⏱️ 6 min.

Lamborghini LM002 kombi: jednorazowy prototyp Urusa z Brunei

Zdjęcie autora artykułu

Jan Pacuła

02-12-2025 08:12
Lamborghini LM002 kombi: jednorazowy prototyp Urusa z Brunei

Jeśli ktoś uważał, że Lamborghini LM002 było już wystarczająco szalone, ten egzemplarz z Brunei udowadnia, że granice absurdu da się przesunąć jeszcze dalej. Jedyny na świecie LM002 przerobiony na podwyższone kombi przez Salvatore Diomante powstał dla sułtana Brunei, później trafił do byłego szefa BMW i Volkswagena, a na końcu woził dzieci do szkoły w Szwecji. Teraz ten srebrny potwór z silnikiem V12 z Countacha celuje ceną w okolice nowego Lamborghini Urusa.

Zwykły LM002 już sam w sobie jest motoryzacyjnym memem na kołach: kanciasty jak bunkier, napędzany silnikiem z supersamochodu i zbudowany w liczbie pasującej bardziej do egzotycznej ciekawostki niż rodzinnego SUV-a. Ten konkretny egzemplarz, oznaczony numerem podwozia KLA12162, poszedł jednak znacznie dalej. Zamiast pick-upowej paki dostał wydłużone nadwozie kombi z podniesionym dachem, otaczającą pasażerów tylną kanapą i telewizorem CRT rodem z epoki Reagana. To nie jest zwykły „Urus przed Urusem”. To raczej szalony prototyp idei luksusowego, koszmarnie drogiego SUV-a, który dziś stał się normą.

Od sułtana Brunei do włoskiego nadwoziowca

Sam LM002 powstał w 1986 roku i od razu trafił tam, gdzie w tamtych czasach lądowały najdziwniejsze motoryzacyjne zabawki – do garażu sułtana Brunei. Standardowa wersja, z odkrytą przestrzenią ładunkową z tyłu, okazała się jednak zbyt mało praktyczna dla królewskiego dworu. W 1989 roku rodzina królewska zwróciła się więc do słynnego włoskiego rzemieślnika nadwoziowego Salvatore Diomante, prosząc o przebudowę auta w coś bliższego luksusowej limuzynie terenowej.

Diomante zaszalał dokładnie tak, jak można się było spodziewać po końcówce lat 80. Usunął tylną część nadwozia typu pick-up i zastąpił ją wysoką, całkowicie zabudowaną kabiną, która wygląda jak skrzyżowanie limuzyny z opancerzoną furgonetką. W środku pojawiła się otaczająca pasażerów kanapa, dodatkowe oświetlenie sufitowe i pełen pakiet „domowej rozrywki” w postaci telewizora kineskopowego. W czasach, gdy większość SUV-ów dopiero się rodziła, sułtańskie LM002 kombi grało już w zupełnie innej lidze.

Ta przebudowa idealnie pokazuje, jak wyglądał ówczesny przepych motoryzacyjny: jeśli standardowe Lamborghini w terenie wydawało się przesadą, zawsze można je było jeszcze podnieść, wydłużyć i doprawić elektroniką, która dziś ma urok muzealnego eksponatu.

Lamborghini LM002 kombi: jednorazowy prototyp Urusa z Brunei

Kariera po królewsku: od Brunei do gabinetów zarządu

Po latach spędzonych w Brunei zmodyfikowany LM002 nie skończył w kolekcji zapomnianych prototypów. Samochód w tajemniczy sposób trafił w ręce Bernda Pischetsriedera, byłego prezesa BMW i Volkswagena. To nazwisko w świecie motoryzacji znaczy wiele, więc fakt, że to właśnie on zdecydował się na tak egzotyczne auto, tylko podbija jego status.

Nowy właściciel nie potraktował auta jak przypadkowej ciekawostki. Zlecił specjalistom z Registro Lamborghini dokładne obejrzenie samochodu i potwierdzenie jego autentyczności jako wyjątkowego, jednorazowego projektu. Innymi słowy, nie jest to garażowa przeróbka egzotycznego SUV-a, lecz pełnoprawny rozdział w historii marki, choć powstał poza główną fabryką.

W 2012 roku auto trafiło do Szwecji, gdzie znalazło trzeciego właściciela. Tam historia skręciła w zupełnie inną, bardziej przyziemną stronę – przynajmniej z pozoru. Według informacji z ogłoszenia, LM002 kombi służył do codziennych dojazdów dzieci do szkoły. Nietrudno sobie wyobrazić minę rodzica w klasycznym kombi Volvo, który musiał parkować obok srebrnego potwora na gigantycznych oponach Pirelli Scorpion BK, naciągniętych na 17-calowe felgi mocowane na osiem śrub.

Nadwozie z patyną i V12 z Countacha

Z zewnątrz auto dziś nie wygląda jak salonowa nowość. Oryginalnie czarne nadwozie zostało w pewnym momencie polakierowane na srebrno, a lakier zdążył już złapać rysy i miejscowe pęcherze. Dla jednych to wada, ale z punktu widzenia kolekcjonera patyna ma swój urok – potwierdza, że samochód rzeczywiście żył, zamiast latami stać pod kocem w sterylnym magazynie.

LM002 kombi stoi na 17-calowych felgach z ośmioma śrubami, obutych w opony Pirelli Scorpion BK, które wizualnie idealnie pasują do jego militarno-luksusowego charakteru. Całość wygląda jak pojazd eskorty dla głowy państwa, która w razie potrzeby może po prostu skręcić z asfaltu i pojechać prosto przez pustynię. Lamborghini LM002 kombi: jednorazowy prototyp Urusa z Brunei Pod maską pracuje to, co w tej historii najważniejsze: silnik V12 o pojemności 5,2 litra, w specyfikacji Countach QV, z czterema wałkami rozrządu i sześcioma gaźnikami Webera. Gaźniki zostały odnowione w 2024 roku, więc mechanicznie to wciąż pełnokrwisty Countach przebrany za terenówkę. Moc jednostki odpowiada tej z drogowego supersamochodu – według danych fabrycznych to 455 KM, co nawet dziś nie wygląda skromnie, szczególnie w aucie z tamtej epoki.

Silnik współpracuje z pięciobiegową, ręczną skrzynią ZF z charakterystycznym, tzw. układem „dog-leg”, gdzie jedynka znajduje się w lewym dolnym rogu schematu. Dalej mamy reduktor z dwoma zakresami przełożeń i napęd przekazywany przez przekładnię z trzema blokadami mechanizmów różnicowych. W teorii ten samochód naprawdę nadaje się w teren. W praktyce mało kto odważy się zaryzykować urwanie drogich elementów zawieszenia i nadwozia na kamieniach.

Wnętrze jak salon w limuzynie z lat 80.

Środek auta to czysta esencja przesady lat 80. Całe wnętrze wykończono czarną skórą, a tylna część kabiny dostała otaczającą pasażerów kanapę. Z sufitu spoglądają lampki, które bardziej pasują do prywatnego odrzutowca niż do terenowego Lamborghini, a zestaw „multimediów” tworzą telewizor kineskopowy i analogowy sprzęt grający, który dziś jest już bardziej ciekawostką kolekcjonerską niż realnym wyposażeniem użytkowym.

Na liczniku widnieje zaledwie 11 000 km, więc mimo intensywnej historii właścicieli i kontynentów samochód realnie nie przejechał wiele. To raczej obiekt do okazjonalnych przejażdżek i prezentacji na zlotach niż codzienny środek transportu – choć fakt wykorzystywania go do szkolnych podwózek w Szwecji pokazuje, że z odrobiną fantazji można zupełnie inaczej zdefiniować pojęcie „auta rodzinnego”.

Lamborghini LM002 kombi: jednorazowy prototyp Urusa z Brunei

Aukcja, która celuje w poziom Urusa

Dziś ten wyjątkowy LM002 kombi szuka kolejnego właściciela. Samochód trafił na aukcję w serwisie Bring a Trailer, gdzie przyciąga spojrzenia zarówno fanów Lamborghini, jak i miłośników dziwacznych projektów z epoki „wszystko jest możliwe”. Przebieg, historia i unikatowość egzemplarza sprawiają, że nie ma mowy o okazji cenowej – to auto z definicji nie jest rozsądne.

Ogłoszenie oczywiście nie zdradza, ile dokładnie zapłaci przyszły właściciel, ale już teraz można założyć, że cena sprzedaży wejdzie w okolice poziomu, na którym normalnie kupuje się nowe Lamborghini Urus. Innymi słowy, ktoś będzie musiał wyłożyć pieniądze na współczesnego, szybkiego i komfortowego SUV-a, żeby dostać samochód, który jest wolniejszy, mniej praktyczny i totalnie nieprzewidywalny – za to absolutnie niepowtarzalny.

Ten egzemplarz LM002 kombi pokazuje, że historia „super-SUV-ów” nie zaczęła się od Urusa, lecz od garstki szalonych pomysłów sprzed dekad, realizowanych na zamówienie ludzi, dla których standardowa oferta producenta była po prostu zbyt nudna. I właśnie dlatego to auto jest czymś więcej niż ciekawostką: to żywy, hałaśliwy i pachnący benzyną przypis do historii marki z Sant’Agata Bolognese.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Jan Pacuła

Były kierowca rajdowy, który teraz co najwyżęj testuje auta drogowe. Lubię, gdy tył ucieka szybciej niż rozum.

© 2026 MotoGuru.pl