Najbrzydsze Ferrari Luce wycenione na najważniejszym rynku – w USA

Redakcja MotoGuru.pl

Redakcja MotoGuru.pl

Ferrari Luce, jeden z najbardziej kontrowersyjnych samochodów w historii włoskiej marki, doczekało się oficjalnej ceny na rynku amerykańskim. Pierwsze elektryczne Ferrari będzie kosztować 560 800 dolarów, czyli około 2,18 mln zł. To znacznie mniej od wcześniejszych szacunków, choć pięcioosobowy model o wyglądzie, który trudno nazwać klasycznie pięknym, nadal pozostaje w cenowej ekstraklasie.

Amerykańska cena zaskakuje

Ferrari oficjalnie wyceniło Luce na rynku Stanów Zjednoczonych. Jak informuje amerykański magazyn Car and Driver, cena podstawowa wynosi 560 800 dolarów (ok. 2,18 mln zł). Wcześniej, na podstawie europejskich informacji cenowych, redakcja spodziewała się kwoty sięgającej około 640 tys. dolarów (ok. 2,49 mln zł).

Różnica wynosi dokładnie 79 200 dolarów (ok. 308 tys. zł). W świecie samochodów popularnych taka suma wystarczyłaby na zakup dwóch nowych aut. Dla potencjalnego klienta Ferrari oznacza natomiast, że elektryczny model jest zauważalnie tańszy względem pierwotnych oczekiwań.

Nie zmienia to faktu, że Luce pozostaje samochodem wyjątkowo drogim nawet na tle najbardziej luksusowych konstrukcji. Wygórowana cena czyni go najdroższym seryjnym samochodem pięcioosobowym na rynku. Jego cena przewyższa o około 50 tys. dolarów (ok. 194 tys. zł) nawet najdroższą odmianę Rolls-Royce’a Cullinana.

Stylistyka „dzieli” fanów

Wysoka cena nie jest jedynym powodem, dla którego o Luce zrobiło się głośno. Samochód radykalnie odchodzi od stylistyki, z którą przez dziesięciolecia kojarzono Ferrari. Zamiast klasycznej sylwetki supersamochodu otrzymaliśmy futurystyczną, pięcioosobową konstrukcję o nietypowych proporcjach i oszczędnej formie, która wielu osobom przypomina… mydelniczkę na kołach.

Za projekt odpowiadają między innymi Jony Ive, były główny projektant Apple, oraz projektant przemysłowy Marc Newson. Ich udział tłumaczy minimalistyczne podejście do wzornictwa, ale nie sprawił automatycznie, że samochód stał się „piękny” w rozumieniu najwierniejszych fanów marki z Maranello. Luce przypomina raczej futurystyczny przedmiot użytkowy niż kolejne wcielenie włoskiego supersamochodu.

Kontrowersje wokół wyglądu nie przeszkodziły jednak Ferrari w budowaniu zainteresowania nowym modelem. Luce ma przyciągać klientów nie tylko osiągami, lecz także zupełnie innym podejściem do luksusu i stylistyki. Dla jednych będzie to odważne otwarcie nowego rozdziału, dla innych trudny do zaakceptowania kierunek rozwoju marki.

Ponad tysiąc koni mechanicznych

Pod nietypowym nadwoziem kryje się układ napędowy, który nie pozostawia wątpliwości co do sportowych ambicji producenta. Ferrari Luce wykorzystuje cztery silniki elektryczne, po jednym przy każdym kole. Ich łączna moc wynosi około 1050 KM, co pozwala precyzyjnie sterować rozdziałem momentu obrotowego.

Według deklaracji producenta samochód przyspiesza od 0 do 100 km/h w zaledwie 2,5 sekundy. To wynik godny rasowego supersamochodu, szczególnie że Luce oferuje pięć miejsc siedzących i znacznie bardziej praktyczne nadwozie niż tradycyjne, dwumiejscowe Ferrari.

Akumulator o pojemności 122 kWh ma zapewniać zasięg około 450 km według przewidywań opartych na amerykańskiej procedurze EPA. Nie jest to jeszcze ostateczny, oficjalnie potwierdzony wynik homologacyjny. Ferrari deklaruje również, że Luce ma niższy współczynnik oporu aerodynamicznego niż pozostałe drogowe modele marki.

Pod względem wymiarów samochód jest o około 5 cm dłuższy i jednocześnie o około 5 cm niższy od Ferrari Purosangue. Oznacza to, że mimo elektrycznego napędu i zupełnie innej stylistyki Luce zajmuje w gamie producenta miejsce bliższe luksusowemu samochodowi rodzinnemu niż klasycznemu supersamochodowi.

Ferrari bez tradycyjnej skrzyni

Jedną z ciekawszych osobliwości Luce są łopatki umieszczone przy kierownicy. Mogłyby sugerować możliwość ręcznej zmiany przełożeń, ale samochód nie ma wielobiegowej skrzyni biegów. Zamiast tego łopatki służą do regulowania charakterystyki oddawania momentu obrotowego oraz intensywności hamowania rekuperacyjnego.

Włoski producent zdecydował się również na nietypowe rozwiązanie kwestii dźwięku. Zamiast odtwarzać sztucznie wygenerowany odgłos silnika spalinowego, specjalny system wzmacnia rzeczywiste dźwięki pochodzące z tylnej osi. Ferrari chce w ten sposób nadać elektrycznemu napędowi własny charakter akustyczny, bez udawania tradycyjnego V8 czy V12.

Lista nowości obejmuje ponadto największe obręcze kół zastosowane dotąd w drogowym Ferrari oraz pierwszą w historii marki tylną kanapę umożliwiającą przewożenie trzech pasażerów. To istotna zmiana w filozofii producenta, który dotychczas kojarzył się przede wszystkim z samochodami dwu- i czteroosobowymi.

Egzemplarz za miliony

Oficjalna amerykańska cena wygląda wręcz skromnie na tle kwoty osiągniętej przez wyjątkowy egzemplarz Luce podczas sierpniowej aukcji w Monterey. Samochód oznaczony jako Chassis 0, przygotowany w indywidualnej specyfikacji Tailor Made, został sprzedany za 40 mln dolarów (ok. 155,6 mln zł).

Ten egzemplarz wyróżnia się między innymi specjalnym lakierem Madreperla Semi-Gloss o opalizującym wykończeniu, jasnym wnętrzem oraz indywidualnymi detalami. Jego wartość wynikała jednak przede wszystkim z unikatowego statusu pierwszego produkcyjnego podwozia programu Luce i charytatywnego charakteru licytacji. Ferrari zapowiedziało przekazanie dochodu z aukcji swojej fundacji na inicjatywy edukacyjne.

Nie należy zatem traktować wyniku z Monterey jako wyznacznika rynkowej wartości seryjnego Luce. Pokazuje on raczej, jak ogromne znaczenie dla kolekcjonerów Ferrari mają wyjątkowość konkretnego egzemplarza, jego historia oraz możliwość posiadania czegoś, czego nie można zamówić ze standardowego katalogu.

Kiedy trafi do klientów?

Ferrari Luce powinno pojawić się w Stanach Zjednoczonych w drugim kwartale 2027 roku. To przewidywany termin wejścia modelu na amerykański rynek. Debiut tego modelu stawia Ferrari przed interesującym sprawdzianem. Producent musi przekonać swoich najzamożniejszych klientów, że samochód elektryczny, pozbawiony tradycyjnego silnika i zaprojektowany według zupełnie nowych zasad, nadal zasługuje na słynny emblemat wierzgającego konia.

Pod względem osiągów argumentów nie brakuje. Znacznie trudniej będzie o jednomyślność w kwestii wyglądu. Za ponad 2 mln zł nabywca otrzyma bowiem samochód, który z pewnością zwraca uwagę, ale równie skutecznie potrafi wywołać zachwyt, jak i niedowierzanie. W przypadku Ferrari to dość niezwykła sytuacja.

O autorze

Redakcja MotoGuru.pl

Redakcja MotoGuru.pl

Zespół redakcyjny
Redakcja MotoGuru.pl to zbiorowy podpis stosowany przy materiałach przygotowanych wspólnie przez członków zespołu, aktualizowanych przez więcej niż jedną osobę lub publikowanych w ramach współpracy wydawniczej.Każdy taki tekst podlega standardowej weryfikacji redakcyjnej. Sprawdzamy zgodność ze źródłami, poprawność danych, nazw, dat i kontekstu, a informacje pochodzące od producentów oraz innych podmiotów zewnętrznych oddzielamy od ustaleń i wniosków redakcji.Za ostateczną publikację i stosowanie standardów redakcyjnych odpowiada zespół MotoGuru.pl pod nadzorem kierownictwa redakcji. Informacje o członkach zespołu, ich doświadczeniu oraz sposobie przygotowywania treści znajdują się na stronach „O nas” i „Zasady redakcyjne”.

© 2026 MotoGuru.pl