Ferrari Luce jak Multipla. Nic brzydszego dziś nie zobaczysz

Ferrari Luce to pierwszy w pełni elektryczny model marki z Maranello i jednocześnie samochód, który mocno odcina się od klasycznego obrazu Ferrari. Ma cztery silniki, 1050 KM, pięć miejsc, tylną klapę i stylistykę przygotowaną z udziałem Sir Jonathana Ive’a, znanego z projektów Apple.
Ferrari nie zrobiło po prostu elektrycznego supersamochodu
Luce ma być czymś szerszym niż technologiczną pokazówką z baterią. Ferrari określa ten model jako „Ferrari 360°”, czyli nowy typ produktu, który nie zastępuje aut spalinowych ani hybrydowych. Największa zmiana jest bardzo praktyczna. To pierwsze Ferrari, które zabiera kierowcę i czterech pasażerów jednocześnie, a do tego ma czterodrzwiowe nadwozie i tylną klapę. Dla marki żyjącej z emocji, niskich sylwetek i rytuału dwumiejscowego auta brzmi to prawie jak zamach stanu, tylko z homologacją.
1050 KM, cztery silniki i sprint do setki w 2,5 sekundy
Napęd Ferrari Luce tworzą cztery silniki elektryczne, po jednym przy każdym kole. Łączna moc wynosi 1050 KM, a maksymalny moment obrotowy mierzony na silnikach to 990 Nm. Auto przyspiesza od 0 do 100 km/h w 2,5 sekundy, a od 0 do 200 km/h w 6,8 sekundy. Prędkość maksymalna wynosi 310 km/h. Zasięg Ferrari określa na 530 km, ale ta wartość pozostaje jeszcze estymacją w trakcie homologacji.
Luce korzysta z akumulatora o pojemności 122 kWh i architektury 800 V. Maksymalna moc ładowania to 350 kW, a producent podaje możliwość uzupełnienia 70 kW energii w 20 minut przy odpowiednio mocnej ładowarce DC.

Masa jest ogromna, więc Ferrari musiało ratować charakter
Ferrari Luce waży 2260 kg, więc nie udaje lekkiego auta sportowego. Marka twierdzi jednak, że nisko umieszczona bateria, wektorowanie momentu i układ czterech silników mają dawać reakcje porównywalne z samochodem lżejszym o około 400 kg. Inżynierowie dodali też rozwiązania, które mają zastąpić część emocji znanych z aut spalinowych. Ferrari opatentowało system wzmacniający dźwięki generowane przez osie, a kierowca może regulować jego natężenie.
Drugim elementem jest specjalny system zmiany rozkładu momentu. Jego zadaniem jest stworzenie efektu hamowania silnikiem godnego auta sportowego. To ważne, bo w elektryku emocje nie pojawiają się same ze względu na absurdalnie dużą moc.

Projekt Jony’ego Ive’a nie wygląda jak typowe Ferrari
Za wygląd nadwozia i wnętrza odpowiada LoveFrom, firma Sir Jonathana Ive’a. To projektant kojarzony przede wszystkim z Apple i oryginalnym iPhone’em, a przy Luce współpracował także Marc Newson. Sylwetka stawia na bardzo czystą formę, dużą przeszkloną kabinę oraz pływające elementy aerodynamiczne z przodu i z tyłu. Przód ma potężne skrzydło, a za nim znajduje się czarny panel maski.
Z boku uwagę zwracają krótkie zwisy, duże czarne panele za przednimi kołami oraz nietypowe klamki w słupku B. Tylne drzwi otwierają się pod wiatr, a koła mają 23 cale z przodu i 24 cale z tyłu. To największe obręcze zastosowane w drogowym, produkcyjnym Ferrari.
W kabinie są ekrany, ale Ferrari zostawiło fizyczne sterowanie
Wnętrze Luce łączy cyfrowe interfejsy z klasycznymi przełącznikami, pokrętłami i przyciskami. Kierownica powstaje z obrabianego aluminium z recyklingu, a ruchomy zestaw wskaźników podąża za nią, by najważniejsze informacje pozostały w polu widzenia kierowcy. Ferrari zastosowało wyświetlacze OLED opracowane specjalnie dla tego modelu.
Są też bardziej teatralne detale, w tym kluczyk z Corning Gorilla Glass i technologią E Ink. Po zadokowaniu kluczyka w kabinie uruchamia się animacja startowa z żółtym motywem Ferrari. Launch Mode aktywuje się fizycznym uchwytem umieszczonym nad głową. Na liście wyposażenia znalazły się także opcjonalne fotele z masażem, sterowanie dla pasażerów z tyłu oraz system audio z 21 głośnikami i mocą 3000 W.

Wymiary bliżej luksusowego gran turismo niż klasycznego superauta
Ferrari Luce ma 5026 mm długości, 1999 mm szerokości bez lusterek i 1544 mm wysokości. Rozstaw osi wynosi 2961 mm, a bagażnik ma 597 l pojemności. Rozkład masy to 47% z przodu i 53% z tyłu. Przednia oś elektryczna generuje 285 KM, a tylna – 843 KM. Silniki elektryczne wywodzą się z modelu F80, a akumulator pełni także funkcję elementu wzmacniającego sztywność konstrukcji.
To nie jest Ferrari dla purystów, którzy chcą tylko hałasu V12 i niskiego fotela tuż nad asfaltem. Luce wygląda raczej jak odpowiedź Maranello na luksusowe elektryki, ale z własną próbą zachowania sportowego napięcia. Czy to jeszcze klasyczne Ferrari? Nie. I właśnie dlatego o tym modelu będzie tak głośno…
O autorze
Marek Karpiuk
Najnowsze

UE bierze się za floty. Od 2030 r. elektryki mają wejść do firm bocznymi drzwiami

Te auta w realnym ruchu są najoszczędniejsze. Absolutna dominacja Toyoty

Motoryzacja wchodzi do zbrojeniówki. Te firmy szukają miejsca w sektorze obronnym

Verstappen powiedział „a nie mówiłem”. Red Bull i tak będzie ryzykował






































