Boreham Motorworks przygotował oficjalnie licencjonowanego Forda Escorta Mk1 RS, który nie jest klasycznym restomodem. To zupełnie nowy samochód z numerem podwozia zatwierdzonym przez Forda, masą własną 895 kg i ceną od 295 000 funtów (ok. 1 454 378 zł) plus podatki.
Nowy Escort, ale bez cyfrowej waty
Najciekawszy w tym projekcie nie jest sam powrót kultowej nazwy, tylko sposób jej potraktowania. Boreham Motorworks buduje auto od zera, więc każdy egzemplarz zaczyna życie jako nowy pojazd, a nie jako przebudowany klasyk po demontażu i wielomiesięcznej terapii blacharskiej. To ważna różnica, bo Escort RS zachowuje wygląd i charakter samochodu z epoki, ale korzysta ze współczesnej inżynierii. Marka nazywa tę koncepcję kontynuacją dziedzictwa Mk1 Escorta, choć konstrukcyjnie idzie znacznie dalej niż typowy restomod. 
Silnik Ten-K robi tu największe zamieszanie
Opcjonalna jednostka Ten-K to wolnossący silnik czterocylindrowy o pojemności 2,1 litra. Osiąga 330 KM i wkręca się do 10 000 obr./min, co samo w sobie brzmi dziś jak mała prowokacja wobec ery turbosprężarek i filtrów emocji. Silnik waży 85 kg i ma indywidualne przepustnice, kute elementy wewnętrzne, lekkie koło zamachowe oraz wałki rozrządu napędzane paskiem.
Napęd trafia na tył przez pięciobiegową ręczną skrzynię z układem dog-leg. Przy masie własnej 895 kg Escort RS ma stosunek mocy do masy, który powinien zawstydzić wiele nowszych aut sportowych. Boreham nie podał jeszcze osiągów, ale połączenie 330 KM i tak niskiej masy raczej zapowiada emocje na wysokim poziomie.
Jest też spokojniejsza wersja Twin Cam
Dla kierowców, którzy chcą ukłonu w stronę oryginalnej receptury, Boreham przewidział także zmodernizowany silnik Twin Cam. Jednostka ma 1,8 litra pojemności, wtrysk paliwa i rozwija 185 KM. W tej odmianie moc trafia do kół przez czterobiegową ręczną skrzynię o prostych zębach. To wariant bliższy historycznemu klimatowi Escorta, choć nadal mocno przefiltrowany przez współczesne podejście do precyzji i wykonania. 
Analogowy, ale nie surowy jak rajdówka z szopy
Boreham zrezygnował ze wspomagania kierownicy, ABS-u i kontroli trakcji. Kierowca dostaje za to mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu oraz układ, który ma stawiać na bezpośrednie zaangażowanie zamiast elektronicznego asekurowania każdego ruchu. Podwozie obejmuje specjalną przednią ramę pomocniczą, zmienioną geometrię zawieszenia i tylny układ sześciowahaczowy.
Lekka tylna oś korzysta z aluminium i tytanu, a masa nieresorowana z tyłu ma być znacznie niższa niż w dawnych samochodach wyczynowych. Wnętrze może wciąż się podobać fanom klasyków. Escort RS ma dedykowane wskaźniki, wykończenie z karbonu i skóry, trójramienną kierownicę oraz dwa schowki na kaski w miejscu, w którym normalnie znajdowałaby się tylna kanapa.
Cena dla kolekcjonerów, nie dla nostalgików z ogłoszeń
Produkcja będzie ograniczona do 150 egzemplarzy na cały świat. Cena startuje od 295 000 funtów (ok. 1 454 378 zł) plus podatki. W Wielkiej Brytanii kwota z podatkami ma wynosić około 354 000 funtów (ok. 1 745 253 zł). To oznacza, że nowy Escort RS nie ma nic wspólnego z dawną dostępnością oryginalnych modeli RS. Tamten samochód budował legendę na drogach, torach i odcinkach rajdowych, a ten wraca jako kosztowna, ręcznie dopracowana interpretacja tej historii. 
Ford Escort Mk1 jako współczesny samochód z przeszłości
Mk1 Escort stał się ikoną dzięki startom w wyścigach, rajdach z lat 60. i 70. Boreham Motorworks nie próbuje więc dopisać legendy od nowa, tylko przenosi ją do świata, w którym podobne auta zwykle kończą jako eksponaty albo restomody dla bardzo cierpliwych klientów. Największą siłą tego projektu jest brak udawania nowoczesnego hot hatcha. Nowy Escort RS ma małą masę, tylny napęd, ręczną skrzynię i wysokoobrotowy wolnossący silnik, czyli zestaw, który współczesna motoryzacja wypycha na margines z godnością, ale dość konsekwentnie.






























