Takuma Miyazono to żywy dowód na to, że wirtualne wyścigi mogą otworzyć drzwi do prawdziwego motorsportu. Japończyk, który zdobył aż pięć tytułów Gran Turismo World Series, dziś łączy sukcesy w świecie symulacji z rywalizacją na legendarnym Nürburgringu, reprezentując barwy Toyo Tires.
Od pierwszych sukcesów wirtualnych po historyczny „grand slam”
Miyazono zadebiutował w Gran Turismo World Series w 2018 roku, od samego początku prezentując niezwykłą regularność i skuteczność. W sezonie 2020 – zdominowanym przez pandemię – osiągnął coś, co wcześniej uchodziło za niemożliwe. Japończyk zdobył wszystkie trzy trofea: Nations Cup, Toyota Gazoo Racing GT Cup oraz Manufacturers Cup, w którym wspólnie z Mikailiem Hizalem i Danielem Solisem sięgnął po zwycięstwo.
Od tamtego czasu Miyazono dopisał kolejne laury: w 2022 roku ponownie wygrał Manufacturers Cup (tym razem z Solisem i Kylianem Drumontem), a w 2024 roku sięgnął po drugi tytuł w Nations Cup.
Wątpliwości i powrót na tor
Po triumfie w 2024 roku zawodnik nie był pewien, czy będzie kontynuował starty w Gran Turismo. Sam podkreślał, że chce się skoncentrować na prawdziwym sporcie motorowym.
Los sprawił jednak, że harmonogramy obu światów się zgrały. W efekcie Miyazono ponownie pojawił się w Gran Turismo World Series 2025, a równolegle zadebiutował w Nürburgring Langstrecken-Serie za kierownicą zmodyfikowanej Toyoty Supry.
Nürburgring – lekcje pokory i pierwsze sukcesy
Pierwszy start Japończyka na Nordschleife zakończył się pozytywnie – ukończył wyścig i wykręcił najlepszy czas okrążenia w klasie. Druga próba była już mniej szczęśliwa: w trakcie treningu doszło do wypadku, którego skutkiem był brak możliwości naprawy auta przed wyścigiem.
Miyazono szybko jednak wrócił na tor i tym razem finiszował na piątym miejscu w klasie. Co istotne, startował już jako kierowca wspierany przez Toyo Tires – firmę, w której na co dzień nadal pracuje biurowo.
Nowa rola i kolejne plany
Fakt, że Japończyk wciąż łączy obowiązki biurowe z rolą kierowcy fabrycznego, brzmi jak paradoks. Jednak właśnie dzięki temu, że Gran Turismo nauczyło go elastyczności i szybkiej adaptacji do różnych aut oraz torów, Miyazono bez kompleksów wkroczył do świata realnego motorsportu, o czym wspomniał:
Kiedy przechodzisz z Gran Turismo do świata rzeczywistego, nie zaczynasz od zera. Dzięki symulacjom masz już podstawowy poziom, który pozwala szybko osiągnąć dobre rezultaty.
Miyazono planuje kolejne starty w serii Super Taikyu, choć szczegóły – w tym samochód – pozostają jeszcze tajemnicą. Wiadomo natomiast, że nie odpuszcza wirtualnych zmagań. W 2025 roku weźmie udział we wszystkich rundach Gran Turismo World Series, które odbędą się w Berlinie, Los Angeles i Fukuoce.
Świat wirtualny i realny – dwa równoległe tory
Choć odniósł sukcesy na Nürburgringu, Miyazono nie porzuca wirtualnych wyścigów. Gran Turismo wciąż jest dla niego wyjątkową platformą, która nie tylko rozwija umiejętności, ale i buduje społeczność.
Miyazono pokazuje, że droga z symulatora na tor nie jest już mrzonką. To przykład na to, że konsekwencja i umiejętności zdobyte w świecie wirtualnym mogą otworzyć drzwi do zawodowego motorsportu – i to w najbardziej wymagających seriach.
Mimo że Gran Turismo uchodzi za tzw. tytuł simcade, czyli taki, który nie jest pełnoprawnym symulatorem, ale niektóre z elementów jazdy odzwierciedla całkiem nieźle, to wciąż potrafi wyłonić talenty. Pewne prawidła wyścigowe są bowiem tożsame dla niemal wszystkich tytułów. I jak zawsze liczy się umiejętność zrozumienia fizyki oraz adaptacja.






