Gordon Murray S1 LM: analogowy supersamochód za ponad 70 mln zł

Gordon Murray Special Vehicles S1 LM to nie kolejny „hipersamochód z konfiguratora”, tylko zaproszenie do wejścia do garażu profesora Gordona Murraya i dokończenia projektu razem z nim. RM Sotheby’s wyceniło ten egzemplarz na kwotę przekraczającą 20 mln dolarów, czyli ponad 72 mln zł, a w pakiecie z autem idzie coś, czego nie kupi się żadną kartą kredytową: udział w tworzeniu najważniejszego analogowego supersamochodu XXI wieku.
S1 LM jest pierwszym i najważniejszym projektem powołanej w 2024 roku dywizji Gordon Murray Special Vehicles. Limit do pięciu sztuk, centralna pozycja za kierownicą, ręczna skrzynia i wolnossące V12 kręcące się do 12 100 obr./min – już same hasła brzmią jak mokry sen petrolheada. Ale za tym autem stoi dużo więcej: historia McLarena F1, zwycięstwo w Le Mans, obsesja lekkości i… osobista walka konstruktora z chorobą nowotworową.
Od McLarena F1 do S1 LM – jak powstał nowy „święty graal”
Na początku lat 90. McLaren poprosił inżyniera od swoich mistrzowskich bolidów Formuły 1 o coś z pozoru prostego: zaprojektuj auto drogowe. Gordon Murray przeniósł się z zespołu F1 do McLaren Cars i w 1991 roku ruszył projekt, który ostatecznie dał światu McLarena F1. Samochód otrzymał pierwszą w seryjnym aucie drogowym karbonową wannę, wnętrze z fotelem kierowcy na środku i drzwi unoszone do góry. Sercem F1 było wolnossące V12 BMW o mocy 627 KM. W połączeniu z zawstydzająco niską masą F1 osiągnął około 391 km/h, co do dziś pozostaje absurdalnym wynikiem jak na auto zaprojektowane „jako najlepszy samochód drogowy”.
Ferrari, Lamborghini czy Porsche z tamtych lat wyglądały przy nim jak ciekawostki z katalogu. Paradoks był taki, że Murray wcale nie chciał bić rekordów, a już na pewno nie planował auta wyścigowego. W końcu jednak uległ naciskom klientów i zespołów prywatnych – tak narodził się wyścigowy F1 GTR. W 1995 roku ten „przerobiony drogowy samochód” wygrał 24h Le Mans i dojechał jeszcze na 3., 4., 5. i 13. miejscu. To był nokaut na prototypach budowanych specjalnie pod ten wyścig. Na fali tego sukcesu Murray stworzył pięć sztuk McLarena F1 LM – drogowego hołdu dla samochodów, które zapisały się w historii Le Mans. Dziś uważane są za najbardziej pożądane wcielenie F1. S1 LM jest bezpośrednim, choć nieoficjalnym duchowym spadkobiercą tamtych aut.
Własna marka, własne zasady: GMA i narodziny Special Vehicles
W 2007 roku Gordon Murray założył własne biuro projektowe w Wielkiej Brytanii, które z czasem przekształciło się w producenta: Gordon Murray Automotive. To tam wprowadzono w życie jego siedem zasad projektowania aut, m.in. Driving Perfection, Lightweight, Engineering Art, A Return to Beauty czy Exclusivity. Na tej filozofii powstały modele T.50 i T.33 – drogowe samochody dla wtajemniczonych, z naciskiem na lekkość, analogowe wrażenia zza kierownicy i brak modnego, ale ciężkiego „elektro-dopingu”. Produkcja obu aut została ograniczona do 100 sztuk, bo Murray od początku zakładał, że marka ma pozostać „rzadkim dobrem”, a nie taśmowym dostawcą konfigurowalnych gadżetów.
W 2024 roku poszedł krok dalej i zainaugurował Gordon Murray Special Vehicles. Ta dywizja ma tworzyć rzeczy najbardziej wyjątkowe z wyjątkowych – powstające w mikroskopijnych seriach, projektowane niemal „pod nazwisko” klienta. Pierwszym projektem GMSV jest właśnie S1 LM, zaprezentowany podczas The Quail, A Motorsports Gathering w 2025 roku na zamówienie kolekcjonera, który chciał czegoś więcej niż „kolejnego T.50”. 
S1 LM – współczesna interpretacja F1 LM, ale rzeźbiona od nowa
S1 LM nawiązuje nazwą i ideą do McLarena F1 LM, ale nie jest prostą wariacją na temat T.50. Zespół Murraya potraktował T.50 raczej jako punkt wyjścia, który po serii zmian przestał być rozpoznawalny. Karbonowe nadwozie S1 LM ma wyraźnie mocniej napiętą i wyrzeźbioną powierzchnię, z mocnym „coke bottle” w partii środkowej. Sylwetka zwęża się w rejonie kabiny, co optycznie odciąża auto, a poszerzone błotniki mieszczą większe koła i opony, dając bardziej bojową, ale wciąż elegancką prezencję. Z tyłu logotyp S1 LM mruga do oryginalnego znaczka LM znanego z F1, ale „S” oznacza teraz Special, a „1” – pierwsze i najważniejsze auto z tej serii.
Powstanie tylko pięć egzemplarzy S1 LM, tak jak pięć sztuk F1 LM. Każdy z nich będzie inny – RM Sotheby’s wystawia pierwsze z tych aut i właściwie zaprasza klienta do stołu kreślarskiego. To dlatego dom aukcyjny mówi o „The Special One”, a nie po prostu o „kolejnym supersamochodzie na sprzedaż”.
Nowe V12 4,3 l Coswortha: ponad 700 KM przy 12 100 obr./min
Sercem S1 LM jest nowa, wolnossąca jednostka V12 o pojemności 4,3 litra, opracowana wspólnie z Cosworthem specjalnie do tego modelu. Silnik rozwija ponad 700 KM przy 12 100 obr./min i 501 Nm maksymalnego momentu, z czego aż 81% dostępne jest już przy 2500 obr./min. To motor zbudowany jak wyścigowa jednostka: ma lekkie tłoki pokryte węglikiem krzemu, tytanowe zawory, tytanowe korbowody i suchą miskę olejową. Niska bezwładność, wysoki limit obrotów i waga doprowadzona do ekstremum sprawiają, że ten V12 jest jednym z najlżejszych, najbardziej wkręcających się i najbardziej „gęstych” mocowo wolnossących silników montowanych w samochodzie drogowym. Ekspert związany z projektem podkreślił wprost:
Ten silnik powstał po to, żeby udowodnić, że wolnossące V12 wciąż może wyznaczać standardy, mimo ofensywy hybryd i elektryków.
Spaliny opuszczają komorę przez cztery końcówki układu wydechowego, wykonana z Inconelu, z domieszką 18-karatowego złota. To czytelne nawiązanie do McLarena F1, w którym złoto także pełniło rolę „kosmicznego” izolatora w komorze silnika. Co ważne, złota osłona obniża temperaturę o kolejne 20% względem typowych rozwiązań, co umożliwia ograniczenie dodatkowych ekranów cieplnych i lepsze wyeksponowanie samej mechaniki. 
Manualna skrzynia, centralny fotel i 957 kg masy docelowej
S1 LM jest od początku do końca samochodem dla kierowcy, nie dla algorytmów. Oferowany jest wyłącznie z sześciobiegową skrzynią manualną, w której obudowę zaczerpnięto z torowego T.50s Niki Lauda, a wnętrzności – z drogowego T.50. Zmodyfikowano wannę i zbiornik paliwa tak, by linki zmiany biegów mogły biec możliwie najprostszą drogą. Efekt? Krótkie, „karabinowe” skoki lewarka i bezpośrednie poczucie połączenia z mechaniką. Kierowca siedzi centralnie, z perfekcyjną widocznością i symetrią, która w normalnych samochodach pozostaje marzeniem. S1 LM ma docelowo ważyć zaledwie 957 kg – mówimy więc o samochodzie z mocą ponad 700 KM i masą poniżej tony. W czasach, gdy współczesne hipersamochody potrafią ważyć ponad 1800–2000 kg, to jest inna liga.
Karbon w wersji „naked” – walka o każdy gram
Gordon Murray od dekad powtarzał, że najtańszy sposób na poprawę osiągów to pozbycie się masy. W S1 LM tę obsesję doprowadził do ekstremum. Karbonowe panele nadwozia mają grubość zaledwie 0,6 mm, przy zachowaniu wymaganej sztywności i bezpieczeństwa. Uzyskano to dzięki zaawansowanym technikom produkcji włókna węglowego i precyzyjnej kontroli struktury laminatu. Spore fragmenty karoserii pozostawiono w formie „Naked Polish Carbon Fiber” – bez lakieru, z perfekcyjnie wypolerowaną strukturą włókna. To nie jest popis próżności, ale świadome zbicie masy o kolejne drobne jednostki.
Wnętrze też zostało „odchudzone”: nowy, lekki tunel środkowy, ręczny hamulec postojowy o konstrukcji rodem z motorsportu, minimalistyczny zestaw pedałów. Zespół wskaźników przykręcono bezpośrednio do karbonowej wanny za pomocą ażurowej struktury 3D drukowanej z egzotycznego stopu – ma wyglądać jak biżuteria, a ważyć tyle, co nic. Zrezygnowano z kamery tylnej i ekranu znanego z T.50, wracając do klasycznych lusterek na słupkach A. Nawet opuszczane szyby zastąpiono „biletowymi okienkami” z poliwęglanu. Każda z tych decyzji to gram, dwa, pięć – ale na końcu sumują się, co też robi różnicę.
Aerodynamika cyfrowa, projekt analogowy
Choć S1 LM jest definicją analogowego samochodu kierowcy, jego aerodynamika to już głęboki XXI wiek. Bryłę auta dopracowano najpierw cyfrowo, korzystając z zaawansowanych symulacji CFD. Analizowano przepływ powietrza w każdym fragmencie nadwozia, szukając idealnej równowagi między dociskiem a oporem. Co ważne, S1 LM jako pierwszy samochód GMA/GMSV ma przejść pełnowymiarowe testy w tunelu aerodynamicznym. Nabywca licytowanego egzemplarza otrzyma zaproszenie, by być świadkiem tego etapu – zobaczyć, jak auto „pracuje” w strumieniu powietrza i jak drobne korekty przekładają się na stabilność przy prędkościach, przy których wiele samochodów już dawno „płynie” zupełnie bez gracji. Klient będzie mógł też wpływać na ustawienia zawieszenia oraz kalibrację tylnego skrzydła. To nie będzie zwykła „jazda testowa”, ale praca nad tym, by auto zachowywało się dokładnie tak, jak życzy sobie właściciel – czy będzie chciał neutralne, bezpieczne zachowanie, czy lekko nadsterowny charakter rodem z toru.
Wnętrze jak rzeźba
Kabina S1 LM pozostaje bardzo funkcjonalna, ale każdy detal zaprojektowano tak, by cieszył oko fana inżynierii. Proporcje kokpitu podporządkowano centralnej pozycji kierowcy, a dookoła niej rozmieszczono kluczowe przełączniki i wskaźniki, żeby ograniczyć rozpraszanie. Na kierowcę czekają rozwiązania typowo „torowe”: GPS-owy rejestrator okrążeń, stoper oraz system map torów, który pozwala analizować przejazdy. Ale najbardziej spektakularny detal kryje się w gałce zmiany biegów. W jej sercu osadzono rzadki kryształ kwarcowy wydobywany tylko w wybranych regionach Pakistanu. W jego wnętrzu znajdują się mikroskopijne kieszenie oleju w stanie ciekłym, zamknięte tam miliony lat temu. Kryształ oszlifowano w kształt kropli i zamieniono w „szlachetny kamień” na szczycie lewarka. Jak zauważył jeden z członków zespołu projektowego:
Ten kryształ miał symbolizować czystość i niezmienność, dokładnie taką, jaką ma mieć doświadczenie jazdy S1 LM.
To mocno w kontrze do masowej motoryzacji, w której samochód jest coraz częściej abonamentem do oprogramowania, a nie mechanicznie pięknym przedmiotem. 
Auto, które pomogło przetrwać chorobę – osobisty projekt Murraya
Dla Gordona Murraya S1 LM nie jest wyłącznie kolejnym projektem z tabelki. Pracował nad nim w trakcie terapii onkologicznej i przyznał, że właśnie ten samochód pomógł mu przejść przez najtrudniejszy etap życia. Dziś patrzy na S1 LM jak na motoryzacyjny symbol własnej odporności. To nadaje temu autu wymiaru, którego nie da się wpisać w specyfikację techniczną. W świecie, w którym wiele hipersamochodów powstaje głównie jako narzędzia do pompowania wyników finansowych, S1 LM jest zamkniętą w karbonie osobistą historią konstruktora.
RM Sotheby’s: cena powyżej 20 mln dolarów i podróż, której nie da się powtórzyć
RM Sotheby’s wystawiło pierwsze z pięciu S1 LM w formie niezwykle nietypowej oferty. Katalog wycenia samochód na kwotę przekraczającą 20 mln dolarów, czyli ponad 72,7 mln zł. Równolegle podano wartość „powyżej” 17 mln euro (ok. 71,9 mln zł przy kursie 4,2274 zł) oraz 15 mln funtów (ok. 71,8 mln zł przy kursie 4,7854 zł). Kupujący nie licytuje gotowego auta, które stoi na placu. Przystępuje raczej do dwuetapowej przygody. Po wygraniu licytacji podpisze umowę sprzedaży bezpośrednio z Gordon Murray Special Vehicles, a później zacznie się właściwy etap – współtworzenie samochodu.
Konfigurator? Nie tutaj. Będziesz współprojektantem
Zamiast rozsyłanego mailem linku do konfiguratora, właściciel S1 LM ma wziąć udział w realnym procesie rozwoju auta. Będzie zapraszany na testy rozwojowe, gdzie da własne uwagi co do prowadzenia, charakterystyki zawieszenia i ogólnego „feelingu” samochodu. W ramach tej drogi klient ma rozmawiać nie tylko z inżynierami, ale też z Dario Franchittim – trzykrotnym zwycięzcą Indianapolis 500 i czterokrotnym mistrzem IndyCar, który pełni funkcję Executive Product and Brand Directora w Gordon Murray Group. Oczywiście w pakiecie jest też osobisty kontakt z samym Murrayaem, który ma pomóc dopiąć specyfikację „pod człowieka, nie pod Excela”. Na koniec właściciel otrzyma 500-stronicowy album poświęcony wyłącznie S1 LM, z fotografiami, danymi technicznymi oraz skanami oryginalnych szkiców i notatek z dzienników konstruktora. To ma być dokumentacja jedynej takiej podróży – od pierwszych kresek po gotowe auto.
Nieafiliowane z McLarenem, ale wierne jego duchowi
Formalnie S1 LM jest projektem Gordon Murray Special Vehicles i nie ma żadnego oficjalnego związku z McLaren Group czy McLaren Automotive. To ważne z punktu widzenia prawnego i wizerunkowego, ale dla fana liczy się coś innego: duch auta. S1 LM nawiązuje do McLarena F1 i F1 LM nie logo na masce, ale filozofią. Ma centralną pozycję za kierownicą, wolnossące V12, manualną skrzynię, masę poniżej tony i obsesję na punkcie lekkości.
Broni analogowej szkoły jazdy w świecie, który coraz chętniej oddaje kierownicę systemom jazdy autonomicznej. W opinii ludzi blisko związanych z projektem S1 LM ma być „najpełniejszą interpretacją” idei, która narodziła się przy okazji McLarena F1 i zwycięstwa w Le Mans w 1995 roku. To nie jest auto „dla wszystkich bogatych”. To samochód dla kogoś, kto 30 lat temu marzył, by być częścią tamtego programu, i dziś ma ostatnią szansę, żeby coś podobnego przeżyć – tym razem nie z trybun, ale zza centralnie umieszczonej kierownicy.
O autorze
Jan Pacuła
Najnowsze

Mercedes GLB 2026 już dostępny w Polsce. Ile kosztuje?

Alfa Romeo stawia wszystko na kompaktową ofensywę: Giulietta wraca, Giulia i Stelvio poczekają

Toyota Land Cruiser Mild-hybrid 48V już w Polsce. Cena, dane i szczegóły wersji Executive

Nowa Kia Seltos rusza na Europę. Cel? Klienci VW T-Roca










