Lando Norris przeprosił Franco Colapinto za ostre słowa wypowiedziane po Grand Prix Azerbejdżanu. Mistrz świata domagał się dla Argentyńczyka zawieszenia i stwierdził, że takie zachowanie nie zasługuje na miejsce w Formule 1. Po wyścigu emocje jednak opadły, a kierowca McLarena przyznał, że posunął się za daleko.
Zakręt numer 1
Do zdarzenia doszło świeżo po restarcie po neutralizacji w Grand Prix Azerbejdżanu. Franco Colapinto zablokował koła podczas hamowania do pierwszego zakrętu i uderzył w zespołowego partnera Pierre’a Gasly’ego, którego samochód następnie wpadł na McLarena Lando Norrisa. Cała trójka odpadła z wyścigu.
Błąd był szczególnie kosztowny dla Alpine. Przed restartem Gasly zajmował siódme miejsce, a Colapinto dziesiąte, więc oba samochody znajdowały się na punktowanych pozycjach. Argentyńczyk po wyścigu wziął odpowiedzialność za kolizję i przeprosił zarówno swój zespół oraz Gasly’ego, jak i Norrisa.
Norris chciał zawieszenia
Bezpośrednio po wyścigu Norris nie przebierał w słowach. Brytyjczyk uważał, że FIA powinna znacznie surowiej karać kierowców powodujących podobne wypadki podczas restartów i domagał się dla Colapinto co najmniej jednego wyścigu zawieszenia.
Kierowca McLarena poszedł jednak jeszcze dalej, kwestionując poziom jazdy Argentyńczyka i sugerując, że kierowcy dopuszczający się takich błędów nie powinni znajdować się w Formule 1. Max Verstappen uznał żądanie zawieszenia za przesadne, a George Russell zwrócił uwagę na trudności związane z restartem na chłodnych oponach i ocenił, że zakaz startu powinien być zarezerwowany dla celowych, wyjątkowo niebezpiecznych zachowań.
Sędziowie ukarali Colapinto za spowodowanie kolizji. Ponieważ zawodnik Alpine nie mógł odbyć kary w trakcie zakończonego już dla niego wyścigu, konsekwencją będzie przesunięcie o pięć pozycji na polach startowych podczas kolejnej rundy.
Emocje opadły
Dwa dni później ton Norrisa był już zupełnie inny. Kierowca McLarena poinformował, że skontaktował się z Colapinto i przeprosił go za swoją reakcję po wyścigu. Przyznał również, że jego komentarze padły pod wpływem emocji i były niewłaściwe.
Norris wyjaśnił, że frustracja była bezpośrednią konsekwencją zakończenia jego wyścigu wskutek błędu innego zawodnika. Jednocześnie podkreślił, że sam również popełnia błędy i nie powinien był wypowiadać się o rywalu w tak kategoryczny sposób. Sprawę pomiędzy kierowcami uznał za zamkniętą.
Spór przeniósł się do internetu
Na samej kolizji i ostrych wypowiedziach sprawa się jednak nie zakończyła. Po słowach Norrisa w mediach społecznościowych pojawiła się fala obraźliwych komentarzy wymierzonych w kierowcę McLarena. Alpine publicznie potępiło internetową agresję, podkreślając, że błędy są częścią rywalizacji na granicy możliwości i nie usprawiedliwiają nienawiści kierowanej wobec uczestników F1.
Zespół zaznaczył przy tym, że problem nie dotyczy jednej grupy kibiców. Alpine zadeklarowało dalszą współpracę z Formułą 1, FIA oraz pozostałymi zespołami nad ograniczeniem internetowych nadużyć i zachowaniem zdrowej sportowej rywalizacji.
Sam Colapinto jeszcze przed weekendem w Baku apelował do swoich sympatyków o powstrzymanie się od atakowania innych kierowców. Po wypadku przyznał natomiast jednoznacznie, że popełnił duży błąd i stracił kontrolę nad samochodem po zablokowaniu kół.
Ostatecznie więc obaj kierowcy wykonali krok w kierunku zamknięcia konfliktu. Colapinto wziął odpowiedzialność za wypadek, a Norris – za słowa wypowiedziane bezpośrednio po nim. Sportowe konsekwencje dla Argentyńczyka pozostają, ale osobisty spór między zawodnikami został przynajmniej z ich perspektywy zakończony.






