenie na drodze – szczególnie wtedy, gdy tył auta pozostaje kompletnie niewidoczny.
Światła do jazdy dziennej służą dokładnie do tego, co sugeruje ich nazwa – do jazdy w dzień, przy dobrej przejrzystości powietrza. Nie są żadną „lepszą wersją” świateł mijania, tylko ich zamiennikiem w ściśle określonych warunkach. DRL pozwalają ograniczyć zużycie żarówek czy palników i delikatnie zmniejszyć zużycie paliwa lub energii, ale to wciąż tylko narzędzie, które trzeba umieć stosować. Jak wskazał ustawodawca, w przepisach znalazł się bardzo prosty zapis dotyczący tego, kiedy można włączyć światła dzienne zamiast mijania:
Kierujący pojazdem ma obowiązek używać świateł mijania podczas jazdy w warunkach normalnej przejrzystości powietrza. W czasie od świtu do zmierzchu, przy normalnej przejrzystości powietrza, dopuszczono używanie świateł do jazdy dziennej zamiast świateł mijania.
To oznacza w praktyce, że każda sytuacja, w której widoczność się pogarsza – czy to przez deszcz, mgłę, śnieg, czy nawet gęstą mżawkę – powinna automatycznie skojarzyć się kierowcy z jednym ruchem: przestawieniem przełącznika na światła mijania.
Kiedy DRL przestają wystarczać: deszcz, mgła, zmrok
W chwili, gdy pojawiają się opady albo robi się ciemno, światła dzienne przestają spełniać swoją rolę. To nie jest oświetlenie „na każdą okazję”, tylko rozwiązanie na suche, jasne dni. Jak podkreślił ustawodawca, w takich warunkach obowiązują inne zasady:
W przypadku zmniejszonej przejrzystości powietrza – na przykład podczas mgły, opadów deszczu lub z innych przyczyn – kierujący pojazdem powinien włączyć światła mijania albo przednie światła przeciwmgłowe lub oba te rodzaje świateł jednocześnie.
Światła do jazdy dziennej nie oświetlają drogi, tylko sprawiają, że pojazd staje się widoczny z przodu. W dodatku w większości obecnie stosowanych rozwiązań tył samochodu przy włączonych DRL pozostaje kompletnie ciemny. Dlaczego tylu kierowców jeździ bez właściwego oświetlenia? Przyczyna numer jeden to zwykłe rozkojarzenie. W codziennym ruchu kierowca ma na głowie korki, nawigację, telefon, pasażerów, a dodatkowo zmieniające się warunki pogodowe. Włączenie świateł po prostu wypada z listy rzeczy do zrobienia. Dotyczy to zarówno aut, które światła dzienne mają, jak i takich, które ich wcale nie posiadają – brak nawyku zostaje ten sam. Kolejny problem zaczyna się w momencie, gdy samochód nie ma czujnika zmierzchu ani deszczu. W takim modelu światła mijania nie włączą się samoczynnie, nawet jeśli auto ma efektowny układ DRL. W praktyce oznacza to, że kierowca musi świadomie przestawić przełącznik w momencie, gdy warunki się pogarszają. A to, jak pokazuje codzienność na drogach, wcale nie jest takie oczywiste. W efekcie właściciele kilkuletnich aut marek Kia, Hyundai i Toyota stosunkowo często poruszają się w deszczu albo po zmroku bez właściwego oświetlenia, polegając wyłącznie na światłach dziennych.
Do tego dochodzi jeszcze efekt „świecącej deski”. W wielu współczesnych samochodach podczas używania świateł do jazdy dziennej zegary i ekran centralny są wyraźnie podświetlone. Kierowca patrzy na rozjaśniony kokpit i automatycznie zakłada, że wszystko jest w porządku – że światła mijania już działają. Tymczasem wciąż świecą tylko DRL, a tył samochodu pozostaje niewidoczny. Swoje dokłada także rotacja aut, typowa np. dla flot firmowych. W jednym samochodzie światła automatyczne włączają się same, w następnym trzeba pamiętać o pokrętle na manetce. Kierowca przesiadający się z samochodu do samochodu łatwo gubi się w tych różnicach, a przepisy nie interesują się tym, jak bardzo skomplikowany był panel sterowania.
Co grozi za jazdę na niewłaściwych światłach?
Przepisy nie pozostawiają tutaj pola do interpretacji – nieprawidłowe używanie świateł kończy się mandatem i punktami karnymi. Taryfikator wyraźnie rozróżnia kilka sytuacji:
- jazda w ciągu dnia bez wymaganych świateł – mandat w wysokości 100 zł;
- jazda w warunkach zmniejszonej przejrzystości powietrza (np. deszcz, mgła) bez właściwego oświetlenia – 200 zł mandatu i 2 punkty karne;
- jazda od zmierzchu do świtu bez włączonych świateł – 300 zł mandatu i 6 punktów karnych.
Na tym jednak problem się nie kończy. Kara finansowa i punkty karne są bolesne, ale wciąż mniej dotkliwe niż konsekwencje wypadku spowodowanego tym, że ktoś w deszczu „jechał na dziennych” i był praktycznie niewidoczny z tyłu. Szczególnie na nieoświetlonych drogach poza miastem, przy wyższych prędkościach, różnica między jasno świecącymi lampami tylnymi a ich brakiem staje się kwestią bezpieczeństwa, a nie wygody. Policja wielokrotnie podkreślała w komunikatach, że kontrole oświetlenia nie są złośliwością ani „polowaniem na mandaty”, tylko prostym narzędziem do poprawy bezpieczeństwa na drodze. Policja zaznaczyła, że:
Prawidłowe używanie świateł – w tym rezygnacja ze świateł dziennych na rzecz mijania w deszczu i po zmroku – znacząco zmniejsza ryzyko wypadku.
O autorze
Andrzej Kopeć
Najnowsze

Kia K4 Sportswagon to mocno wyrośnięty następca Ceeda. Co oferuje?

Takiego Renault jeszcze nie było. Filante wjeżdża jako globalny flagowiec, ale Europę omija szerokim łukiem

Mercedes odświeża klasę S na grubo: wracają V8 z „płaskim” wałem i pojawi się nowy system MB.OS

Alfa Romeo przesuwa Giulię i Stelvio. Nowe generacje dopiero w 2028, ale Quadrifoglio wraca do gry



