Isack Hadjar wrócił do bolidu Red Bulla po blisko sześciu tygodniach przerwy spowodowanej złamaniem nadgarstka. Kontuzja przydarzyła mu się podczas treningu bokserskiego i wykluczyła go z trzech weekendów Grand Prix, ale zespół nie zamierza wprowadzać kierowcy dodatkowych ograniczeń.
Niewinny trening skończył się złamaniem
Problemy Hadjara rozpoczęły się pod koniec wakacyjnej przerwy w Formule 1. Kierowca doznał urazu podczas rutynowego treningu, którego elementem były ćwiczenia bokserskie. Według informacji przekazywanych wówczas przez Sky Sports F1 chodziło o niewielkie pęknięcie kości nadgarstka.
Co ciekawe, uraz nie dał o sobie znać bezpośrednio podczas uderzania w worek treningowy. Hadjar miał zauważyć nadwrażliwość dopiero następnego ranka, a późniejsze badania wykazały pęknięcie. Lekarze i zespół uznali, że start wiązałby się z niepotrzebnym ryzykiem pogłębienia kontuzji.
Początkowo zakładano, że Francuz może wrócić stosunkowo szybko. Ostatecznie proces rekonwalescencji trwał dłużej i Hadjar opuścił Grand Prix Holandii, Włoch oraz Hiszpanii. W Red Bullu zastępował go Liam Lawson, a zwolnione przez Nowozelandczyka miejsce w Racing Bulls przypadło Yukiemu Tsunodzie.
Operacja nie była potrzebna
Przed powrotem w Grand Prix Azerbejdżanu Hadjar ujawnił więcej szczegółów dotyczących kontuzji. Okazało się, że doszło do niewielkiego złamania po zewnętrznej stronie nadgarstka. Leczenie nie wymagało zabiegu chirurgicznego, ale kość potrzebowała czasu na naturalne zrośnięcie.
Hadjar tak opisywał stan ręki przed powrotem do samochodu:
Mam niewielkie złamanie po zewnętrznej stronie nadgarstka i jest to po prostu dość długi proces. Nie potrzebowałem żadnej operacji, więc wszystko goi się naturalnie i wymaga czasu. Przez jakiś czas nadal będzie bolało, ale wkrótce minie sześć tygodni i obecnie jest już wystarczająco mocne, żeby wytrzymać obciążenia.
Istotnym sprawdzianem była jazda w symulatorze. Kierowca uznał, że obciążenie ręki jest tam zbliżone do tego występującego w kokpicie prawdziwego bolidu. Próba przebiegła pomyślnie i utwierdziła zespół w decyzji o powrocie Hadjara do ścigania.
Red Bull nie wprowadza zakazów
Kontuzja wywołała również pytania o to, czy Red Bull zakaże swojemu zawodnikowi boksu lub innych aktywności mogących prowadzić do urazów. Hadjar zapewnił, że żadnych nowych ograniczeń nie wprowadzono.
Francuz odniósł się do sprawy bardzo bezpośrednio:
Nie. Następnym razem po prostu będę ostrożniejszy. Może założę stabilizator i tyle. Takie rzeczy się zdarzają. Nie ma żadnych ograniczeń. Nie mam pięciu lat, więc po prostu muszę dwa razy pomyśleć, zanim coś zrobię.
Podejście Red Bulla różni się od praktyk stosowanych przez niektóre inne zespoły. Podczas tej samej konferencji prasowej Charles Leclerc przyznał, że Ferrari nakłada na niego pewne ograniczenia. Wspomniał między innymi o skokach spadochronowych, a w przypadku jazdy na nartach stara się sam ograniczać ryzyko w miarę zbliżania się początku sezonu.
Alex Albon również potwierdził, że Williams monitoruje część aktywności swoich kierowców. W jego przypadku wśród ryzykownych zajęć pojawiają się m.in. skoki na bungee i narciarstwo. Sam Albon zauważył przy tym, że Red Bull wydaje się bardziej tolerancyjny wobec sportów ekstremalnych.
Trzy wyścigi przerwy
Hadjar początkowo chciał wrócić do samochodu wcześniej, ale Red Bull konsekwentnie stawiał pełną sprawność kierowcy ponad szybkim powrotem. Francuz konsultował sytuację także z Markiem Marquezem, który na własnej karierze przekonał się, jak poważne mogą być konsekwencje zbyt wczesnego wznowienia startów po złamaniu.
Ostatecznie Hadjar wrócił dopiero w Baku. Przerwa kosztowała go trzy Grand Prix, ale pozwoliła uniknąć podejmowania ryzyka z niedoleczonym nadgarstkiem. Sam kierowca wyciągnął z całej sytuacji prosty wniosek: nie zamierza rezygnować z treningu, lecz następnym razem ma być ostrożniejszy.






