Hamilton oskarża Leclerca o ostrzejszą walkę. W Ferrari narasta konflikt

Pawel Trafny

Paweł Trafny

Lewis Hamilton nie zamierza odpuszczać Charlesowi Leclercowi po kontrowersyjnym starciu podczas Grand Prix Meksyku. Siedmiokrotny mistrz świata uważa, że Monakijczyk traktuje go na torze ostrzej niż kierowców konkurencyjnych zespołów. Brytyjczyk domaga się wyjaśnienia zasad wewnętrznej rywalizacji w Ferrari i przyznaje, że mimo upływu kilku dni nadal jest sfrustrowany.

Stracona szansa Ferrari

Źródłem napięć jest wydarzenie z pierwszego okrążenia Grand Prix Meksyku. Hamilton i Leclerc walczyli o pozycję w czwartym zakręcie, a ich pojedynek zakończył się wyjazdem obu samochodów poza tor. Monakijczyk ściął zakręt i utrzymał prowadzenie przed zespołowym partnerem, co wywołało natychmiastowe protesty Brytyjczyka.

Sędziowie uznali, że Leclerc uzyskał trwałą przewagę dzięki opuszczeniu toru. Nałożyli na niego karę pięciu sekund, obniżając standardową sankcję wynoszącą dziesięć sekund ze względu na okoliczności łagodzące. Hamilton uważał jednak, że kara była niewspółmierna do korzyści uzyskanej przez rywala, szczególnie na torze, na którym wyprzedzanie okazało się wyjątkowo trudne.

Konsekwencje odczuło całe Ferrari. Zamiast potencjalnego dubletu włoski zespół zakończył wyścig na drugim i czwartym miejscu, a na zamieszaniu skorzystał Max Verstappen, który sięgnął po zwycięstwo. Zdaniem Hamiltona była to niepotrzebnie zmarnowana okazja do zdobycia kompletu najważniejszych punktów.

Leclerc stosuje inne zasady?

Przed Grand Prix São Paulo Hamilton został zapytany przez Motorsport.com, czy również dostrzega, że Leclerc walczy z nim bardziej agresywnie niż z kierowcami innych zespołów. Brytyjczyk potwierdził te obserwacje i przywołał sytuację z Grand Prix Singapuru.

Leclerc miał tam dogodną pozycję po wewnętrznej stronie pierwszego zakrętu, walcząc z Verstappenem, który startował z pole position. Mimo początkowej przewagi Monakijczyk odpuścił pojedynek. Hamilton uważa, że zachowanie jego partnera wyraźnie różniło się od tego, co pokazał później w Meksyku.

Brytyjczyk zauważył również, że podobne napięcia pojawiały się wcześniej między Leclerkiem a jego poprzednimi partnerami zespołowymi, Sebastianem Vettelem i Carlosem Sainzem.

Nie oznacza to jednak, że Monakijczyk zawsze ustępuje rywalom spoza Ferrari. Podczas Grand Prix Stanów Zjednoczonych w Austin skutecznie zaatakował Verstappena po zewnętrznej stronie szybkiej sekwencji zakrętów Esses. Problem wskazywany przez Hamiltona dotyczy więc przede wszystkim różnic w podejściu do poszczególnych pojedynków, a nie całkowitego unikania ryzyka w walce z innymi kierowcami.

Vasseur musi interweniować

Po wyścigu w Meksyku Hamilton domagał się rozmów dotyczących zasad rywalizacji między kierowcami Ferrari. Ostrzegał nawet, że brak odpowiednich ustaleń może doprowadzić do poważnych problemów wewnątrz zespołu.

Szef Ferrari, Fred Vasseur, przeprowadził już krótkie, osobne rozmowy z obydwoma zawodnikami. Francuz miał uznać, że wydarzenia w Meksyku świadczyły o braku należytego szacunku wobec pracy około 2000 pracowników zespołu.

Na kompleksowe wyjaśnienie sytuacji nie było jednak dotąd czasu. Vasseur między wyścigami wrócił do Europy, natomiast Leclerc spędzał czas z rodziną po narodzinach córki. Hamilton podkreśla, że temat pozostaje otwarty.

Zapytany, czy po kilku dniach patrzy na incydent spokojniej, odpowiedział:

Oczywiście byłem sfrustrowany i nadal jestem. Musimy porozmawiać i zrobimy to, kiedy będzie na to czas.

Hamilton zwrócił uwagę, że Ferrari poczyniło w tym sezonie duże postępy dzięki kolejnym modernizacjom samochodu. Według jego oceny w ostatnich trzech lub czterech wyścigach zespół zdobył więcej punktów niż jakakolwiek inna ekipa. Tym bardziej bolesna jest dla niego utrata szansy na zajęcie dwóch pierwszych miejsc w Meksyku.

Hamilton nie zamierza milczeć

Kontrowersje wzbudziła również postawa samego Hamiltona. Podczas wyścigu otwarcie domagał się surowszej kary dla Leclerca, choć ten otrzymał już pięć sekund doliczonych podczas postoju w alei serwisowej. Część obserwatorów krytykowała Brytyjczyka za publiczne podważanie decyzji sędziów i eskalowanie konfliktu z partnerem.

41-letni kierowca odrzuca jednak sugestie, że jego wypowiedzi przez radio są przemyślaną próbą wywarcia presji. Tłumaczy, że podczas rywalizacji przy ogromnej prędkości i wysokim tętnie nie ma możliwości kalkulowania każdego słowa pod kątem późniejszych reakcji mediów.

Hamilton wyjaśnił w rozmowie z Motorsport.com:

Nie obchodzi mnie specjalnie, co inni myślą o moich słowach. Mówię otwarcie o tym, co czuję w danej chwili. Widziałem sugestie, że moje wypowiedzi są wykalkulowane. Kiedy się ścigasz, twoje tętno wynosi około 170 uderzeń na minutę, a jedziesz ponad 320 km/h. Nie masz czasu zastanawiać się, co napiszą media.

Brytyjczyk przyznał, że kierowcy czasami wypowiadają słowa, których później żałują. Sam nie zamierza jednak przepraszać za spontaniczne reakcje i podkreśla, że Ferrari nie próbowało ograniczać jego publicznych wypowiedzi.

Nigdy nie będę przepraszał za to, że jestem autentyczny i szczery. Nie dam się uciszyć. Nigdy nie pozwalałem się uciszać. Zespół nie prosił mnie, żebym przestał się wypowiadać.

Problem przed kolejnymi wyścigami

Ferrari stoi teraz przed zadaniem pogodzenia dwóch kierowców, którzy mają prawo walczyć o własne wyniki, ale jednocześnie muszą chronić interes zespołu. Samo dopuszczenie rywalizacji nie jest problemem. Trudność pojawia się wtedy, gdy zawodnicy inaczej interpretują granice dopuszczalnej agresji i podejmują decyzje mogące kosztować ekipę zwycięstwo.

Hamilton nie domaga się publicznie zakazu walki z Leclerkiem. Oczekuje przede wszystkim jasnych reguł, które zapobiegną powtórce z Meksyku. Dotychczasowe rozmowy z Vasseurem najwyraźniej nie wystarczyły, aby rozwiać jego wątpliwości.

Przed Grand Prix São Paulo sytuacja pozostaje nierozwiązana. Ferrari dysponuje samochodem pozwalającym walczyć o czołowe lokaty, ale bez porozumienia między kierowcami nawet dobre tempo może nie wystarczyć do wykorzystania pełnego potencjału zespołu.

O autorze

Pawel Trafny

Paweł Trafny

Redaktor działu Motorsport
Dziennikarz motoryzacyjny i pasjonat mechaniki samochodowej. W swoich publikacjach koncentruje się na motorsporcie, technice oraz kulisach funkcjonowania branży motoryzacyjnej. Analizuje wypowiedzi szefów zespołów, przedstawicieli producentów, mechaników i kierowców zawodowych, zestawiając je z dostępnymi danymi oraz źródłami pierwotnymi.Po godzinach samodzielnie rozwija umiejętności związane z obsługą i naprawą samochodów. Praktyczne zainteresowanie mechaniką pomaga mu lepiej rozumieć opisywane konstrukcje i wyjaśniać zagadnienia techniczne w sposób przystępny dla czytelnika.

© 2026 MotoGuru.pl