Sebastian M. dostał 8 lat za śmierć 3 osób. Dlaczego nie 24? Prawo ma tu problem [OPINIA]

Tomasz Studniarek

Tomasz Studniarek

Osiem lat więzienia za śmierć trzyosobowej rodziny. Sebastian M. jechał BMW po autostradzie A1 z prędkością przekraczającą 300 km/h. Sąd wymierzył mu najwyższą karę przewidzianą za przypisane mu przestępstwo. Dlaczego nie 24 lata, skoro zginęły trzy osoby? Odpowiedź kryje się w przepisach, które każą postawić pytanie, czy polskie prawo wystarczająco surowo traktuje skrajnie niebezpieczną jazdę.

Osiem lat za trzy ofiary. Co mówi Kodeks karny?

21 października 2026 r. Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim skazał Sebastiana M. na osiem lat pozbawienia wolności za spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1. Zginęli rodzice i ich pięcioletni syn. Wyrok jest nieprawomocny.

Podstawą skazania był art. 177 § 2 Kodeksu karnego. Przewiduje on od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia, jeżeli następstwem wypadku jest śmierć człowieka albo ciężki uszczerbek na zdrowiu. To właśnie ten przepis wyznaczał górną granicę kary w sprawie Sebastiana M.

Dlaczego nie 24 lata, czyli po osiem za każdą ofiarę? Prawo nie pozwala automatycznie pomnożyć maksymalnej kary przez liczbę osób, które zginęły w jednym wypadku. Liczba ofiar może mieć znaczenie przy wymiarze kary, ale nie tworzy automatycznie osobnego limitu ośmiu lat za każdą z nich.

To nie znaczy, że sąd mógł dowolnie orzec 24 lata. Można natomiast pytać, czy ustawowe granice kary są wystarczające w przypadku skrajnie niebezpiecznej jazdy, która kończy się śmiercią kilku osób.

BMW jechało ponad 300 km/h. Sąd odrzucił wersję kierowcy

Do tragedii doszło 16 września 2023 r. na autostradzie A1 w okolicach Sierosławia. BMW prowadzone przez Sebastiana M. uderzyło w tył Kii, którą podróżowała trzyosobowa rodzina. Samochód stanął w płomieniach, a wszyscy pasażerowie zginęli.

Według ustaleń przedstawionych w procesie BMW poruszało się przed zderzeniem z prędkością przekraczającą 300 km/h. Sąd odrzucił wersję oskarżonego, zgodnie z którą Kia miała nagle zajechać mu drogę. Uznał go za winnego spowodowania tragedii.

To właśnie te okoliczności sprawiają, że wyrok wywołuje tak silne emocje. Nie chodzi o typowy wypadek, w którym kierowca popełnia błąd przy niewielkim przekroczeniu prędkości. Chodzi o jazdę z prędkością skrajnie niebezpieczną na drodze publicznej.

Trzeba jednak oddzielić ocenę moralną od kwalifikacji prawnej. Sama bardzo niebezpieczna jazda nie oznacza automatycznie zabójstwa. Aby przypisać zamiar ewentualny pozbawienia życia, trzeba wykazać, że sprawca przewidywał taką możliwość i godził się na nią. Sebastian M. został skazany za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, a nie za zabójstwo.

Za usiłowanie zabójstwa autem może grozić dożywocie

W maju 2025 r. przed Sądem Okręgowym w Łodzi rozpoczął się proces Roberta G. ze Skierniewic. Według prokuratury 29 września 2024 r. mężczyzna, mając około 2,7 promila alkoholu, celowo uderzył Fiatem Seicento w betonowe ogrodzenie. Śledczy zarzucili mu usiłowanie zabójstwa partnerki. Kobieta przeżyła, ale doznała poważnych obrażeń.

Robert G. nie przyznał się do usiłowania zabójstwa. Twierdził, że pomylił pedał hamulca z gazem. Według relacji z rozpoczęcia procesu groziło mu dożywotnie pozbawienie wolności. Nie ma jednak potwierdzenia, że zapadł już wyrok, dlatego nie można przedstawiać zarzutu ani grożącej kary jako ostatecznego rozstrzygnięcia sądu.

Dlaczego w tej sprawie w ogóle pojawiło się dożywocie? Zgodnie z art. 148 Kodeksu karnego za zabójstwo grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy od 10 lat albo dożywocie. Przepisy o usiłowaniu pozwalają wymierzyć karę w granicach przewidzianych za dokonanie przestępstwa.

Nie jest to dowód, że Robert G. i Sebastian M. powinni odpowiadać na tych samych zasadach. Ich sprawy różnią się okolicznościami, a przede wszystkim zarzutami i przypisanym zamiarem. Porównanie pokazuje jednak, jak wiele zależy od kwalifikacji prawnej: próba celowego zabicia człowieka samochodem może być traktowana jako usiłowanie zabójstwa, podczas gdy śmiertelny wypadek spowodowany skrajnie niebezpieczną jazdą może zostać zakwalifikowany na podstawie art. 177 § 2 k.k.

Francja wprowadziła odrębne przestępstwo drogowe

Francja zaczęła wyraźniej rozróżniać śmiertelne zdarzenia drogowe od innych przypadków nieumyślnego spowodowania śmierci. Ustawa z 9 lipca 2025 r. wprowadziła do francuskiego prawa przestępstwo określane jako homicide routier, czyli drogowe spowodowanie śmierci w szczególnych okolicznościach.

Za taki czyn grozi do siedmiu lat więzienia i 100 tys. euro grzywny. Jeśli występują co najmniej dwie okoliczności obciążające, kara wzrasta do dziesięciu lat więzienia i 150 tys. euro grzywny. Do wymienionych w ustawie okoliczności należą m.in. prowadzenie pod wpływem alkoholu lub narkotyków, ucieczka z miejsca wypadku oraz przekroczenie dopuszczalnej prędkości o co najmniej 30 km/h.

wypadek śmiertelny - Gajewo

Fot. KP PSP w Śremie

Francuskie rozwiązanie nie oznacza, że każdy śmiertelny wypadek jest traktowany jak umyślne zabójstwo. Wprowadza jednak odrębną kategorię prawną dla śmierci spowodowanej w warunkach szczególnie niebezpiecznej jazdy.

Czy podobne rozwiązanie miałoby sens w Polsce? To temat do dyskusji. Trzeba przy tym pamiętać, że francuskie przepisy mają własne przesłanki i limity kar, więc nie można ich bezpośrednio przekładać na sprawę Sebastiana M.

Czy osiem lat to wystarczająca kara?

Sąd nie może zastąpić ustawy własnym poczuciem sprawiedliwości. Jeżeli przyjęta kwalifikacja prawna przewiduje maksymalnie osiem lat więzienia, nie może samodzielnie wymierzyć 24 lat tylko dlatego, że zginęły trzy osoby.

To jednak nie zamyka dyskusji. Jeżeli ustawowe granice kar nie odpowiadają wadze skrajnie niebezpiecznych zachowań na drodze, odpowiedzialność za zmianę prawa spoczywa na ustawodawcy.

Nie każdy tragiczny wypadek jest zabójstwem. Ale czy osoba, która jedzie po publicznej autostradzie z prędkością przekraczającą 300 km/h, powinna podlegać takim samym granicom kary jak sprawca wypadku o zupełnie innych okolicznościach?

Śmierć trzech osób nie może być sprowadzona wyłącznie do pytania, czy sąd wymierzył najwyższą karę przewidzianą w danym przepisie. Powinna skłaniać do refleksji, czy prawo właściwie rozróżnia zwykły błąd kierowcy od skrajnie niebezpiecznej jazdy, która naraża innych na śmierć.

Trzy osoby nie żyją. Osiem lat to maksimum w ramach kwalifikacji przyjętej w sprawie Sebastiana M. Czy polskie prawo powinno na tym poprzestać?

O autorze

Tomasz Studniarek

Tomasz Studniarek

Redaktor działu Retro
Pasjonat klasycznej motoryzacji, renowacji samochodów oraz rzadkich znalezisk typu barn find. Systematycznie śledzi rynek aukcyjny i historie wyjątkowych egzemplarzy, zwracając uwagę na ich oryginalność, konstrukcję, pochodzenie oraz znaczenie dla rozwoju motoryzacji.W swoich publikacjach opisuje dawną inżynierię, historię modeli i zmieniające się podejście producentów do projektowania samochodów. Szczególnie interesuje go okres sprzed powszechnej unifikacji platform i cyfryzacji wnętrz. Współczesny przemysł motoryzacyjny analizuje krytycznie, zwracając uwagę na wpływ globalizacji, presji kosztowej i marketingu na indywidualny charakter samochodów.

© 2026 MotoGuru.pl