Są auta, które zapisują się w historii wynikami. I są takie, które zmieniają zasady gry tak skutecznie, że reszta branży przez lata udaje, iż „to było do przewidzenia”. Bugatti Veyron należał do tej drugiej grupy, a teraz dostał hołd w wersji, która nie zna słowa „wystarczy”.
To nie jest nowy model w gamie i nie jest też zapowiedź kolejnej epoki. To pojedynczy egzemplarz o nazwie Bugatti Veyron FKP Hommage, przygotowany w ramach programu Solitaire i zrobiony po to, by przypomnieć, komu Veyron zawdzięcza istnienie: Ferdinandowi Karlowi Piëchowi.
Solitaire wraca, a Veyron dostaje pomnik na kołach
Veyron FKP Hommage to druga realizacja programu Bugatti Solitaire. Założenie jest proste i bezwstydnie elitarne: powstaje jeden samochód, dopieszczony do granic rozsądku, z jasnym motywem przewodnim. Tym razem motywem jest Veyron, ale w wersji „pamiętam, skąd jestem, tylko mam dziś więcej do powiedzenia”. Bugatti celebruje też szerszą opowieść: dwie dekady od debiutu produkcyjnego Veyrona i fakt, że Piëch oraz Volkswagen wskrzesiły markę po latach marazmu. Rynek hipersamochodów dostał wtedy zimny prysznic. 
W16: 1600 KM i finał pewnej ery
Oryginalny Veyron był symbolem czterocyfrowej mocy: 1001 KM i prędkość maksymalna 407 km/h robiły w swoim czasie takie wrażenie, że konkurencja długo zbierała szczękę z podłogi. W FKP Hommage wszystkoidzie krok dalej. Silnik W16 w najmocniejszej drogowej odsłonie ma 1600 KM, co daje ponad 50% wzrostu względem pierwowzoru. Wg producenta to najmocniejszy W16, jaki kiedykolwiek trafił do auta drogowego.
To w praktyce ostatnia, najbardziej wyżyłowana wersja czteroturbodoładowanego układu W16, który Bugatti wykorzystywało także w modelach opartych na Chironie, jak Mistral i Super Sport 300+. Żeby to wszystko przeżyło własny moment obrotowy, dorzucono mocniejsze chłodzenie oraz wzmocnioną skrzynię biegów.
Wygląda znajomo, ale nic nie jest skopiowane
Z zewnątrz FKP Hommage ma być natychmiast rozpoznawalny jako „Veyron, ale w nieco współcześniejszym wydaniu”. W praktyce to samochód lekko przeprojektowany, a nie gruntownie przerysowany. Najbardziej widać to z przodu. Podkowiasta osłona chłodnicy jest szersza, trójwymiarowa i – tu akurat wchodzi rzemiosło na pełnej – wyfrezowana z litego aluminium.
Do tego dochodzą większe wloty powietrza, które mają dyskretnie karmić bardziej łakomy silnik. Malowanie też jest ukłonem: czerwień i czerń nawiązują do konceptu Veyrona z 2003 roku, ale z nowoczesnym podejściem do efektu głębi. Czerwony lakier leży na srebrnej bazie, a czarny to odsłonięte włókno węglowe z przyciemnianym lakierem bezbarwnym. Do kompletu są większe koła i współczesne opony Michelin. 
W środku mniej skóry, więcej krawiectwa i… zegarek w desce
Zamiast kabiny obszytej skórą od podłogi po podsufitkę, w Bugatti pojawiają się indywidualnie tkane tkaniny opracowane w Paryżu. Efekt ma być cieplejszy i bardziej „szyty na miarę”, a nie jak salon luksusowych torebek przerobiony na wnętrze auta. Są też elementy, które brzmią jak dowcip, dopóki nie zrozumiesz, że tu nikt nie żartuje.
Kierownica oraz aluminiowa konsola środkowa są obrabiane z jednego bloku materiału. A w desce rozdzielczej umieszczono zegarek Audemars Piguet Royal Oak Tourbillon o średnicy 41 mm, mechanicznie napędzany przez samochód. Jeśli ktoś szuka wielkich ekranów i multimediów, które zestarzeją się szybciej niż komplet opon po dniu na torze, może przestać. W tej konfiguracji nie ma cyfrowych ekranów systemu rozrywki – to świadomy wybór. 
To nie zapowiedź nowego Bugatti. Następca i tak nazywa się Tourbillon
FKP Hommage nie ma udawać wstępu do kolejnego rozdziału. Bugatti jasno stawia sprawę: następnym całkowicie nowym hipersamochodem marki jest Tourbillon, a Veyron FKP Hommage ma po prostu przypomnić o legendzie, o której czasem zbyt łatwo się mówi jak o oczywistości. Veyron oczywisty nie był. I jeśli ten hołd ma sens, to właśnie po to, by przypomnieć, jak bardzo wyprzedzał swoje czasy.






















































