Toyota przeżywa jeden z najlepszych sezonów w swojej historii sportów motorowych. Japoński producent odzyskał zwycięstwo w 24-godzinnym wyścigu Le Mans, zapewnił sobie mistrzostwo świata producentów w WEC i ponownie zdominował rajdowe mistrzostwa świata WRC. Sukcesy te przywracają pytanie, czy koncern zdecyduje się na pełnoprawny powrót do Formuły 1, w której przed laty nie zdołał odnieść ani jednego zwycięstwa.
Toyota odzyskała Le Mans
Jeszcze kilka lat temu Toyota była niemal niepokonana w wyścigach długodystansowych. Pod koniec ery prototypów LMP1 jej najgroźniejszym rywalem często był drugi samochód własnego zespołu. Sytuacja zmieniła się wraz z rozwojem kategorii Hypercar, która przyciągnęła kolejnych producentów i znacząco podniosła poziom rywalizacji.
Największym wyzwaniem okazało się Ferrari. Włoska marka, która powróciła do najwyższej klasy wyścigów długodystansowych w 2023 roku z modelem 499P, wygrała trzy kolejne edycje 24-godzinnego Le Mans. Toyota musiała natomiast pogodzić się z utratą dominującej pozycji, a sezon 2025 zakończyła zaledwie jednym zwycięstwem.
W 2026 roku japoński producent odwrócił tę tendencję. Dzięki udoskonalonemu prototypowi z hybrydowym układem napędowym ponownie znalazł się na szczycie. Kamui Kobayashi, Nyck de Vries i Mike Conway wygrali 24-godzinny wyścig Le Mans, zapewniając Toyocie pierwsze zwycięstwo w tej imprezie od 2022 roku.
Był to szósty triumf Toyoty w historii francuskiego klasyka. Tym samym japońska marka zrównała się pod względem liczby zwycięstw z Bentleyem, potwierdzając swoją pozycję wśród najbardziej utytułowanych producentów w dziejach Le Mans.
Mistrzostwo przed finałem
Sukces w Le Mans nie był jednorazowym przebłyskiem formy. Podczas październikowej rundy WEC w Barcelonie Toyota zajęła dwa pierwsze miejsca, zapewniając sobie mistrzostwo świata producentów na jeden wyścig przed końcem sezonu.
Zwyciężyła załoga samochodu z numerem 8, którą tworzą Brendon Hartley, Sébastien Buemi i Ryo Hirakawa. Dla tego trio był to już trzeci triumf w tegorocznych mistrzostwach. Drugie miejsce zajęli zespołowi partnerzy, co pozwoliło Toyocie przypieczętować tytuł w wyjątkowo przekonującym stylu.

fot. Toyota
Rozstrzygnięcie w klasyfikacji kierowców nastąpi dopiero podczas finałowej rundy na torze Monza, zaplanowanej na 8 listopada. Załoga numeru 8 ma obecnie 17 punktów przewagi nad kierowcami Toyoty z numerem 7.
W walce o mistrzostwo nie liczą się już reprezentanci BMW. René Rast, Robin Frijns i Sheldon van der Linde nie zdobyli punktów w Hiszpanii, przez co ostateczna rywalizacja o tytuł ograniczyła się do dwóch załóg japońskiego producenta. Niezależnie od wyniku finału mistrzem świata zostanie więc jeden z kierowców Toyoty.
Pożegnanie Mike’a Conwaya
Finał sezonu na Monzy będzie miał szczególne znaczenie dla Mike’a Conwaya. Brytyjski kierowca ogłosił zakończenie kariery pełnoetatowego zawodnika wyścigowego. W wieku 43 lat pożegna się z regularnymi startami po ponad dekadzie reprezentowania Toyoty.
Conway zapisał się w historii zespołu jako dwukrotny zwycięzca 24-godzinnego Le Mans i dwukrotny mistrz świata w wyścigach długodystansowych. Tegoroczny triumf we Francji dodatkowo wzbogacił jego dorobek, a listopadowy finał może przynieść mu jeszcze jeden tytuł.
Jego odejście zamknie ważny rozdział w historii programu wyścigowego Toyoty. Brytyjczyk należał do kierowców, którzy współtworzyli sukcesy japońskiej marki zarówno w okresie dominacji LMP1, jak i podczas znacznie bardziej wyrównanej rywalizacji Hypercar.
Konkurencja coraz silniejsza
Tegoroczne osiągnięcia Toyoty są szczególnie istotne ze względu na poziom konkurencji. Oprócz Ferrari w najwyższej kategorii wyścigów długodystansowych rywalizują również Alpine, Aston Martin, BMW, Cadillac, Genesis i Peugeot. Na 2027 rok swoje wejście do tej klasy przygotowują Ford oraz McLaren.
Tak liczna reprezentacja producentów sprawia, że współczesne WEC można porównywać z najbardziej prestiżowymi okresami wyścigów samochodów sportowych. Podobną intensywnością rywalizacji wyróżniały się czasy Grupy C w latach 80., kategorii GT1 pod koniec lat 90. oraz wielkich pojedynków producentów w latach 60.

fot. Toyota
Właśnie dlatego odzyskanie zwycięstwa w Le Mans i mistrzostwa producentów ma dziś dla Toyoty większą wartość sportową niż w okresie, gdy brakowało jej bezpośrednich konkurentów. Japoński zespół udowodnił, że potrafi wygrywać nie tylko dzięki przewadze organizacyjnej, lecz także w bezpośredniej walce z wieloma fabrycznymi programami.
Rajdy i wyścigi pod kontrolą
Osiągnięcia w WEC zbiegły się z kolejnym dominującym sezonem Toyoty w rajdowych mistrzostwach świata WRC. Japoński koncern odnosi zatem sukcesy w dwóch odmiennych dyscyplinach, wymagających zupełnie innego podejścia do konstrukcji samochodów, przygotowania zespołów i zarządzania rywalizacją.
Połączenie wyników w WEC i WRC sprawia, że sezon 2026 można uznać za jeden z najbardziej udanych w motorsportowej historii Toyoty. Szczególnie imponujący jest powrót na szczyt wyścigów długodystansowych, gdzie konkurencja jest dziś znacznie silniejsza niż kilka lat temu.
Tak szeroka obecność w sporcie motorowym rodzi jednak pytanie o kolejną dyscyplinę. Czy Toyota, która ponownie udowodniła swoje możliwości na najwyższym poziomie, zdecyduje się wrócić do Formuły 1 jako pełnoprawny producent?
Powrót do Formuły 1?
Toyota nie jest obecnie całkowicie nieobecna w F1. Japoński koncern współpracuje technicznie z zespołem Haas, co pozwala mu utrzymywać kontakt z najważniejszą serią wyścigów jednomiejscowych samochodów. Taka forma zaangażowania różni się jednak zasadniczo od prowadzenia własnego zespołu fabrycznego.

fot. Toyota
Pełnoprawny powrót oznaczałby znacznie większe zobowiązania finansowe, organizacyjne i sportowe. Na taki kierunek zdecydowały się Audi i Cadillac, które postawiły na bezpośrednią obecność w mistrzostwach. Toyota jak dotąd nie ogłosiła podobnych planów.
Warto przypomnieć, że jej poprzednia przygoda z Formułą 1 zakończyła się rozczarowaniem. W ciągu ośmiu sezonów startów w latach 2002–2009 fabryczny zespół Toyoty nie wygrał ani jednego Grand Prix. Mimo dużych nakładów finansowych japoński producent nie zdołał osiągnąć celu, jakim była walka o mistrzostwo świata.
Inna sytuacja
Obecna sytuacja jest jednak inna. Toyota ma za sobą lata sukcesów w wyścigach długodystansowych i rajdach, a współpraca z Haasem daje jej możliwość uczestniczenia w świecie F1 bez konieczności samodzielnego prowadzenia całego programu.
Pełny powrót do Formuły 1 wiązałby się jednak z dużym ryzykiem sportowego niepowodzenia. Toyota nie musi podejmować takiego wyzwania, skoro już teraz odnosi sukcesy w prestiżowych mistrzostwach.
To istotny argument. WEC i WRC pozwalają Toyocie prezentować możliwości techniczne oraz budować sportowy wizerunek, a jednocześnie przynoszą wymierne rezultaty. Formuła 1 oferuje ogromną rozpoznawalność, ale nie gwarantuje sukcesu nawet producentom dysponującym znacznymi zasobami.
Na razie najbardziej prawdopodobnym kierunkiem pozostaje więc rozwijanie obecnych programów oraz współpracy z Haasem. Tegoroczne osiągnięcia pokazują, że Toyota potrafi wygrywać na najwyższym poziomie motorsportu bez własnego zespołu F1. Czy uzna to za wystarczające, czy jednak zdecyduje się ponownie zmierzyć z królową sportów motorowych, pozostaje otwartą kwestią.






