Darmowy komis na chodniku w Warszawie? Wystarczy kartka za szybą i można stać miesiącami

Tomasz Studniarek

Tomasz Studniarek

Wystarczy zaparkować samochód przy ulicy, umieścić za szybą ogłoszenie o sprzedaży i czekać na kupca. Bez konieczności wynajmowania prywatnego placu do ekspozycji pojazdów. Na warszawskim Ursynowie taki sposób handlu samochodami budzi coraz większe kontrowersje. Przy stacji metra Stokłosy od miesięcy stoją auta wystawione na sprzedaż, a miejskie służby nie znajdują podstaw do interwencji.

Parking zamienił się w komis

Problem dotyczy fragmentu al. Komisji Edukacji Narodowej, w pobliżu skrzyżowania z ul. Jastrzębowskiego i przystanku autobusowego Metro Stokłosy 04. Wzdłuż ulicy regularnie pojawiają się samochody z ogłoszeniami sprzedaży umieszczonymi za szybami. Nie chodzi przy tym o pojedynczego kierowcę, który postanowił pozbyć się prywatnego auta.

Na samochodach można zobaczyć podobnie przygotowane kartki, a numery kontaktowe powtarzają się. Sugeruje to, że przynajmniej część pojazdów może pochodzić od tego samego sprzedawcy. Formalnie nie musi to jednak oznaczać, że w tym miejscu działa zarejestrowany komis samochodowy.

Jak ustalił lokalny portal HaloUrsynow.pl, samochody zajmują okoliczne miejsca parkingowe od miesięcy. Zazwyczaj stoi tam od trzech do pięciu pojazdów przeznaczonych na sprzedaż, ale zdarzało się ich nawet siedem. Kiedy jeden znajduje nabywcę, jego miejsce może zająć następny.

Dla okolicznych mieszkańców oznacza to mniej przestrzeni do parkowania. Dodatkowym problemem jest lokalizacja w pobliżu przystanku autobusowego. Samochody ustawione zbyt blisko ciągu pieszego mogą utrudniać przejście osobom z wózkami dziecięcymi, seniorom i pasażerom komunikacji miejskiej.

Handel bez własnego placu

Tradycyjny komis samochodowy potrzebuje miejsca do przechowywania i prezentowania oferowanych pojazdów. Wynajęcie odpowiedniego terenu stanowi koszt działalności, podobnie jak jego utrzymanie czy zabezpieczenie. Korzystanie z ogólnodostępnych miejsc parkingowych pozwala uniknąć części takich wydatków.

Samochód wystawiony przy ruchliwej ulicy może być oglądany przez potencjalnych klientów przez całą dobę. Ogłoszenie z numerem telefonu wystarcza do nawiązania kontaktu, a formalności związane ze sprzedażą można przeprowadzić gdzie indziej. Nie potrzeba biura ani stałej obecności sprzedawcy.

Powstaje jednak pytanie, czy ogólnodostępny parking powinien pełnić funkcję bezpłatnej ekspozycji samochodów handlowych. Kierowca pozostawiający auto na czas pracy i osoba wykorzystująca to samo miejsce przez wiele tygodni do poszukiwania kupca korzystają z tej samej przestrzeni, ale w zupełnie innym celu.

Nie oznacza to automatycznie naruszenia prawa. Polskie przepisy nie zabraniają wystawiania na sprzedaż samochodu zaparkowanego przy drodze. Właśnie dlatego podobne sytuacje bywają trudne do rozstrzygnięcia przez miejskie służby.

Straż miejska nie interweniuje

W przypadku aut przy metrze Stokłosy sprawa trafiła zarówno do straży miejskiej, jak i Zarządu Dróg Miejskich. Stanowiska obu instytucji pokazują, dlaczego samo podejrzenie wykorzystywania parkingu do działalności handlowej nie wystarcza do podjęcia działań.

Według informacji uzyskanych przez HaloUrsynow.pl, warszawska straż miejska otrzymała w ostatnich miesiącach jedno zgłoszenie dotyczące samochodu stojącego na przystanku. Kiedy funkcjonariusze przybyli na miejsce, pojazdu już tam nie było.

Strażnicy wskazali również, że na rozpatrywanym odcinku nie obowiązują znaki zakazu zatrzymywania się lub postoju. Zwrócili uwagę, że kartka informująca o sprzedaży nie jest sama w sobie dowodem prowadzenia działalności gospodarczej.

Podobne stanowisko przedstawił warszawski ZDM. Rzecznik instytucji – Jakub Dybalski – wyjaśnił lokalnej redakcji HaloUrsynów.pl, że sam fakt parkowania samochodu w pasie drogowym nie stanowi nielegalnego zajęcia tej przestrzeni. O zgodności postoju z przepisami ruchu drogowego rozstrzygają odpowiednie regulacje, których przestrzeganie kontrolują policja i straż miejska.

zaparkowane samochody parking metro Stokłosy parkowanie ulica droga chodnik MotoGuru.pl

fot. MotoGuru.pl

Co wolno na chodniku?

W tej sprawie trzeba rozdzielić dwie kwestie: cel pozostawienia samochodu oraz zgodność jego parkowania z przepisami. Ten pierwszy nie przesądza automatycznie o wykroczeniu. Drugi może już stanowić podstawę do interwencji, niezależnie od tego, czy pojazd jest na sprzedaż.

Art. 46 ustawy Prawo o ruchu drogowym stanowi, że zatrzymanie i postój są dozwolone wyłącznie w miejscach i warunkach, które nie powodują zagrożenia bezpieczeństwa ruchu drogowego ani jego utrudnienia. Z kolei art. 47 określa zasady parkowania na drodze dla pieszych.

Art. 47 Prawa o ruchu drogowym dopuszcza parkowanie całego samochodu osobowego na drodze dla pieszych przy krawędzi jezdni. Jest jeden warunek – na danym odcinku nie obowiązuje zakaz zatrzymywania się lub postoju, a pieszym pozostaje co najmniej 1,5 m szerokości chodnika. Samochód nie może przy tym utrudniać ruchu pieszych. Spełnienie wszystkich tych warunków jest konieczne, aby postój był zgodny z przepisami.

To istotne rozróżnienie, ponieważ kierowca nie może powołać się wyłącznie na brak znaku zakazu parkowania. Jeżeli samochód rzeczywiście blokuje przejście, narusza warunki dopuszczalnego postoju albo stoi w miejscu objętym innym ustawowym zakazem, możliwa jest interwencja odpowiednich służb.

Nie można natomiast na podstawie samych zdjęć i informacji o sprzedaży aut przesądzić, że każdy pojazd ustawiony przy metrze Stokłosy narusza przepisy. Wymagałoby to sprawdzenia dokładnego miejsca postoju, oznakowania i przestrzeni pozostawionej pieszym.

Sprzedawać można, ale parkować?

Przepisy nie określają ogólnego maksymalnego czasu, przez jaki sprawny i prawidłowo zaparkowany samochód może pozostawać w jednym miejscu na drodze publicznej. Jeżeli nie obowiązują dodatkowe ograniczenia, wielodniowy czy nawet wielotygodniowy postój nie musi być nielegalny.

Inaczej wygląda sytuacja pojazdów bez tablic rejestracyjnych lub takich, których stan wskazuje, że nie są używane. Art. 50a Prawa o ruchu drogowym przewiduje możliwość ich usunięcia z drogi przez straż gminną lub policję na koszt właściciela albo posiadacza.

Nie jest to jednak narzędzie służące do usuwania każdego samochodu, który długo zajmuje miejsce parkingowe. Auto wystawione na sprzedaż, posiadające tablice rejestracyjne i niewykazujące oznak nieużywania, nie spełnia automatycznie przesłanek zastosowania tego przepisu.

Co więcej, nawet gdy kilka pojazdów należy do tego samego przedsiębiorcy, nie oznacza to jeszcze, że ich postój należy traktować tak samo jak ustawienie stoiska handlowego. Trzeba uwzględnić rzeczywisty sposób korzystania z drogi i przepisy regulujące zajęcie pasa drogowego.

zaparkowane samochody parking metro Stokłosy parkowanie ulica droga chodnik MotoGuru.pl

fot. MotoGuru.pl

Kto powinien zareagować?

Paradoks polega na tym, że służby odpowiedzialne za przestrzeganie przepisów drogowych mogą nie znaleźć podstaw do ukarania kierowców, choć sposób wykorzystania parkingu pozostaje uciążliwy dla mieszkańców. Nie każdą sytuację budzącą społeczne zastrzeżenia można rozwiązać mandatem.

W takich okolicznościach znaczenie ma również organizacja ruchu. Zarządca drogi może przeanalizować sposób korzystania z danego odcinka i rozważyć zmiany, które ograniczą długotrwałe zajmowanie miejsc albo poprawią dostępność chodnika.

Może chodzić na przykład o inne wyznaczenie przestrzeni parkingowej, fizyczne oddzielenie ciągu pieszego od miejsc postoju lub wprowadzenie odpowiednio uzasadnionych ograniczeń parkowania. Każde z tych rozwiązań wymaga jednak oceny lokalnych warunków oraz przeprowadzenia właściwej procedury.

Trzeba też pamiętać, że ograniczenia obejmujące wszystkich kierowców mogłyby uderzyć w mieszkańców, którzy zostawiają samochody pod domem. Zakaz parkowania w określonym miejscu nie odróżnia bowiem auta przeznaczonego na sprzedaż od pojazdu wykorzystywanego na co dzień.

Problem szerszy niż Ursynów

Jeżeli pojazdy są ustawione prawidłowo, a lokalna organizacja ruchu nie przewiduje ograniczeń, organy porządkowe mają niewiele podstaw do działania tylko dlatego, że za szybami znajdują się ogłoszenia handlowe.

To stawia w uprzywilejowanej sytuacji osoby, które potrafią wykorzystać ogólnodostępną przestrzeń do prezentowania sprzedawanych samochodów. W przeciwieństwie do przedsiębiorców wynajmujących prywatne place nie muszą ponosić kosztów samego miejsca ekspozycji, o ile korzystają z niego na zasadach zwykłego parkowania.

Jednocześnie nie istnieje prosta granica pozwalająca stwierdzić, kiedy prywatna sprzedaż samochodu przeradza się w wykorzystywanie drogi jako placu handlowego. Powtarzające się numery kontaktowe i regularna wymiana pojazdów mogą uzasadniać zainteresowanie taką działalnością, ale nie wystarczają do automatycznego stwierdzenia naruszenia prawa.

W przypadku metra Stokłosy najważniejsze pozostają więc dwie kwestie: czy auta są zaparkowane zgodnie z przepisami i czy miasto zamierza zmienić organizację przestrzeni, z której korzystają zarówno mieszkańcy, jak i osoby oferujące samochody na sprzedaż. Bez takiej analizy ogólnodostępny parking nadal może pełnić funkcję nieformalnego samochodowego placu handlowego.

O autorze

Tomasz Studniarek

Tomasz Studniarek

Redaktor działu Retro
Pasjonat klasycznej motoryzacji, renowacji samochodów oraz rzadkich znalezisk typu barn find. Systematycznie śledzi rynek aukcyjny i historie wyjątkowych egzemplarzy, zwracając uwagę na ich oryginalność, konstrukcję, pochodzenie oraz znaczenie dla rozwoju motoryzacji.W swoich publikacjach opisuje dawną inżynierię, historię modeli i zmieniające się podejście producentów do projektowania samochodów. Szczególnie interesuje go okres sprzed powszechnej unifikacji platform i cyfryzacji wnętrz. Współczesny przemysł motoryzacyjny analizuje krytycznie, zwracając uwagę na wpływ globalizacji, presji kosztowej i marketingu na indywidualny charakter samochodów.

© 2026 MotoGuru.pl